W średniowiecznej Francji odbył się proces, w którym świnię skazano na śmierć. Wiceharabia Falaise nakazał, aby egzekucji, ku przestrodze, przyglądały się wszystkie inne okoliczne świnie i prosięta. Natomiast Anglicy zabili małpę przebraną w strój francuskiego żołnierza. Podejrzewano, że jest napoleońskim szpiegiem.

Procesy Braci mniejszych

Gdy jeszcze studiowałem, wśród studentów prawa, popularny był dowcip który opowiadał historię mężczyzny zgłaszającego się do kancelarii adwokackiej w związku z tym, że jego pies został oskarżony o pogryzienie sąsiada. Kilka wieków wcześniej taki „case” nikogo by nie bawił. W średniowieczu wymiar sprawiedliwości rządził się swoimi prawami dosłownie i w przenośni. Na terenach polskich, gdy pozostawiona na piecu misa z wrzącą wodą poparzyła domownika nie skazywano odpowiedzialnego za jej pozostawienie. Pod sąd stawał zdun, który zbudował piec. Jeszcze dziwniej było na zachodzie Europy, gdzie powszechne były procesy braci mniejszych, czyli zwierząt.

W chrześcijańskiej Europie tamtych czasów panowało przekonanie, że zwierzęta są również dziećmi Bożymi i to takimi wyposażonymi w duszę. Sam Święty Franciszek z Asyżu określał zwierzęta „naszymi mniejszymi braćmi”. Wyposażenie je w ludzkie cechy i wolną wolą skutkowało takimi dywagacjami jak, czy zwierzęta powinny pościć w dni postne? Skoro zwierzęta mają duszę i wiedzą, jak odróżniać dobro od zła powinny odpowiadać za swoje czyny. W ten sposób zwierzęta zaczęły stawać przed sądami.

Warunki procesowe

Najczęściej pod sąd trafiały zwierzęta domowe. W około 90 proc. spraw oskarżonymi były świnie. Z oczywistego powodu. Były to najpopularniejsze zwierzęta hodowlane tamtych czasów. Zwierzę podczas procesu były traktowane jak człowiek, i wcale nie było to na ich korzyść. Podsądna świnia trafiała do więzienia, była przesłuchiwana a nawet torturowana. Można zadać pytanie, ale jak to świnia mogła zostać przesłuchana? Otóż w średniowieczu milczenie traktowano jako przyznanie się do zarzucanego czynu. Jak można przypuszczać każde oskarżone zwierzę przyznawało się do najgorszych zbrodni.

Karą jaka najczęściej spotykała zwierzę było powieszenie. Właściciel niesfornej świnki nie był karany za niedołożenie należytej staranności w opiece nad swoją trzodą. Uznawano, że strata zwierzęcia – czyli strata majątkowa była formą kary. Co ciekawe, gdy np. ataku na człowieka dokonało stado i nie wiadomo było, które z braci mniejszych zadało ciosy, łapano pierwszego lepszego przedstawiciela danego gatunku.

Egzekucja

Egzekucja na zwierzętach nie różniła się w zasadzie niczym od egzekucji przeprowadzanych na ludziach w tamtych czasach. Towarzyszyło jej poniżenie, tortury, wystawianie na widok publiczny oraz okaleczenie. Najpopularniejszy proces i egzekucja średniowiecznej Europy miały miejsce w Falaise w 1368 roku. Jedna ze świn została oskarżona o zabicie i pożarcie fragmentu ciała trzymiesięcznego dziecka, leżącego w kołysce. Proces trwał aż 9 dni. Zwierzę zostało skazane, a jakże na śmierć poprzez powieszenie. Zanim to nastąpiło, włóczono ją końmi po ziemi oraz okaleczono (obcięto część pyska oraz jedną z nóg). Na egzekucję sprowadzono wszystkie świnie z okolicy. Cel był oczywisty. Miały się przyglądać egzekucji i wyciągnąć wnioski z jej ukarania. Kaźni miał przyglądać się też właściciel zwierzęcia. Na przestrzeni wieków takich procesów zwierząt tylko w samej Francji miało być około sześćdziesięciu.

Myszy, wilki, konie i inni…

Co ciekawe sądzono też zwierzęta, które wyrządzały szkody w gospodarce. Myszy polne, szczury, gąsienice czy ślimaki stawały głównie przed sądami kościelnymi. Duchowni z przyczyn oczywistych nie mogli wyłapać zbrodniarzy. Dlatego wybierano formy kar kościelnych. Dla przykładu Biskup Laon ekskomunikował myszy polne, które niszczyły uprawy. Sądy kościelne częściej niż królewskie słuchały ludzkich świadków przeciwko oskarżonym zwierzętom. Mało tego, oskarżonym zwierzętom przysługiwało prawo do posiadania obrońcy.

Procesy zwierząt w Europie trwały aż do początków XIX wieku. Dopiero epoka oświecenia zakwestionowała winę i odpowiedzialność braci mniejszych za czyny. Mimo to jeszcze w 1750 roku miał miejsce proces oślicy oskarżonej o zoofilię. Tak, wykorzystywana seksualnie oślica została współoskarżona z mężczyzną, który dopuścił się zoofilii właśnie z nią. Wówczas na podstawie zeznań świadków, którzy poświadczyli, że oślica jest zwierzęciem cnotliwym i zazwyczaj dobrze zachowującym się uniewinniono ją od zarzutów. Jej amant nie miał tyle szczęścia i został skazany na śmierć.

Małpa w mundurze

Jedną z ciekawszych historii jest sprawa skazanej małpy w mundurze francuskiej armii z okresu wojen napoleońskich. Francuski okręt rozbił się w okolicy miejscowości Hartlepool w północno-wschodniej Anglii. Jedynym ocalałym z katastrofy była małpa. I to nie byle jaka małpa. Ubrana była w francuski mundur. Najpewniej, zwierzę zostało odziane w mundur ku rozrywce pijanych francuzów. Po znalezieniu nietypowego rozbitka, miejscowi mieli wątpliwości czy mają do czynienia ze zwierzęciem czy człowiekiem. Przepytywana małpa nie była w stanie odpowiedzieć na zadane pytania. Mieszkańcy też nie widzieli wcześniej małpy. Dla bezpieczeństwa została uznana za francuskiego szpiega, skazana i powieszona na plaży. Od tej pory mieszkańcy tych okolic Anglii są określani na przekór Monkey Hanger. W miejscu, gdzie skazano małpę stoi obecnie monument ku pamięci niewinnego zwierzęcia.

Jeśli uważacie, że czasy w których zwierzęta mogły być podmiotem w procesie są niezaprzeczalnie za nami to przypomnijcie sobie sprawę małpy która zrobiła sobie selfie i całą aferę związaną z tym kto jest właścicielem „selfiaka” wartego miliony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja