Jeśli normalny, zwykły człowiek – a za takowego się uważam – nie chce popaść w obłęd, to powinien czasem zaserwować sobie detoks, od oglądania serwisów informacyjnych i programów publicystycznych. Podobny odwyk zaaplikowałem własnej osobie i ja, osiągnąłem wewnętrzną równowagę, dzięki której, przestało mi przeszkadzać, nawet marudzenie Redaktora Naczelnego. Zająłem się czytaniem francuskiego romansu z I połowy XIX wieku oraz zażyłem romantycznego spaceru, nad brzegiem dzikiej Wisły. Cała sytuacja trwała niesamowicie długo, bo około ćwierć tuzina godzin, po czym nieopatrznie zerknąłem w stronę tytułów prasowych, gdzie trwał dyskurs specjalistów, na temat modyfikacji czołgów T-72, który, z czasem, przerodził się w mordercze zwarcie wszystkich ze wszystkimi.

Zwarcie wszystkich ze wszystkimi, niosło dla mnie jedną przednią wieść – już teraz wiem, że ze strony Rosji nic nam nie grozi, gdyż lwia część naszego społeczeństwa, składa się z najwyższej próby fachowców, od broni pancernej. Moje poczucie bezpieczeństwa wzrasta dodatkowo, kiedy przypominam sobie debatę sprzed tygodni, gdzie, również wybitni znawcy przedmiotu, oceniali zakup samolotów V generacji, a mianowicie maszyn F-35A. Obecnie jestem pewien, iż Władimir Putin musiałby być szaleńcem, aby zaatakować tak zmilitaryzowany kraj, jak nasz, w którym, jedna połowa potrafi dowodzić zagonami pancernymi, a pozostali są mistrzami w planowaniu i przeprowadzaniu operacji powietrznych. „Drżyjcie Moskale!”, chciałbym zakrzyknąć, ale najpierw przedstawię moją ocenę sytuacji.

Moja ocena sytuacji pozwala mi zaapelować do szefa resortu obrony, o natychmiastowe rozwiązanie Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (SG WP) i przedstawienie liberalnym żurnalistom, szczegółowych wyliczeń oszczędności, jakie zostały poczynione z tego powodu. Skąd ten pomysł? Ano stąd, że utrzymywanie tej szacownej instytucji straciło jakiekolwiek uzasadnienie, w obliczu tak obfitego wysypu strategicznych talentów, jaki objawił nam się ostatnio. Po co płacić gażę niejakiemu generałowi broni Rajmundowi Andrzejczakowi, Pierwszemu Żołnierzowi Rzeczpospolitej Polskiej, skoro można zanurkować w przestrzeń medialną i wydobyć z niej esencję, współczesnej myśli taktyczno-operacyjnej? Skąd gen. Andrzejczak może mieć jakąkolwiek wiedzę o wojsku, skoro ukończył raptem Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Pancernych (WSOWP), na poznańskim Golęcinie? Tak jest Drodzy Państwo – kiedy współcześni Napoleonowie Bonaparte studiowali dziennikarstwo lub socjologię, to podchorąży Rajmund Andrzejczak, na poligonie w Biedrusku, szkolił się najpierw jako ładowniczy czołgu, później mechanik-kierowca, działonowy-operator, by, na drugim lub trzecim roku studiów wojskowych, dostąpić zaszczytu dowodzenia wozem bojowym. Następnie, po promocji oficerskiej, był dowódcą plutonu, kompanii i batalionu czołgów, ale to dla krytyków, potępiających wszystkie decyzje obecnego obozu władzy, nie ma najmniejszego znaczenia. W ich ocenie, decyzja o zakresie modyfikacji sprzętu była zła i do tych głów, nie trafiają żadne inne racjonalne argumenty.

