Właściciel browaru domaga się zakazu reklamowania alkoholu. W Polsce można reklamować wyłącznie piwo, i właśnie to budzi sprzeciw polskiego właściciela Browarów Regionalnych. Dlaczego?
Sytuacja na polskim rynku piwa przypomina ekonomiczny eksperyment, którego skutki mogą okazać się katastrofalne dla lokalnych przedsiębiorców. Dane są bezlitosne – zagraniczni giganci tacy jak Kompania Piwowarska (Tyskie, Lech), Carlsberg Polska czy Grupa Żywiec opanowali niemal cały rynek, pozostawiając polskim browarom ledwie kilka procent udziałów.
Marek Jakubiak przedstawia nietypową strategię walki z dominacją koncernów.
Małe browary na reklamy i tak nie stać
małych polskich browarów i tak na takie reklamy nie stać. Z tej formy promocji korzystają przede wszystkim duże zachodnie koncerny. Jak reklam nie będzie, to wyrówna nam się przy okazji poziom konkurencji
– przekonuje właściciel Browarów Regionalnych. Jego zdaniem zakaz reklamy wyrównałby szanse między lokalnymi producentami a międzynarodowymi gigantami, którzy dysponują ogromnymi budżetami marketingowymi.
Sieci handlowe dyktują warunki
Problem sięga głębiej niż tylko kwestie własnościowe. Duże sieci handlowe dyktują warunki płatności, które stawiają mniejszych producentów w beznadziejnej sytuacji finansowej.
My zaliczkę na akcyzę musimy płacić każdego dnia, a duże sieci handlowe mają terminy płatności po 40 czy 60 dni. Wezmą od nas piwo i zapłacą za nie po 2 miesiącach. W ten sposób branża traci płynność
– wyjaśnia Jakubiak mechanizmy niszczące polskie browary.
Branżowi analitycy zwracają uwagę na paradoks cenowy panujący w polskich sklepach. Butelka piwa kosztuje średnio 1,8 złotych, podczas gdy woda – podstawowy składnik do jego produkcji – jest droższa o 60 groszy.
Dzisiaj ceny piwa dyktują wielkie sieci handlowe. Dochodzi do takich absurdów, że piwo z dużego koncernu kosztuje 1,8 zł, a niedaleko stoi butelka wody i kosztuje 2,4 zł. Jak to możliwe, skoro na wyprodukowanie litra piwa, trzeba zużyć od 4 do 8 litrów wody?
– pyta retorycznie Jakubiak.
Różnica ta wynika z odmiennych technologii produkcji stosowanych przez międzynarodowe koncerny.
Nie ma definicji piwa
Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów europejskich, które nie mają prawnej definicji piwa.
Kiedyś chciałem ją wprowadzić. Chodziłem na spotkania do Ministerstwa Rolnictwa, przedstawiałem propozycje, ale od razu rzuciły się na mnie wielkie koncerny browarnicze z pięściami i wybiły mi skutecznie ten pomysł z głowy
– wspomina Jakubiak nieudane próby legislacyjnych zmian.
Podwyżka akcyzy dobije branżę?
Dodatkowym problemem dla branży jest zapowiadana 15-procentowa podwyżka akcyzy na piwo.
To jest kontynuacja polityki premiera Jerzego Buzka, który tak podwyższał i podwyższał akcyzę za swoich rządów, że w końcu doprowadził do upadku kilkuset browarów w Polsce
– ostrzega Jakubiak. Jego zdaniem obecny rząd łamie wcześniejsze ustalenia.
– Ten rząd zrywa każdą umowę, jaką zawarł. Przecież obietnice wyborcze to też jest umowa z obywatelami – zagłosujcie na nas, bo jak wygramy, to je zrealizujemy. Mamy do czynienia z oszustami politycznymi
– mówi właściciel Browarów Regionalnych.
Organizacje branżowe ostrzegają przed konsekwencjami planowanej podwyżki. Przewidują wzrost importu piwa z krajów sąsiadujących, gdzie obciążenia podatkowe są znacznie niższe. W Niemczech akcyza na piwo jest trzykrotnie mniejsza niż planowana w Polsce.
Niemczy czy Czesi traktują swoje piwo bardzo poważnie. Chronią swoje produkty. Chronią lokalne browary, uważając je wręcz za dobro narodowe. W Polsce też by tak należało robić
– przekonuje Jakubiak.
