Zrób sobie książkę, czyli jak zarobić na wydawaniu książek

Previous Image

 Uważasz, że bycie pisarzem nie jest dla Ciebie i nic nie wiesz o tym jak napisać książkę? Spokojnie, polski przemysł wydawniczy zna autorów, którzy napisali więcej książek niż przeczytali i zarobili na tym miliony złotych. Załóżmy jednak, że nie jesteś podstarzałym gangsterem na państwowej emeryturze i chcesz czerpać z najlepszych wzorców.

Bądź jak Ninja

Jednym z nich jest Michał Szafrański. Kilka lat temu postanowił, że do 40 roku życia odłoży tyle pieniędzy, że przez resztę czasu nie będzie musiał pracować. Trzeba przyznać, że całkiem dobrze mu to idzie. Szafrański jest autorem blogu „Jak oszczędzać pieniądze”. Systematycznie zbierał swoich stałych czytelników. W końcu, gdy nadszedł czas postanowił stworzyć coś w rodzaju pigułki informacyjnej na temat oszczędzania. Postanowił wydać książkę. Szybko osiągnęła ona wartość sprzedaży na poziomie 500 tysięcy dolarów USA. Jak stwierdził, jest to pierwsza książka wydana w naszym kraju, która osiągnęła taki wyniki w segmencie self-publishing (o czym poniżej). „Dzięki wielkie za zaufanie i Wasz wkład do tego niesamowitego wyniku. Bez Was nie byłoby to możliwe. Dzięki!”- napisał na swoim oficjalnym profilu FB Szafrański. Jest czego zazdrościć. Książka sprzedała się prawie w 70 tysiącach egzemplarzy i zawstydziła swoim wynikiem nie jednego uznanego autora.

Michał Szafrański vel „Finansowy Ninja” odniósł olbrzymi sukces oszczędzając podczas nauki innych jak oszczędzać pieniądze.

Warto skupić się na przytoczonej wypowiedzi autora. Po pierwsze każda książka musi mieć czytelnika. Nie chodzi o zgromadzenie „wiernych wyznawców” w setkach tysięcy, którzy kupując książkę de facto nas obdarują. Chodzi raczej o to, żeby autor w sposób jasny wiedział dla kogo pisze. Szafrański postanowił dotrzeć nie tylko do czytelników swojego bloga, ale również do osób, które go nie czytają, ale interesują się oszczędzaniem. Jednocześnie planował i przygotowywał się do publikacji w najlepszy możliwy sposób. Systematycznie i powoli. Niczym „ninja” skradający się do ofiary. Gdy nadszedł czas uderzył z całą stanowczością i osiągnął sukces. Można przypuszczać, że identyfikował na każdym kroku zbędne koszty i zwyczajnie je ciął. Podszedł do tematu najlepiej jak potrafił. Maksymalizował zyski i minimalizował koszty.

Self-publishing, czyli nie daj się wykorzystywać

Branża wydawnicza, jak każda inna branża w naszym kraju nie byłaby sobą gdyby nie – „chęć wykorzystania pracy innych”. Przypomina to szkolną pracę grupową gdzie jeden ambitny uczeń wykonuje projekt za całą grupę. Pracuje jeden, a „piątkę” dostaje cała grupa. Tak też jest w wypadku wydawania książek. Autor pracuje, zbiera materiały, walczy z terminami, płaczącym za uchem dzieckiem, przechodzi setki korekt, itd.. Udaje się z książką do wydawcy. Ten przedstawia mu warunki współpracy i następuje szok. Z finalnej ceny książki otrzymuje kilka procent. Prawdziwy biznes robi wydawca oraz dystrybutor. Obecni na rynku wydawcy doskonale to wiedzą i nie chcą aby ta tajemna wiedza rozeszła się po rynku. Szafrański zidentyfikował ten problem, jako zbędny koszt. A ponieważ zbędne koszty się ucina, postanowił założyć własne wydawnictwo, które go nie wykorzysta.

Podobnie zrobił Radosław Kotarski, którego bardziej znamy jako „faceta od ciekawostek” lub występującego w reklamach pewnego banku. Jego ostatnim projektem jest książka „Włam się do mózgu”. Udowadnia w niej, że w pół roku można nauczyć się języka szwedzkiego. Genialny ruch marketingowy poprzedził genialny ruch biznesowy. Podobnie jak Szafrański postanowił sam wydać swoją książkę.

W tym celu powołał do życia wydawnictwo Altenberg. Oczywiście jego sukces wywołał zazdrość, co najpewniej pchnęło Kotarskiego do zdradzenia tajemnic rynku wydawniczego. Jego książka także przekroczyła sprzedaż na poziomie 40 tysięcy egzemplarzy. W wywiadzie którego udzielił portalowi „money.pl” stwierdził, „Przy pierwszej książce, jako autor, poczułem się nie do końca dobrze obsłużony przez swoje wydawnictwo. A najbardziej nie podobała mi się dystrybucja u standardowych wydawców. Nie chciałem, żeby następna książka była wydana na tych samych zasadach, według których ja nic nie kontroluję i nie mam za wiele do powiedzenia.”. Kotarski zwrócił uwagę na bardzo ważny element współpracy z wydawnictwami. Nie każdy daje możliwość ingerencji w proces dystrybucji. Zakładając, że autor jest jedynie od pisania a od dystrybucji są oni. W rzeczywistości to przecież autor wie dla kogo pisze.

