Sposób na listonosza, czyli nie było pana w domu i co mi pan zrobi?

Previous Image

Sposób na listonosza, czyli dlaczego awizo jest ważne?

 Bierzesz wolne, które spędzasz cały dzień w domu. Nie spisz, nie słuchasz głośno muzyki, bo czekasz na kuriera. Zachowujesz pełną gotowość i czujność. Twoje zmysły są wyczulone do tego stopnia, że denerwuje Cię nawet przekręcanie klucza w drzwiach przez sąsiadkę. Paczka przychodzi pod koniec dnia i ją odbierasz. Wychodząc po całym dniu oczekiwania do sklepu postanawiasz zajrzeć do skrzynki pocztowej. Znajdujesz w niej awizo datowane na dzień twojego oczekiwania z adnotacją. „Adresata nie zastano w domu”. Wkurzony idziesz na pocztę, gdzie jesteś dwudziesty w kolejce. Po blisko 40 minutach oczekiwania dowiadujesz się, że twojego listu jeszcze nie ma, bo będzie dopiero jutro. Listonosz jeszcze nie wrócił…

 Taką sytuację zaliczył niemal każdy z nas. Na lokalnych forach mieszkańcy coraz częściej wylewają swoje żale. Pal licho, kiedy odbierzemy list i stracimy tylko czas. Gorzej, gdy awizo się zagubi lub wyrzucimy je wraz ze stertą reklam, które zapychają nasze skrzynki pocztowe. Wówczas takie awizo z adnotacją, że nie zostano nas w domu może być podstawą do wydania przez sąd wyroku zaocznego lub nakazu zapłaty. Nie ma co ukrywać, że istnieją podmioty które tylko na to liczą.

Geneza problemu

 Jak mawiają starzy mieszkańcy Bieszczad. Największy problem to ustalić, gdzie jest problem. W wypadku listonoszy nie jest to trudne. Od pewnego czasu korzystający z poczty narzekają na obniżenie jakości obsługi. Chodzi głównie o listonoszy. Zamiast zachodzić do domów osób do których adresowany jest list polecony zostawiają awizo. Co więcej nawet nie dzwonią domofonem. Krótka adnotacja „nie zastano”, awizo do skrzynki i do przodu. Listonosze przyznają, że zwyczajnie nie wyrabiają się z tą ilością poczty i takie zabiegi są konieczne. W przeciwnym wypadku narosłyby takie zaległości, które paraliżowałyby funkcjonowanie placówek pocztowych.

W takim wypadku po co tworzyć iluzję. Lepiej pozostawić listy na poczcie i do mieszkańców wysyłać od razu informację o liście do odbioru. Takie rozwiązanie przyniesie korzyści co niemiara. Po pierwsze, listonosze będą mniej dźwigali korespondencji. Co przełoży się na oszczędności chociażby w paliwie. Po drugie, list będzie od razu do odbioru i nie grozi nam czekanie bez sensu na poczcie. Proste? No nie całkiem. Przepisy prawa wymagają, aby jednak listonosz nosił torby korespondencji, którą powinien doręczyć nam pod drzwi.

Co z tym zrobić?

 No tak, ale co to nas obchodzi? W zasadzie nic… Bo przecież konsekwencje mogą być poważne. Jak rozwiązać problem, kiedy sytuacja ta powtarza się. Radzimy zachować spokój i sięgać po jak najprzyjaźniejsze środki. W końcu listonosza ma się jednego. Dlatego w pierwszej kolejności powinniśmy porozmawiać z listonoszem. Być może będzie to wspaniała okazja, żeby się poznać. Zazwyczaj to wystarcza.

Drugim możliwym rozwiązaniem jest złożenie a raczej składanie [proces ciągły] reklamacji i skarg na poczcie. Przy odrobinie konsekwencji i szczęścia pracownicy placówki pocztowej pod którą podlegamy będą nasz dobrze kojarzyć. Skalkulują też, że znacznie łatwiej jest nam doręczyć list pod drzwi niż odpowiadać na reklamację. Takie rozwiązanie ma też jeden wielki plus. Pozostawia w dokumentacji ślad dotyczący tego, że przesyłki nie były nam doręczane prawidłowo. I gdy będziemy wnosić o przywrócenie terminu zawsze będzie to argument i to całkiem mocny.

Wojna atomowa z listonoszem

 Czasem jednak ani prośby, ani groźby nie pomagają. Co wtedy zrobić? Niektórzy twierdzą, że złożenie oficjalnego zawiadomienia na policji o podejrzeniu popełnienia przestępstwa jest dobrym rozwiązaniem. Opierają swój wywód na przepisie art. 271 par. 1 ustawy kodeks karny „Funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Jest to na pewno dobry pomysł, aby listonosza postraszyć. Nic, poza tym.

Prawnicy w większości nie mają wątpliwości, że listonosz nie jest funkcjonariuszem publicznym. Możliwym rozwiązaniem byłoby podciągnięcie listonosza pod inną osobę uprawnioną do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne. Niestety orzecznictwo idzie w innym kierunku. Przykładem jest orzeczenie Sądu Okręgowego w Łodzi z dnia 30 czerwca 2017 roku, sygn. akt III Ca 308/17. Możemy w nim przeczytać: „Tymczasem, listonosz nie jest funkcjonariuszem publicznym (art. 115 § 3 k.k. a contrario), a w świetle utrwalonego w judykaturze stanowiska, nie można go również traktować jako inną osobę uprawnioną do wystawienia dokumentu. Inną osobą uprawnioną do wystawiania dokumentu w rozumieniu art. 271 § 1 k.k. jest osoba fizyczna, która na mocy ściśle określonej, szczególnej delegacji o charakterze prawnym, istniejącej już w chwili popełnienia przez nią czynu zabronionego, jest upoważniona do wystawiania określonych dokumentów w imieniu lub na rzecz innej osoby. Uprawnienie tej „innej osoby” z art. 271 § 1 k.k., powinno stanowić uzupełnienie kompetencji funkcjonariusza publicznego i nie może być utożsamiane z ogólną kompetencją do udziału w obrocie prawnym, zaś dokument przez tę osobę wystawiony ma zawierać w swojej treści poświadczenie, któremu przysługuje cecha zaufania publicznego, a w związku z tym domniemanie prawdziwości. Ponadto ta inna osoba wymieniona obok funkcjonariusza publicznego musi spełniać owe czynności jakby w uzupełnieniu kompetencji tego funkcjonariusza i dlatego musi być do tego upoważniona, a upoważnienie to musi odnosić się do „poświadczania” („zaświadczania”, „potwierdzania”) jakichś okoliczności, mających znaczenie prawne, a nie do ich oświadczania we własnym interesie (zob. m. in. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 30 sierpnia 2011 r. IV KK 190/2011; wyrok SN z dnia 29 października 1998 r., IV KKN 128/97 Prokuratura i Prawo – dodatek 1999/3 poz. 9). Tym samym zachowanie listonosza nie wyczerpało znamion czynu fałszerstwa intelektualnego.”.

Bezkarność listonosza

 Podsumowując listonosz może powiedzieć: „nie byłem u pana pod drzwiami z listem i co mi pan zrobi?”. Jedynym rozwiązaniem może być wskazanie listonosza jako świadka w sprawie i złożenie przez niego zeznań z pouczeniem o odpowiedzialności karnej za składanie zeznań. Do tego jednak długa droga. Dlatego drogi czytelniku, kiedy znów będziesz stał bez sensu na poczcie pomyśl, że i Ty mógłbyś być listonoszem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja

Prawnik zakochany w dziennikarstwie