Zjednoczona Prawica rządzi pod Tatrami już piąty rok. Różnie można owe rządy postrzegać, w zależności od kryterium i sposobu oceny, ale nie możemy udawać, że nie było jednej rzeczy – ofiar władzy! Są Państwo zdziwieni i zaskoczeni?! W takim razie pozwolę sobie przywołać postać bojownika o wolność, członka Komitetu Obrony Demokracji, pana Radomira Szumełdę! I co teraz? Jak moi Czytelnicy się czują ze swoją krótką pamięcią? Wszyscy mamy przed oczami starcie naszego bohatera z wrażymi siłami ciemności, w których został on poważnie poturbowany, prawda? Cała rzecz działa się 28 sierpnia 2016 r., kiedy to pan Radomir przybył własnym majestatem w okolice gdańskiej bazyliki konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, gdzie odbywały się uroczystości pogrzebowe „Inki” i „Zagończyka”. Tam, jak relacjonował sam Szumełda, został napadnięty przez „faszystów z ONR”. Po zajściu, na ręku miłośnika swobód obywatelskich, pojawił się opatrunek skrzętnie ukrywający ranę, jaką ponoć odniósł. W podstępnym umyśle indywiduum klecącego niniejszy tekst zrodziła się wówczas wredna myśl, że ilość zużytych bandaży wystarczyłaby staroegipskim specom od mumifikacji do zabezpieczenia szczątków doczesnych Tutenchamona, a resztą można byłoby jeszcze śmiało obdzielić kilka pomniejszych szpitali powiatowych. Kompresy musiały być wyjątkowe, gdyż Radomir Szumełda był rzekomo wdziany dwa dni później w towarzystwie Lecha Wałęsy, a po ranach podobno nie było śladu. I jak tu nie wierzyć w moce nadprzyrodzone? Co prawda, kilka lat później sąd uznał, że chłop musi przeprosić Stowarzyszenie Młodzieży Wszechpolskiej za bezpodstawne oskarżenie o napaść, ale ja bym się do tego zbytnio nie przywiązywał, gdyż opozycja od dawna krzyczy, że PiS dokonuje zamachu na niezależne sądownictwo. Cóż, takie niedogodności niesie za sobą życie w reżimie.

Życia w reżimie nie zrozumieją nigdy światli Europejczycy znad Sekwany, ponieważ u nich takich problemów zwyczajnie nie ma. We Francji wszystko jest spektakularne i wyjątkowe, toteż gdy prawnicy zaczęli tam protestować, zostali natychmiast spacyfikowani przez policję, szczodrze używającą środków przymusu bezpośredniego i to w budynku sądu. Nikt z oponentami prezydenta Emmanuela Macrona się nie cacka, a materiały filmowe z Paryża pokazują bitych, zakrwawionych ludzi, chmury gazu łzawiącego, pożary budynków, zniszczone sklepy i pojazdy. Taki stan rzeczy trwa już kilkanaście miesięcy i nie ma żadnego pomysłu, jak przedmiotowy konflikt zażegnać. Miałem pierwotnie zamysł ciągnięcia szyderczej narracji zastosowanej na początku artykułu i chciałem zaproponować Szumełdzie wyjazd na Zachód, w celu wsparcia potomków Pepina Małego, ale go po namyśle porzuciłem. Cierpienie ludzkie, szczególnie to niezawinione, nie zasługuje na drwiny. Nie ukrywam, że bardzo mi szkoda poturbowanych i rannych, ale mój wpływ na zaistniałą sytuację jest żaden. Ba, uważam, że Francuzi sami powinni uporać się z problemem, gdyż to oni dokonali demokratycznego wyboru i posadzili w Pałacu Elizejskim swego prezydenta. Teraz to oni muszą zadecydować czy chcą coś zmienić, czy stan obecny im odpowiada. Dodajmy w tym miejscu, że nie chce im pomóc także Unia Europejska, gdyż 13 stycznia br. Parlament Europejski (PE) odrzucił wniosek Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, w sprawie przeprowadzenia debaty o praworządności nad Loarą. Pozostaje nam więc czekać.

Czekać nie znaczy być biernym, tym bardziej, że nadwiślańska opozycja staje się coraz bardziej dynamiczna na forum międzynarodowym. Zagraniczna aktywność marszałka Senatu, Tomasza Grodzkiego, jest co prawda nieco groteskowa, ale może być wykorzystana przez media, szczególnie te liberalne, do pokazania Polski w niekorzystnym świetle. Państwa surowej ocenie pozostawiam postać profesora medycyny, natomiast pojawiło się zachowanie o wiele bardziej negatywne i niepokojące, wobec którego przejść obojętnie nie potrafię.

Nie potrafię przejść obojętnie i muszę napiętnować wyczyny rodzimych europarlamentarzystów, z Radosławem Sikorskim na czele. Grupa osobników, zrzeszająca oprócz przywołanego Sikorskiego, także Marka Belkę i Roberta Biedronia, wsparta głosem prof. Wojciecha Sadurskiego, zorganizowała na brukselskim forum debatę o sposobach zatrzymania reform sądownictwa w naszym kraju. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w spotkaniu wziął aktywny udział także Juan Fernando López Aguilar, przewodniczący Komisji Wolności Obywatelskich PE. Nie wiem jak Państwo, ale ja przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy Hiszpan Aguilar, obywatel zagrożonego rozpadem kraju, gdzie od miesięcy ściga się listami gończymi i aresztuje katalońskich secesjonistów, zabierał głos w sprawie Polski, oficjalnie pytając, jak zastopować przemiany? Pytanie wzbudziło chyba lęk Sikorskiego, który stanowczo zareagował, przypominając rozmówcy o wszechobecnych kamerach i dając do zrozumienia, że wszystko jest utrwalane. Osobiście uważam takie zachowanie za krańcowo tchórzliwe i podłe. Nawet jeśli pan Radosław i jego kompanioni podejmują dość radykalne kroki, to mam prawo o tym wiedzieć. Ponad pól tysiąca lat temu wprowadzono u nas zasadę „Nihil novi” i ja żądam jej kontynuacji. To podstawowe prawo wolnego człowieka, a to co proponują ci ludzie, to jest właśnie życie w reżimie.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 03 lutego 2020 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *