Dwa lata temu, Katalonia pełną parą przygotowywała się do referendum niepodległościowego, zaplanowanego na dzień 1 października 2017 r. Ruch odśrodkowy, chcący oderwać krainę od Hiszpanii, był bardzo silny, dobrze zorganizowany i cieszył się dużym społecznym poparciem. Aby dopełnić wszelkich formalności, Katalończycy powołali organizację pod nazwą „Diplocat”, której głównym zadaniem, miało być monitorowanie przebiegu plebiscytu i rejestrowanie wszelkich jego ewentualnych naruszeń. Poprosili Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ) o nadanie jej oficjalnego statusu obserwatora. ONZ, długo się nie namyślając, udzieliła odpowiedzi odmownej, nie chcąc nawet zaewidencjonować samego zgłoszenia. Odprawieni z kwitkiem wolnościowy, udali się, w tej samej sprawie, do Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo – organizacji znanej także, jako „Komisja Wenecka” (KW). Przewodniczący organu, włoski prawnik – Gianni Buquicchio, orzekł, na długo przed samą imprezą, iż nie spełnia ona wymogów demokracji i sprawę uznał za zakończoną. Uparci secesjoniści wrócili do domu z niczym, ale jednak dopięli swego i głosowanie się odbyło.

Głosowanie się odbyło przy akompaniamencie dźwięków, jakie wydawały plecy głosujących, uderzane policyjnymi pałkami i w oparach gazu łzawiącego, szczodrze rozpylanego przez funkcjonariuszy. Siły porządkowe rekwirowały urny z kartami do głosowania, zamykały niektóre lokale wyborcze i aresztowały opornych. Prawie 900 osób zgłosiło się do placówek służby zdrowia, po zaopatrzenie medyczne i ambulatoryjne, a świat obiegły zdjęcia, ukazujące niezwykłą brutalność stróżów prawa. Dzień po referendum, 2 października 2017 r., Komisja Europejska uznała wybory za nielegalne, a w ciągu następnych kilku tygodni, Madryt przywrócił „rządy prawa” – aresztowano kogo trzeba i zawieszono autonomię regionu. Dziś już o tamtej akcji niewielu pamięta, a cała sprawa uznawana jest, za kolejne zwycięstwo sił demokratycznych.

Siły demokratyczne, które przejęły władzę w Polsce po wyborach parlamentarnych roku 2015, wykazały się – niestety – podobną naiwnością, jak Katalończycy. Mam na myśli konkretnie Witolda Waszczykowskiego, szefa resortu spraw zagranicznych w gabinecie Beaty Szydło. Z nieznanych mi do dziś przyczyn, Pan Witold, doświadczony przecież dyplomata, wystosował do KW dokument, zapraszający jej urzędników do Polski, a także proszący, o zbadanie i zaopiniowanie regulacji prawnej, nowelizującej dotychczasową ustawę, opisującą kompetencje oraz zakres działania Trybunału Konstytucyjnego. Niewielu przewidziało, przynajmniej po stronie Zjednoczonej Prawicy, iż wydany osąd obróci w perzynę całą nowelę, a jego pokłosiem będzie wrzask liberałów, słyszalny nawet przez pasterzy reniferów, w Czukockim Okręgu Autonomicznym. Nasze MSZ szybko zorientowało się, że usiadło do zielonego stolika z wytrawnymi szulerami, a w całej rozgrywce, najwyższym układem kart był „nabity rewolwer”, a nie „królewski poker”. Potomny problem polegał na tym, że strona przeciwna z zabawy rezygnować nie zamierzała i zaczęła masowo produkować, coraz więcej nakazów i zaleceń.

Nakazy i zalecenia miały na celu jedno – pozostawić dotychczasowy stan prawny nienaruszonym. Ci sami ludzie, którzy tchórzliwie podwinęli ogony pod siebie, gdy w oczy zajrzało im widmo spotkania z demokratyczną, hiszpańską policją, zaczęli prześcigać się w wydawaniu opinii i wyrazów zaniepokojenia, tyczących coraz większej ilości obszarów, związanych z nadwiślańską, trzecią władzą. Nie trafiały do nich żadne rządowe argumenty ani racjonalne wytłumaczenia. Opozycja, zwietrzywszy krew, zaczęła szermować argumentami „wenecjan” i powoływać się na nie, w każdej debacie, traktując je w sposób wręcz aksjomatyczny. Waszczykowski, zrozumiawszy, że podjęcie dalszego dialogu z Komisją tylko pogarsza sprawę, przestał reagować na płynące od niej bodźce i było to najlepsze co mógł zrobić. Z czasem sprawa się wyciszyła, a dwie ostatnie opinie KW o Polsce, sprokurowane w pierwszej dekadzie grudnia 2017 r., nie zrobiły już na nikim większego wrażenia, pomimo usilnych prób, podejmowanych przez opozycję, starającą się za wszelką cenę reanimować zagadnienie. Dwa lata przepychanki, pomiędzy naszym rządem a instytucją zewnętrzną, spowodowały ból obitych, ministerialnych żeber oraz zdeprecjonowanie znaczenia i mocy organu europejskiego. Dziś, najważniejsze jest właściwe wyciągnięcie wniosków.

Wyciągnięcie wniosków staje się niezbędne, w obliczu nadchodzącej elekcji parlamentarnej w Polsce. Sadzę, że walka o miejsca w Sejmie i Senacie rozpocznie się już w okresie kanikuły. Ugrupowania opozycyjne zdają sobie najprawdopodobniej sprawę, że drugiej, pełnej kadencji rządów obecnego obozu władzy zwyczajnie nie przetrwają, więc dla nich będzie to bezpardonowa walka o byt. Zostaną użyte wszystkie chwyty, nawet najbrudniejsze i zaangażowane wszystkie siły, łącznie z tymi zagranicznymi. W przestrzeni medialnej powstanie klangor, przypisujący PiS-owi i jego satelitom wszystkie najgorsze cechy. Część ludzi odniesie wrażenie, że zaraz niebo runie im na głowy, a jedyne co może temu zapobiec, to zwycięstwo światłych sił europejskich, z Platformą Obywatelską na czele. Nic takiego nie nastąpi, o tym Państwa zapewniam. Powyższe akapity mają na celu przypomnienie Czytelnikom mechanizmy i schematy działań, które jedynie z pozoru wydają się groźne. Naszym zadaniem, jako ludzi politycznie wyrobionych, jest nieuleganie podobnym naciskom i dołożenie wszelkich starań, aby wybory wygrały prawdziwe siły demokratyczne.

Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 17 czerwca 2019 r.

Normalny populizm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja