Przejdź do treści
Życie Stolicy
  • Strona główna
  • Stolica
  • Kraj
  • Świat
  • Bezpieczeństwo
  • Polityka
  • Społeczeństwo
  • Kultura
  • Zdrowie
  • Wideo
  • Autorzy
    • płk Ireneusz Kulesza
    • Aleksandra Rachwał
    • Matka Polka
    • Jaok Janusz
    • Tȟašúŋke Witkó
    • Blanka Aleksowska
    • Antoni Macierewicz
    • Romuald Szeremietiew
    • Jan Pawlicki
    • Wojciech Wybranowski
  • Kontakt
Życie Stolicy | Autorzy

Plama na murze

przez Tȟašúŋke Witkó 29 kwietnia 2019
29 kwietnia 2019
1,9K

Plama na murze 10 Życie StolicyCzy zastanawiali się Państwo kiedykolwiek, ile czasu w ciągu doby, potrafi tkwić młody, zdrowy chłop w jednym miejscu? Nigdy, prawda? Ja też o tym specjalnie nie myślałem, ale sam poznałem petenta, który spędzał minimum 15 godzin dziennie, siedząc oparty o mur. I zdradzę Czytelnikom, że gość miał „życie, jak w Madrycie”. Ale tradycyjnie opowiem wszystko od początku. Z kulturą arabską zetknąłem się po raz pierwszy, jako dzieciak, gdy obserwowałem – w połowie lat 80-tych XX wieku – młodych, śniadolicych mężczyzn, wyczekujących na przystankach tramwajowych, w okolicach skrzyżowania ulicy Kopcińskiego z Narutowicza – w pobliżu łódzkich akademików dla obcokrajowców, zwanych potocznie Lumumbowem. Strasznie im zazdrościłem markowych, zachodnich portek, w które byli odziani, a które ja mogłem podziwiać jedynie w telewizorze. Jeszcze bardziej zazdrościłem im tęsknych spojrzeń ślicznych Łodzianek, wzdychających do smagłych młodzieńców i zalotnie potrząsających blond fryzurami, uzyskanymi dzięki wodzie utlenionej i pomocy koleżanek, parających się chałupniczo modelowaniem i farbowaniem włosów. Nie wiem ile z pań wyjechało ze swoim „Lawrencem” do Arabii, ale założę się o dużą wódkę, iż większość była zaskoczona realiami i zasadami, jakie panowały w rodzinnych domach ich lubych.

W rodzinnych domach ich lubych musiały założyć czarną sukmanę, czyli czador, a głowę skryć pod chustą nazywaną hidżabem. Nie mam bladego pojęcia od czego to zależało, ale część młodych kobiet zasłaniała dodatkowo twarz kawałkiem również czarnej szmaty – nikabem. Tak ubrane pracowały w gospodarstwie domowym męża, pod czujnym okiem zrzędliwej teściowej. Skąd ja to wszystko wiem? Wiem to od owego Araba, który spędzał cały swój żywot siedząc oparty o mur, okalający jego piękną willę, wartą pewnie kilkaset tysięcy amerykańskich dolarów. Człek ów, półtorej dekady temu, zaczął dźwigać piąty krzyżyk życia, miał trzy żony, gromadkę dzieci i ojca w Bagdadzie. Szanowny tatuś był pierwotnie wysokim urzędnikiem pracującym w administracji Saddama Husajna, a później zaczął wspierać cywilnego gubernatora Iraku i wschodzącą gwiazdę waszyngtońskiej polityki – Paula Bremera. Mój znajomy, mieszkający raptem kilkadziesiąt metrów od Camp Juliet, był jedną z najbardziej zamożnych i wpływowych osób w całej Karbali. Nawet policjanci, dowodzeni przez generała Abbasa Fadila al-Hasaniego, osobnika trzęsącego całą prowincją i łupiącego bezlitośnie swoich pobratymców, zwracali się do niego w sposób bardzo uniżony, zaś sam Abbas zawsze zatrzymywał kawalkadę pojazdów, którą się poruszał i wysiadał, chcąc zamienić kilka słów. Wyglądało to czasem komicznie, gdy kolumna nowiuśkich, półciężarowych Toyot, z butnymi, uzbrojonymi w broń maszynową funkcjonariuszami raptownie wyhamowywała, z czeluści jednej z nich wynurzał się grubas w jasnoniebieskiej koszuli z generalskimi dystynkcjami na epoletach, a następnie, szczelnie opatulony wianuszkiem ochroniarzy, podbiegał do siedzącego na ziemi człowieka tylko po to, by wiernopoddańczo uścisnąć podaną mu niedbale dłoń. Ale policjant – rabuś nigdy nie dostał szklaneczki herbaty.

Szklaneczki herbaty nie poskąpiono za to autorowi niniejszego tekstu. Jako dowódca pododdziału, który otrzymał od przełożonych zadanie ochrony i obrony obiektu, większość swojego czasu spędzałem na patrolach, bacząc pilnie, czy nie nadciąga niebezpieczeństwo. Wyjeżdżałem i wjeżdżałem do bazy o różnych porach dnia i nocy, a mężczyzna zawsze siedział przed swoim domem. Czasem jedynie, we wczesnych godzinach popołudniowych, gdy temperatura powietrza sięgała powyżej 60 stopni Celsjusza, człowiek ten znikał ze swojego miejsca. Najprawdopodobniej, podczas największego upału, nasz bohater szedł się zdrzemnąć, a my mogliśmy podziwiać w całej okazałości plamę na murze, jaką przez wiele lat wytarł plecami. Pewnego razu, gdy już przywykliśmy wzajemnie do siebie, „sąsiad” podniósł leniwie prawą rękę na nasz widok, a następnie wykonał gest zapraszający do zajęcia miejsca obok niego. Wysiadłem z pojazdu, zbliżyłem się do zapraszającego i przybrałem moją głupawą gębę w coś, co przy kilku megatonach dobrej woli, można było uznać za uśmiech. Irakijczyk obnażył garnitur zębów, podobny do tego, jakim szczycił się Burt Lancaster i przywitał mnie słowem: „Marhaba!”. Miałem za sobą dwugodzinny kurs mahometańskiego savoir-vivre’u, toteż, z miną znudzonego światowca, odburknąłem: „Kifak!”, co wywołało prawie ekstazę na licu mego interlokutora. Zaczął coś ględzić do mnie po arabsku, ale widząc moją bezradność, przeszedł na piękną, literacką angielszczyznę i zapytał czy nie napiję się z nim herbaty? Natychmiast wyobraziłem sobie bakterie wielkości dorosłego hipopotama, grasujące nieprzebranymi stadami w owym złotym płynie, więc odmówiłem niesamowicie energicznie, co tylko utwierdziło mojego rozmówcę w przekonaniu, iż jedyną rzeczą o jakiej w życiu marzę, było zostanie jego współbiesiadnikiem.

Plama na murze 12 Życie StolicyJego współbiesiadnikiem chcąc, nie chcąc zostałem. Chłop odgarnął z lewego policzka kefię – chustę zwaną u nas popularnie „arafatką” – i rzucił w kierunku metalowej bramy, chroniącej wejścia do jego domostwa, sekwencję szybkich, niezrozumiałych dla mnie fraz. Wrota uchyliły się prawie natychmiast, wyjrzała przez nie kilkuletnia, prześliczna dziewczynka i wystraszonym wzrokiem zaczęła spoglądać na mówiącego. Rozkazodawca, uniesionym głosem dokończył przemowę i mała główka zniknęła czeluści podwórka. W pośpiechu dzieciak nie zatrząsnął dokładnie wierzei i jedno ze skrzydeł uchyliło się samoczynnie, pozwalając na wgląd do wewnątrz. Byłem zajęty rozmową z nowopoznanym i nie zwracałem uwagi na otoczenie, ale dobiegł mnie z tyłu okrzyk jednego z żołnierzy: „Ej, kurwa! Dowódco! Dowódca popatrzy co się tam dzieje!”. Uniosłem głowę i zobaczyłem scenę iście dantejską – na środku wybetonowanego placu leżała młoda kobieta, usiłująca za wszelką cenę przybrać pozycję embrionalną, a pochylająca się nad nią stara, rozczochrana wiedźma okładała ją pięściami, celując z wielką wprawą w okolice karku i obojczyków. Arab, widząc mój zaskoczony wzrok, poderwał się z niespodziewaną energią, podbiegł do podwoi i zawarł je niczym kurtynę, ucinając ogląd strasznej akcji. Uśmiechnął się do mnie i powiedział, że to jego mamusia, pełniąca obowiązki karbowego, wymierzała sprawiedliwość jednej z żon. Dziewczynka przyniosła herbatę, którą wypiłem zamyślony, po czym pożegnałem się i wsiadłem do mojego Honkera. Kierowca, zwykle ruszający bez żadnej komendy, tym razem patrzył na mnie długo i czekał co powiem. Ponieważ wciąż milczałem, żołnierz zapytał: „Dowódco, jedziemy?”. Odpowiedziałem skinięciem głowy, zaś on zagaił powtórnie: „Dowódco, sprawa taka jest… Pójdę i mu przypierdolę, co?”. Spojrzałem przeciągle na jego spaloną słońcem twarz i rzuciłem krótkie: „Jedziemy do bazy!”. Silnik zawył, przejmując wszystkie emocje sternika, koła zabuksowały podnosząc tumany kurzu i kilkanaście minut później meldowałem przełożonemu sytuację w strefie. Gdy opowiedziałem o wypitej herbacie, pryncypał stwierdził: „Idź do lekarza, niech da jakiś specyfik, żebyś mi się tu nie pochorował, bo ludzi nie mam!”. Powlokłem się więc do ambulatorium.

Ambulatorium było królestwem Mikołaja, lekarza ortopedy, traumatologa, nurka, płetwonurka i wyśmienitego kompana. Powtórzyłem rozkaz dowódcy o konieczności zaaplikowania mi jakiegoś odkażacza, co doktor przyjął z największym zrozumieniem. Wyciągnął z szafki butelkę przezroczystego płynu, z etykiety której byłem w stanie odczytać jedynie wyraz „rektyfikowany”, wlał mi do szklanki pokaźną miarkę i rzekł: „Masz! Wypij to lekarstwo!”. Po skonsumowaniu cieczy moje trzewia ogarnął pożar, co sługa Eskulapa obserwował z rozbawieniem, dał mi coś do popicia i powiedział: „No, to Ci pomoże bankowo! A teraz idź już spać!”. Ponieważ jestem człowiekiem zdyscyplinowanym i zawsze słucham zaleceń lekarskich, toteż udałem się do swojej gawry na spotkanie z Morfeuszem. Kilka godzin kamiennego snu przepędziło z głowy dziwne myśli i rozterki, jakie dopadły mnie po gościnie w irackim domostwie, i obraz bitej kobiety zszedł na plan dalszy. Wykoncypowałem, że ci ludzie przez kilka wieków wytworzyli taką, a nie inną kulturę i nie ja będę ją zmieniał, czy ich naprawiał. Skoro im tak dobrze, to niech sobie z tym żyją u siebie.

Niech sobie  z tym żyją u siebie, ale niech nie implementują swoich obyczajów na Starym Kontynencie. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że zachodnioeuropejska prasa znów podejmuje temat uchodźców z Afryki i Azji. Głos Jana-Philippa Scholza, nigeryjskiego korespondenta jednego z niemieckich tytułów prasowych, wybrzmiał ostatnio w przestrzeni publicznej. Co stwierdził żurnalista? Chyba niewielu to zaskoczy, gdyż dziennikarz powiedział jasno, że uchodźcom należy pomagać na miejscu, a nie ściągać ich do Europy! Opowiedział o organizacjach przestępczych przemycających ludzi, o Nigeryjkach prostytuujących się na włoskich ulicach, czy afrykańskim gangu „Czarny Topór”, kooperującym z mafijną Cosa Nostrą. Siłą rzeczy przypomniało mi się sejmowe przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone 16 września 2015 r., kiedy polityk przestrzegał przed takimi właśnie scenariuszem oraz konsekwencjami działania ogłupiałych europejskich elit, z Angelą Merkel na czele. Mijają już prawie 4 lata od tamtego czasu, a słowa lidera PiS-u są wciąż aktualne. Miejmy to na uwadze podczas wyborów do Europarlamentu i nie wierzmy w zapewnienia, o możliwości koegzystencji kultur. Ja pamiętam sprawę doskonale, a moim prywatnym symbolem kultury islamskiej, jest plama na murze.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 29 kwietnia 2019 r.

  • 0
    Share
    Facebook
  • 0
    Share
    Twitter
  • 0
    Share
    LinkedIn
  • 0
    Share
    Życie Stolicy
Abbas Fadil al-Hasaniarabska teściowacamp julietczarny topórhidżabislamJean-Philippe ScholzLumumbowoTȟašúŋke Witkó
Avatar photo
Tȟašúŋke Witkó

Poprzedni artykuł
Wojskowa defilada w Warszawie już 3 maja!
następny artykuł
Legia po raz czwarty?

Powiązane artykuły

Wybitni polscy historycy, naukowcy i działacze społeczni publikują...

30 grudnia 2025

Książka na każdy dzień. Nr 6 Dymitry Glukhowsky...

3 kwietnia 2025

Książka na każdy dzień. Nr 5 Neil Gaiman...

24 marca 2025

Książka na każdy dzień. Nr 4 Irving Stone...

23 marca 2025

Książka na każdy dzień. Nr 3 Evelyn Waugh...

20 marca 2025

Książka na każdy dzień. Nr 2 Leszek Moczulski...

19 marca 2025

1 komentarz

Smutas As 11 maja 2019 - 13:49

Wódz, Wodzu, Tȟašúŋke Witkó… Wojska Powietrznodesantowe, pismak i maniak porządku domowego, człek uwielbiający zabawę językiem polskim, to w skrócie.
Przeszłość
Czytałem jego felietony i przyznam się Państwu: łykałem jak porzekadłowy pelikan, choć początki były nie łatwe, Tȟaš nie uznawał krótkich wprowadzeń i do pewnego momentu, przygniatały one rozwinięcie myśli, jak i chronologię wątków zawartych w felietonie (a Tȟaš potrafi ich namnożyć). Jaka była cecha charakterystyczna „dzieci Tȟaša”? Ano wyglądały jak dąb Bartek – gruby pień, masa gałęzi i… i wspaniale zebrane i podsumowane w jedną- dwie myśli przewodnie z utwierdzeniem czytelnika, że rozumie co Tȟaš chciał przekazać. To historia „Szalonego Konia”
Teraźniejszość
Teraz wygląda to zupełnie inaczej (no w części), Tȟaš dalej w sposób fantastyczny bawi się słowem polskim, tworząc przekaz: zabawny, lekki i przyjemny w odbiorze:
https://bit.ly/2YkrqDh felietonik, który bardzo poprawił mi humor, choć Tȟaš opisuje w nim chwilę grozy żołnierza na misji, moment, gdzie życie schodzi się ze śmiercią w czasoprzestrzeni: w 9,79s do żelbetowego schronu. „Osiwienie Wodza „piórem Tȟaša to lektura do poduchy, którą serdecznie polecam, zwłaszcza „kapeluszom” (cywilom) nie mającym nigdy styczności z działaniami wojsk w Karbala, nie żartuję!
https://bit.ly/2E3mUS9 to następna opowiastka z tego regionu, utrzymana w tym samym charakterystycznym Tȟaš’owym stylu: pełna wspaniale wmontowanych w dramaturgię, ozdobników tekstowych i zgrabnych ucieczek od tego co dla delikatnego żołądka odbiorcy – nie przyswajalne.
https://bit.ly/2HeQ1m5 ten tekst pozostawię Państwa ocenie, ponieważ na rzeczonego Tȟaša jestem zły, za nie pod linkowanie owego.
Koniec pieśni.
Tȟaš – to człowiek posiadający dar lekkiego pióra, mąciciel myśli, felietonista znający swe rzemiosło, przez co niebezpieczny dla umysłu przeciętnego „pelikana”, potrafiący tworzyć iluzję „przekazu zwrotnego” czyli: podania informacji tak, by czytelnik był przekonany, że to on na przemycone przemyślenia wpadł dawno przed Tȟašem. Jego teksty, mimo pozornej lekkości, zmuszają do powrotów i analizy wielopunktowej, jednego zdarzenia.

P.S.
Nie cierpię art. I felietonów: ex katedra. Te czytam gwoli przyjemności i rozszyfrowania co za przekaz podprogowy, Tȟaš znowu wplótł w tekst.

Życzę Wszystkim dużo przyjemności w konsumpcji, zalatujących żołnierskim potem, pyłem pustynnym i specyficznym humorem Tȟaša, tych co najmniej nie tuzinkowych tekstów.
Tȟaš ocena od 1-10: 9!
Ze zwyczajowym pozdrowieniem,
As, Smutas As

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

WSPIERAJ PRAWDZIWE MEDIA
To numer naszego konta
66 1160 2202 0000 0004 6654 5754 Dziękujemy

Logo Wbijam Szpile - partner serwisu Zycie Stolicy

Najnowsze artykuły

  • Rozwodzą się po 15 latach.
  • Warszawa, 85 zł za śmieci. Jak to wypada na tle innych miast
  • Sprawa aresztowania rolnika zgłoszona do RPO
  • Grupa 7R publikuje Raport Zrównoważonego Rozwoju za 2025 rok
  • Trasy rowerowe i parking w Warszawie – 32,5 mln zł z UE
  • Gigantyczny wyciek danych. Zastrzeż PESEL
  • 4 Festiwal Kultury Mazowsza
  • FC Pszczółka nie realizuje żadnego kontraktu na rzecz wojska
  • Negocjacje cen mieszkań – czy wakacje 2026 to dobry moment?
  • AC Hotel Warsaw Port Praski – otwarcie koniec 2026

Opinie

Wybitni polscy historycy, naukowcy i działacze społeczni publikują...