Racjonalne argumenty trafiają natomiast, czego jestem pewien, do moich Czytelników. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że zanim Minister Obrony Narodowej podjął decyzję, o takim, a nie innym, zakresie prac przy sprzęcie, to jednak wysłuchał zdania żołnierzy, prawda? Bardzo żałuję, że w kakofonii dźwięków, krytykujących decyzję rządu, jedynie niewielu podjęło temat szkolenia załóg. Tylko oglądacze serialu sprzed dekad mogą twierdzić, iż o maestrii działań kierowcy, świadczy umiejętność wbicia czołgiem gwoździa w drzewo, a każdy ładowniczy popisuje się zawinianiem stali na kciuku. Tak się to nie odbywa, choćby dlatego – tutaj zażartuję – ponieważ w T-72, nie ma ładowniczego. Cykl szkoleniowy trwa kilkadziesiąt miesięcy i do jego realizacji potrzebny jest sprzęt. Trzeba mieć na czym szkolić żołnierzy nowo wcielonych oraz podtrzymać kondycję taktyczną i ogniową, załóg już służących. To nie jest tak, że wozy stoją zamknięte w garażach, a żołnierze maszerują na paradach i wyjeżdżają z koszar dopiero na wojnę. Codziennie wre żmudna, trudna, brudna żołnierska robota, mająca niewiele wspólnego z widowiskowymi szarżami, oglądanymi w telewizji. Niektóre czynności zgrywające trzeba powtórzyć dziesiątki, a nawet setki razy, żeby osiągnąć efekt zadowalający. Jeszcze raz powtórzę – do tego potrzebny jest sprzęt. Posiadamy zaplecze techniczne i niezbędne umiejętności, do właściwej eksploatacji owych środków walki. Mamy właściwe smary, oleje, tony amunicji, części zamienne i zestawy remontowo-naprawcze. Takiego potencjału nie wolno zmarnować, gdyż byłoby to zwyczajną zbrodnią.

„Afera Rolanda”, czyli francuska broń dla dyktatora

Zwyczajną zbrodnią byłoby także, pozwolenie na atrofię „Bumaru Łabędy”. Opozycja szermuje argumentem, że zlecenia dla naszych rodzimych przedsiębiorstw, to decyzje czysto polityczne. A i owszem, bo jakie inne miałby one być? Co powinni zrobić włodarze państwa? Należy zamknąć zakłady, tereny sprzedać zagranicznym koncernom, które wybudują tam kolejną montownię młotków kosmicznych, hipermarket unikający płacenia podatków w Polsce i, siódme już w regionie, centrum rekreacyjne, z parkiem wodnym oraz karuzelą, tak? To ja mam taką małą propozycję, dla liberalnych polityków, negujących zasadność dawania zleceń „Bumarowi” – jedźcie do tych ludzi, stańcie przed ową chmarą wąsatych chłopów, odzianych w flanelowe koszule i zwyczajnie im o tym powiedzcie. Efekt będzie natychmiastowy, bo już w październiku, zmiecie Was ze sceny politycznej. Wszystko odbędzie się zgodnie z zasadami demokracji – przy pomocy kart wyborczych, jakie ci ludzie wrzucą do urn, podczas zbliżającej się elekcji parlamentarnej. Ktoś chyba nie rozumie, że polityka to swoista umowa i symbioza, pomiędzy społeczeństwem a rządzącymi, którą można opisać takim zdaniem: „Panie Polityk, ja Panu pozwolę rządzić, jeździć limuzyną i gadać do woli w telewizorze, ale w zamian, Pan pozwolisz mi godnie żyć, spokojnie zarabiać na chleb, pozamykasz złodziei w więzieniach, zapewnisz mojemu dzieciakowi szkołę w pobliżu i nie będziesz mnie dręczył podatkami!”. Jeśli do kogoś to nie trafiła, to powinien zmienić profesję.

Zmienić profesję powinni także ci specjaliści, którzy żądają już, teraz i natychmiast nowego czołgu. Zakup takiego sprzętu, to jednak jest procedura długotrwała i należy sobie dopowiedzieć na pytanie – kupić wozy będące już służbie, czy czekać na kolejną generację broni? Rozmawiać o nabyciu platformy europejskiej, czy dalej pogłębiać współpracę z USA? Myśleć wciąż o Leopardach, pertraktować w sprawie Abramsów, a być może wejść w program budowy nowej konstrukcji? Tego już nie wiem i wiedział nie będę, ale musimy sobie uświadomić, że to przedsięwzięcie rozłożone na dekady. Przykładem może być sprawa francuskiego Leclerca, którego budowę zatwierdzono w 1982 r., a pierwsze egzemplarze pojawiły się w armii, dopiero w roku 1995. Mam nadzieję, że odpowiedzi na powyższe pytania padną wkrótce, a Państwo zadumają się, nad moją oceną sytuacji.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 29 lipca 2019 r.