Branża go znienawidziła

Drugą ważną o ile nie najważniejszą sprawą są pieniądze. Kotarski przyznał, że stał się wrogiem całej branży. „Nagłówki w stylu „wydawnictwa go nienawidzą” chyba po raz pierwszy nie byłyby przesadzone. Zarzucali mu kłamstwo, gdy mówił, że z każdej sprzedanej książki 4 zł trafiają do programu Pajacyk. Usta zamknął im dopiero pierwszy przelew, który upublicznił. a. Nie dość, że nie dał się wykorzystać to jeszcze robi biznes na wydawnictwie, które sprawiedliwiej podchodzi do kwestii wynagrodzenia autorów – Genialne!

Każdy „młody” autor powinien pamiętać, że wydawnictwa zarabiają na nim. To już bardziej rynek „autora”. Najlepsze i najciekawsze pomysły na książkę są rozszarpywane. Wystarczy jeden „autorski okręt flagowy”, aby wydawnictwo mogło żyć długie lata i to nawet… bardzo dobrze.  Rynek wydawniczy nie przynosi spektakularnych zysków szybko (no może z kilkoma wyjątkami do policzenia na palcach jednej dłoni). Zyski przychodzą po dłuższym okresie, ale za to stale i często przez kilka lat. Nic więc dziwnego, że na rynku brakuje wydawnictw, które nie chcą eksploatować swoich autorów niczym, belgijski król Leopold II, Kongo.

Dystrybutor twój wróg

Branża wydawnicza czy medialna nie różni się niczym od branży spożywczej, przynajmniej, jeżeli chodzi o dystrybucję. Prawdziwe pieniądze zarabia nie autor (producent) tylko dystrybutor (sprzedawca). To przecież on ma klientów i to on dyktuje którą książkę/czekoladę będzie promował w danym tygodniu. Kotarski zidentyfikował i ten problem. Postanowił nie korzystać z liderów dystrybucji i postawił na własną dystrybucję. Szalone? A jednak! Jak potężny jest to biznes świadczą wyniki finansowe wydawnictwa Kotarskiego. Po zaledwie dwóch miesiącach ma ok. 1 mln euro przychodu z tylko trzech książek. I przyznaje, że obecnie książkę można wydrukować za 3,80 złotego. Zdarzają się jednak przedstawiciele branży, którzy twierdzą, że barierą jest 1 zł za książkę. Podobno takie cuda tylko w Indiach, ale jakość druku pozostawia wiele do życzenia Do tego należy doliczyć koszt transportu, udział wydawnictwa koszty operacyjne. Co daje od 10 do kilkunastu złotych za książkę (takie są rzeczywiste koszty wyprodukowania jednej książki w Polsce).

Konsument finalnie płaci za nią kilkadziesiąt złotych co w znacznej większości stanowi zysk dystrybutora. Gdy autor książki przy sprzedaży 10 tys. egzemplarzy zarabia na niej 30 tys. złotych, wydawnictwo zarabia dwa razy tyle a dystrybutor nawet dziesięć razy tyle. Do tego dochodzi kwestia przewlekłości w uzyskaniu zapłaty. Napisać książkę i wydać ją to jedno. Często najtrudniejszym zadaniem jest otrzymanie od dystrybutora zapłaty za nią. A środki windykacji są ograniczone bo kto zaryzykuje otwarty konflikt zakładając że jeszcze zamierza coś wydać? Na pewno nie wydawnictwo. Kotarski obszedł ten zaklęty krąg i wywołał wściekłość całej branży. Przy okazji stworzył świetny interes, który będzie stanowił spory odsetek jego dochodów.

Zainwestuj w książkę

Najsmutniejsza prawda o rynku to jednak ta dotycząca tego jak powinna wyglądać książka i co kieruje czytelnikiem przy jej wyborze. Olbrzymie znaczenie ma wygląd książki. W dobie cyfryzacji część z nas decyduje się na kupno tradycyjnej książki z uwagi na jej wygląd. Sam Kotarski przyznaje, że jeżeli chodzi o książki nie skupia się na najtańszej produkcji. Gdy konkurencja drukuje za 3,8 złotego ceny „jego” książek podchodzą do 10 złotych za sztukę. Stare przysłowie brzmi „to okładka się sprzedaje”. I rzeczywiście tak jest. Doinwestowana okładka i ciekawy design decyduje o tym czy książka się sprzeda. Redakcja, temat, cytaty znajdują się dopiero na kolejnych miejscach. Wyprzedza je nawet opis książki, znajdujący się na stronie internetowej księgarni czy wydawnictwa. Twoja książka powinna mieć ładną wyróżniającą się okładkę i dobrej jakości papier, środki które zaoszczędzisz na łańcuchu wydawnictwo-dystrybutor możesz wydać książkę na światowym poziomie.

Pamiętaj o ryzykach i korzyściach

 Gdy zdecydujesz się na self-publishing pamiętaj, że większe zyski przypłacisz najpewniej większą ilością pracy i pewnie bólem nadwyrężonego kręgosłupa. Czy warto? Jeszcze raz… wydawca zarabia dwa razy tyle co ty, a dystrybutor nawet dziesięć razy. Kim chcesz być w tej układance?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja

Prawnik zakochany w dziennikarstwie