30 grudnia 2025

Książka na każdy dzień. Nr 6 Dymitry Glukhowsky...

3 kwietnia 2025

Książka na każdy dzień. Nr 5 Neil Gaiman...

24 marca 2025

Książka na każdy dzień. Nr 4 Irving Stone...

23 marca 2025

Książka na każdy dzień. Nr 3 Evelyn Waugh...

20 marca 2025

Najnowsze komentarze

  • zdrowa kawa - Nowe mieszkania – jakie tempo sprzedaży II kwartał 2026
  • Bogdan - Kino na Obcasach w lipcu 2026 w Multikinie.
  • Bogdan - Pokolenie Z chce działać. Warszawscy licealiści wspierają seniorów i dzieci
  • Niesygnalista - PAIH: Ministerstwo Rozwoju jak Poncjusz Piłat ws. zwolnienia dyscyplinarnego sygnalistki
  • Łukasz - Za żart z KSeF zarzut karno-skarbowy i groźba 8 lat więzienia?

Popularne artykuły

  • 1

    Państwo, piwo i niespełniona obietnica. Dlaczego ustawy o asystencji osobistej dla niepełnosprawnych wciąż nie ma?

  • 2

    Spacer z dzieckiem i zakupy w sklepie monopolowym. Tłumaczył, że piwo pomoże mu na kaca.

  • 3

    O tym nie wiedzieliście… AMANTADYNO, MOJA POLSKA SCHIZOFRENIO.

  • 4

    Wołomin: Są wyniki sekcji zwłok 13-letnich dziewczynek. Dzieci miały czarne ubrania i wyraziste makijaże

  • 5

    Amantadyna jednak działa! Naukowcy z Cambridge potwierdzają odkrycie Polaków

  • 6

    Z nowym chłopakiem odwiedziła byłego męża. Ten chwycił za nóż i wbił mu w odbyt

  • 7

    „Szwadrony Trzaskowskiego”. Kogo i po co szkoli Warszawa?

  • 8

    Ile wynosi rzeczywista liczba mieszkańców Warszawy? Dane zaskakują!

  • 9

    Ordynator oddziału zakaźnego twierdzi, że pandemia koronawirusa to fikcja!

  • 10

    Dwie 13-latki powieszone w lesie. Na ciała trafiła przypadkowa osoba

  • 11

    Wichura zniszczyła część Cmentarza Bródnowskiego!

  • 12

    Nieoficjalne informacje w sprawie powieszonych w lesie 13-latek

  • 13

    Dantejskie sceny i bierność ochrony oraz klientów. Co się wydarzyło w Arkadii?

  • 14

    Zostawił gazik w sercu, bo o nim zapomniał.

  • 15

    Zamienił opakowania i do kasy przyniósł wiertło z niższą ceną. Okazało się, że jest wykładowcą w szkole policyjnej

  • Facebook
  • Twitter
  • Instagram
  • Youtube
  • Email

@2020 - ZycieStolicy.com.pl | Polityka prywatności

Zarządzaj zgodami plików cookie
Pliki cookies w Naszej witrynie, używane są do spersonalizowanych reklam

Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych. Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
  • Zarządzaj opcjami
  • Zarządzaj serwisami
  • Zarządzaj {vendor_count} dostawcami
  • Przeczytaj więcej o tych celach
Zobacz preferencje
  • {title}
  • {title}
  • {title}
Życie Stolicy
  • Strona główna
  • Stolica
  • Kraj
  • Świat
  • Bezpieczeństwo
  • Polityka
  • Społeczeństwo
  • Kultura
  • Zdrowie
  • Wideo
  • Autorzy
    • płk Ireneusz Kulesza
    • Aleksandra Rachwał
    • Matka Polka
    • Jaok Janusz
    • Tȟašúŋke Witkó
    • Blanka Aleksowska
    • Antoni Macierewicz
    • Romuald Szeremietiew
    • Jan Pawlicki
    • Wojciech Wybranowski
  • Kontakt