Cisza po burzy

22 Comments on “T-72, czyli Wodza ocena sytuacji”

  1. Tu nie ma co deliberować.Tekst merytoryczny.Nie że wszystkim się zgadzam ale te słowa,które do polityków poprzedniej władzy nie docierają i nie dotrą.Czołgistą byłem w”zasadniczej”2.5 roku.Powiem tak,jestem mechanikiem i kierowcą i dzięki temu że dali mi”wolną rękę”,z mojego czołgu zrobiłem najlepszą maszynę w pułku…..!Ale powiem tak,to było wszystko kosmetyczne sprawy a mimo to czołg i tak był najlepszy sprawnie technicznie. Są szef służby czołgowej jak wszystko pokazali mu co zrobiłem to był tak zdziwiony mimo trzydziestu lat w wojsku. Dlaczego o tym piszę bo i tak konkluzja była taka więc że-„nie przeskoczymy wszystkich rzeczy bo przecież to powinna zrobić fabryka”! i tu to racja. Pomimo że to była Głęboka komuna i do kilku dowódców naprawdę staram się żeby to wszystko jeździło i działało. Skąd ten mój opis bo tak naprawdę to jest zbieżne z tym co wcześniej napisałeś-gdyby dać wolną rękę naszym fachowcom to nawet z tego czołgu T-72 można by naprawdę zrobić dobrą maszynę. Czekamy teraz to nie ode mnie końcowe, obojętnie jaki byłby to koniec prawdopodobnie i tak i tak powoli by nas do rezerwy, to jeśli mam zginąć za ojczyznę a nie będę uciekał od tego obowiązku to przynajmniej chciałbym żeby ten czołg miał porządną siłę rażenia a z silnikiem to ja już sobie sam poradzę. Bo powiem tak dwa razy byłem na poligonach z moją maszyną i wśród ruskich żołnierzy którzy brali udział z nami zajęciach a było ich kilkuset jeden może dwóch tak naprawdę potrafili tym czołgiem tak jeździć i tak go odprowadzać pod strzał jak chciał dowódca ruski. Reszta to wiadomo jak wtedy było, do wojska się szło na siłę i to w całym układzie warszawskim. I oni generalnie mieli lepszy sprzęt od nas ale co z tego skoro Nie potrafili go obsługiwać i tak samo jest dzisiaj. Pracuję z chłopakiem który jest z Rosji, wojsku był normalnie na poborze i był w wojskach czołgowych dlatego mamy bardzo dużo tematów wspólnych. Chłopak fajny kulturalny Chodź zapatrzony w Putina. Ale wiele rzeczy takich mówi że według mnie zwykłego laika to ich armia to jest tak naprawdę na papierze a po drugie to tylko mają dobry tak zwany pierwszy rzut potem to już tylko pospolite ruszenie. Naszej oczywiście też jeszcze bardzo dużo i mi oczywiście też ale z T-72 poradziłbym sobie spokojnie tylko żeby mieć dowódcę wozu z głową na karku.

  2. Ja tylko pozwolę sobie przypomnieć że nasz prezydent jakiś czas temu ofiarował Ukrainie wsparcie finansowe w wysokości miliarda euro. To jest mniej więcej tyle ile nam brakuje żeby ta „modernizacja” nabrała jakiegokolwiek sensu militarnego. Mam dwa pytania. Czy prezydent Duda jest prezydentem Polski czy Ukrainy że wspomaga Ukrainę pieniędzmi, których nam brakuje na modernizację czołgów (i nie tylko czołgów). Drugie pytanie dotyczy korzyści jakie Polska odniosła z tytułu tak chojnego wsparcia Banderstanu. Czy dzięki temu dostaliśmy np. licencję na świetne ukraińskie silniki czołgowe? A może na całkiem nowoczesną armatę czołową jaką produkuje Ukraiński przemysł. Też nie? To może chociaż na rakietowe pociski przeciwpancerne ppk Kornet? Jakoś nie słyszałem.

  3. Mimo wszystko to złom.
    Szkoda tylko tych żołnierzy którzy
    do tego złomu wsiada żeby w nim walczyć.
    Kamkadze mieli większe szansę na przeżycie.
    Pozdrawiam.

  4. Niestety autor bredzi. Zasadność modernizacji istnieje ale nie pudrowania. Szerzej mogę skomentować tylko merytorycznie. A tego w artykule brak. BUMAR MOŻNA UTRZYMAĆ zwykłymi remontami za ćwierć ceny, a trzeba dać też zarobić innym przedsiębiorstwom na nową lepszą amunicję i zabudowę wyrzutni Spike LR na t72

  5. Masz rację przyjacielu , bo jak czytam te wypociny psełdo fachowców to dziwię się że w ogóle mają pracę . Pozdrawiam i czekam na prawdziwe i fachowe artykuły

  6. A może ci wąsacze we flanelach staną przed nami podatnikami i wytłumaczą jak to się stało, że przez bodajże dekadę nie potrafili złożyć działającego podwozia do Kraba…

  7. Autor artykułu przynajmniej uczciwie przyznaje, że decyzję o odpicowaniu (bo trudno to nazwać modernizacją) złomu t-72 podjęto głównie dla głosów wyborczych, które liczna załoga Bumaru w zamian ma oddać jesienią z wdzięczności za robotę naszym obecnie rządzącym geniuszom

  8. Jest ogromna różnica pomiędzy człowiekiem inteligentnym a człowiekiem tylko wyuczonym, wykształconym i oczywiście wnioskując po w/w arykule oczytanym. Ty dziennikarzu niestety, ale należysz do tych drugich,gdyż po przeczytaniu artykułu uważam że ewidentnie brak Ci tej pierwszej cechy. Wspaniałe obrażenie połowy polskiego społeczeństwa, wręcz wspanianiałe pro-partyjne przemówienie do narodu. Typowa dla obecnie rządzących buta, arogancja i pycha itp. itd. Na koniec pragnę dodać, że z przykrością stwierdzam, iż poziom polityki, dziennikarstwa i za tym idącej propagandy w naszym kraju osiągnął dno. A najtragiczniejsze dla naszego społeczeństwa jest to co nas czeka, ponieważ często okazuje się, że od prawdziwego dna dzieli nas gruba warstwa mółu, w który najprawdopodobniej wkroczymy w październiku.

  9. Pan minister wysłuchał zdania wojskowych, potem wysłuchał zdania „chmary wąsatych chłopów, odzianych w flanelowe koszule” i uznał że jednak ważniejsze od posiadania dobrych czołgów jest jednak wygranie wyborów. Oczywiście to decyzja polityczna i jego praca polega na podejmowaniu takich decyzji – a praca dziennikarza polega na komentowaniu i ocenianiu takich decyzji.
    Naprawdę nie widzę problemu. Przynajmniej dopóki dziennikarz nie zamienia się w rzecznika rządu i nie próbuje go bronić w tak niezdarny sposób…

  10. nie wiem czy autor ma rację bo merytoryka ginie wśród minoderyjnej egzaltacji. Pretensjonalny styl na miarę prymusa z wiejskiego gimnazjum… no wiocha. A co do tematu, dopóki naszym teoretycznym jedynym wrogiem jest Rosja to posiadanie T72 ma sens jak najbardziej

  11. Brawo. Nareszcie rozsądny artykuł.
    Przy tak wielkiej ilosci ekspertów od czołgów i ich wiedzy boję sie wręcz zabierać glosu w dyskusji a przecież w przeszłości dowodziłem pododdziałami czołgów i 10 BKPanc. Cóż, wiedza i doswiadczenia się nie liczą. Przy próbie zabrania głosu w takich sprawach należy się liczyć z posądzeniem o współpracy z Rosjanami, wyzwiskami o czerwonych i poniżaniem bo poziom kultury, zdawałoby się wykształconych dyskutantów, osiągnął dno rynsztoka. Nawet niektórzy emerytowani generałowie tam się znaleźli. Tylko kto z tych fachowców, pożal się Boże, kiedykolwiek dowodził jednostkami pancernymi i czy znalazł się w czolgu w czasie ćwiczeń. Pozdrawiam ,, fachowców” i proponuję aby sie zajęli tematami na ktorych sie naprawdę znają.

  12. Hmmmm…. Kolejny specjalista co w d…. był i g….. widział. Jako czołgista mogę Ci powiedzieć, że głupoty waćpan wypisujesz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *