ZPR – przedsiębiorstwo, które przejęło samo siebie
W samym sercu Warszawy, przy Senatorskiej, stoi odrestaurowany, XVI-wieczny pałac. Dziś to jeden z najbardziej ekskluzywnych adresów w stolicy – pięciogwiazdkowy hotel, w którym doba potrafi kosztować kilka tysięcy złotych. Jeszcze na początku lat 90. ten sam gmach należał do państwa. Z majątku publicznego zniknął niemal bezszelestnie, razem z całym przedsiębiorstwem, którego był siedzibą.
Jeden człowiek po obu stronach stołu
Jesienią 1991 roku państwowe Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe — potentat cyrków, lunaparków i estrad — dożywały swoich dni. 23 września minister kultury i sztuki uruchomił ich przekształcenie i tego samego dnia odwołał dyrektora naczelnego, Zbigniewa Benbenka. Tydzień później na scenę wchodziła już nowa spółka: pracownicza ZPR SA, która 7 października podpisała ze Skarbem Państwa umowę leasingu i przejęła majątek dawnego przedsiębiorstwa. Na jej czele, jako prezes zarządu, stanął ten sam Benbenek.
Człowiek, który jeszcze kilka dni wcześniej kierował państwowym przedsiębiorstwem, znalazł się teraz po drugiej stronie stołu — jako szef podmiotu, który to przedsiębiorstwo przejmował. Z dokumentów opisujących tę transakcję, do których udało nam się dotrzeć, wyłania się układ, w którym te same nazwiska powracają w rolach trudnych do pogodzenia. Ile akcji Benbenek objął osobiście? Tego do końca nie wiadomo. Publikacje prasowe (m.in. tekst Anny Kołakowskiej „Zresetowana przeszłość”) mówią, że siedmioosobowy zarząd wziął około jednej trzeciej udziałów, a sam Benbenek — początkowo około 12 procent, z czasem ponad 30.
Wycena, która nie zauważyła pałacu
Najwięcej emocji budzi jednak nie to, kto kupował, lecz za ile. Najwyższa Izba Kontroli, która później prześwietliła całą operację, oceniła, że wartość ZPR zaniżono o 4,81 mln zł — najwięcej w całym resorcie kultury. Sama ta jedna sprawa odpowiadała za blisko 60 procent finansowego wymiaru wszystkich nieprawidłowości, jakie kontrolerzy wytknęli przy prywatyzacjach podległych ministrowi.
Na czym polegało zaniżenie? Część to zwykłe błędy rachunkowe i obciążenia, które po likwidacji przedsiębiorstwa i tak wygasały — razem około 1,6 mln zł. Reszta to historia znacznie ciekawsza. W wycenie w praktyce „nie zauważono” reprezentacyjnego Pałacu Prymasowskiego przy Senatorskiej 13/15, choć niezależny rzeczoznawca szacował go na ponad 3,2 mln zł. Jak z rachunku prywatyzowanego przedsiębiorstwa mógł wyparować zabytkowy pałac w ścisłym centrum stolicy, będący zarazem jego siedzibą?
Zachowana dokumentacja podpowiada, jak to się mogło stać. Sam gmach wyceniono najpierw metodą rynkową na około 30 mld starych złotych, po czym obniżono tę wartość do 12 mld, tłumacząc to zobowiązaniem do utrzymania preferencyjnych czynszów dla instytucji kultury. Czy taka obniżka odpowiadała realnemu obciążeniu nieruchomości, czy raczej wygodnie zbijała podstawę, od której naliczano raty leasingu?
Rzeczoznawca, który usiadł w radzie nadzorczej
Jest i drugie dno. Wycenę oraz dokumentację prywatyzacyjną przygotowała firma KON-GOS, a jej twarzą był prof. Janusz Gościński. Ten sam Gościński zasiadał wcześniej w zespole przygotowującym prywatyzację ZPR, a następnie objął fotel przewodniczącego rady nadzorczej spółki, która na tej prywatyzacji skorzystała. Trudno o wyraźniejszy przykład sytuacji, w której autor wyceny i beneficjent szacowanego majątku spotykają się w jednym kręgu interesu. Kontrolerzy zwracali zresztą uwagę, że wyceny zlecane przez samych zainteresowanych nie były niezależnie sprawdzane — i roiło się w nich od błędów.
Ulgi, cyrki i cyrk „Wielki”
Prywatyzacja nie skończyła się w dniu podpisania umowy. W kolejnych latach spółka korzystała z serii udogodnień. W czerwcu 1994 roku minister kultury umorzył jej dług przekraczający 1,6 mln zł, wcześniej obniżono oprocentowanie zaległych opłat, a w 1995 roku zawarto ugodę z odszkodowaniem na 973 tys. zł. Rzecz w tym, że ZPR wcale nie balansowało nad przepaścią: w latach 1992–1993 spółka zarabiała ponad 6,2 mln zł rocznie, przy majątku wartym około 6 mln. Skoro „było ją stać”, po co komu tak hojne ulgi opłacane z kieszeni państwa?
Osobny rozdział to cyrki. Osiem taborów objazdowych, wartych łącznie około 1,9 mln zł, spółka najpierw wzięła w leasing, a potem zaczęła wyprzedawać. Najwięcej znaków zapytania stawia cyrk „Wielki”: sprzedano go za gotówkę już 20 grudnia 1991 roku — zanim ZPR SA w ogóle stało się właścicielem mienia, co nastąpiło dopiero 1 lutego 1996 roku. Umowa pozwalała zbywać drobiazgi do 100 tys. zł i to z wyłączeniem nieruchomości; cyrki szły za kwoty wyższe, a o odrębną zgodę nikt nie występował. Uczciwość każe pokazać i drugą stronę: przetarg na sprzęt cyrkowy ogłaszano dwukrotnie i nie było chętnych, cyrki przynosiły straty, a ceny odpowiadały ich wartości księgowej.
Werdykt kontrolerów i jego granice
Raport z tej kontroli trafił w 1998 roku na biurka najważniejszych osób w państwie, w tym do sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Potrzebne jest tu zastrzeżenie, którego nie wolno pominąć: wobec ZPR nie skierowano zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa. Kontrolerzy pisali o naruszeniach prawa, niegospodarności i uchybieniach, nie o czynie karalnym; zawiadomienia poszły w zupełnie innej sprawie. Wiadomo też, że już w 1995 roku warszawska prokuratura wojewódzka wszczęła śledztwo dotyczące tej prywatyzacji. Nigdy nie dobrnęło ono do sądu.
Pałac wraca — jako pięć gwiazdek
I tu obie historie się spotykają. Pałac Prymasowski, ten „zapomniany” w wycenie, przez cały czas pozostawał siedzibą ZPR. Dziś w jego murach działa pięciogwiazdkowy Hotel Bellotto, którego operatorem jest spółka spod szyldu ZPR, a którą prasa branżowa wiąże z biznesem Zbigniewa Benbenka. Reprezentacyjna nieruchomość, potraktowana przy prywatyzacji jak pozycja warta mniej, niż była naprawdę, skończyła jako luksusowy hotel w prywatnym portfelu. Na jakich dokładnie warunkach publiczny zabytek trafił w te ręce i czy „preferencyjne czynsze”, którymi tłumaczono obniżkę jego wartości, przetrwały zderzenie z pięciogwiazdkowym cennikiem — tego dziś nie sposób jednoznacznie ustalić.
Pytania, które zostały
Sprawa nigdy nie znalazła finału w sądzie, a większość wątków zamknięto na etapie ustaleń kontrolnych. Pytania jednak zostały. Dlaczego zabytkowy pałac wypadł z wyceny, a jego wartość ścięto o dwie trzecie? Na jakich zasadach publiczny gmach trafił do prywatnego majątku i stał się hotelem? Czy jeden człowiek mógł kierować przekształcanym przedsiębiorstwem i spółką, która je przejmowała, a autor wyceny zasiadać w radzie nadzorczej tego, kto na wycenie skorzystał? I dlaczego rentownej spółce umarzano długi, a śledztwo sprzed lat rozpłynęło się bez śladu?
Magdalena Kowalska – m.kowalska@zyciestolicy.com.pl
Na zdjęciu Pałac Prymasowski należący do ZPR Media i jednocześnie Hotel Bellotto
Źródło zdjęcia: Wikipedia
