#Czarnobyl to ostatnio jeden z najbardziej popularnych hasztagów w sieci. Nad serialem HBO zachwycają się wszyscy. I słusznie, bo jest to wybitny serial. Zakochać się w nim można od pierwszego odcinka. Tylko dlaczego „CZARNOBYL” jest aż taki dobry? Przez chwilę uważałem, że to dlatego, iż przypomina on czasy, które pamiętamy chociażby z opowieści naszych rodziców czy dziadków. Surowy klimat, meble w stylu „homo sovieticus” model 1978 budują niesamowity klimat. Surowe radzieckie budownictwo etc.. Nie jednemu łezka się w oku zakręciła. Ale najwidoczniej myliłem się. Serial osiąga tak samo dobre oceny na „Wschodzie” jak i na „Zachodzie”. I chyba wiem czemu.

Czarne z białym

Czarnobyl jest genialny dlatego, że miesza wszystko co najbardziej szlachetne w człowieku ze wszystkim co jest w nas najgorsze. Odwaga kontrastuje z tchórzostwem, mądrość z głupotą, miłość… no właśnie z czym? Miłość w serialu zdaje się dominować nad wszystkim, ale nie pozytywnie. Miłość w Czarnobylu jest związana z cierpieniem. Nie wynika z niej nic poza bólem czy stratą. Czarnobyl to serial pełen kontrastów i na tych kontrastach gra mistrzowsko. Lokalni karierowicze zestawieni są z profesorem fizyki, który z narażeniem własnego zdrowia a nawet życia otwarcie sprzeciwia się wysokim urzędnikom i robi wszystko by opanować sytuację. Ci pierwsi nie dość, że zarzucają mu dezinformację to jeszcze nie mieli odwagi rzetelnie sprawdzić informacji i sami chowali się w ołowianym bunkrze. Na przykładzie tragicznych wydarzeń widzimy też, że największym wrogiem systemu socjalistycznego był on sam. Wiele błędnych decyzji w ogóle by nie zostało podjętych, gdyby nie… no właśnie gdyby nie system.

Mięso

Jeżeli chodzi o to co widza najbardziej interesuje to mięsa jest dużo w serialu. A to strażak, który nieopatrznie wziął w dłoń grafit z reaktora, po czym w kilka minut ta ręka mu się rozpadła. Wszędzie wymiotujący, w wyniku choroby popromiennej, ludzie czy erozja ludzkiego ciała najbardziej napromieniowanych i przetransportowanych do szpitala w Moskwie strażaków. Wszystko to sprawia, że nagle zmienia się nasz sposób postrzegania tej „zielonej” energii jaką są elektrownie atomowe.

Najstraszniejsze nie jest jednak to co widać, ale to czego nie widać. Cały serial jest w ten konwencji. Najstraszniejsze sceny są niczym radiacja. Nie widać jej, widać za to efekty jej działalności. Nie zdziwiło mnie więc, że nie pokazano sceny, kiedy to żołnierze wybijali szczeniaki w okolicy. Były tylko wyciszone huki. Podobnie było z informacją o tym, że po czterech dniach zmarło dziecko jednej z głównych bohaterek. Niczym niewidzialna radiacja informacja ta sieje spustoszenie w naszej strefie komfortu.

Najlepsza scena?

Póki co moim zdaniem są dwie. Pierwsza to ta w której mieszkańcy Prypeci oglądają w blasku latarni ulicznych pożar elektrowni. Trzymając na rękach noworodka uśmiechają się, bo przecież nic takiego się nie dzieje. Pożar elektrowni miał być zwykłym pożarem dachu. W tym samym czasie spadł na nich czarny śnieg, czyli popiół z pożaru. Silnie radioaktywny „czarny śnieg” opadał na dzieci bawiące się na ulicach, włosy gapiów czy czoło noworodka uśmiechającego się do ojca, horror…

Druga scena, która wywarła na mnie wrażenie to ta z górnikami poproszonymi o udział w akcji zabezpieczenia fundamentów elektrowni. Nagle olśniło mnie, że w socjalizmie były dwie uprzywilejowane grupy społeczne. Najwyższa, która cieszyła się powodzeniem materialnym, ale nawet ona nie mogła cieszyć się wolnością słowa. Druga to górnicy czy robotnicy pracujący w ciężkich warunkach, których władza potrzebowała. Mogli mówić wszystko co chcieli… Już w pierwszej scenie jeden z nich opowiada dowcip o radzieckiej maszynie do krojenia jabłek na trzy. Jest nie do pomyślenia, aby każda inna postać w serialu mogła sobie pozwolić na taki dowcip. Nawet sugestia o upublicznieniu informacji pozornie niewrażliwej kończy się dla bohaterki będącej fizykiem jądrowym, noclegiem na Łubiance.

Wracając do drugiej sceny, która wywarła na mnie wrażenie to ta w której asysta Ministra Górnictwa ZSRR grozi użyciem broni wobec górników. Szef brygady rzuca: śmiało, nie starczy wam kul na wszystkich, reszta was zatłucze na miejscu…

Czekam na więcej

Czarnobyl zachwyca scenerią i grą aktorską. Historie, które były znane nam wcześniej nabierają innego wymiaru. Docierają do nas w sposób jaki wcześniej był nieosiągalny. Chociaż serial opowiada o tragedii to ma się ochotę, aby ta tragedia na ekranie trwała jak najdłużej. Osobiście polecam serial każdemu.

P.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *