Przewidywania czarnoksiężnika

Previous Image

Przewidują przyszłość chyba jedynie Cyganki i wróżki, ale ponieważ jestem chłopem, to nijak nie da się mnie wcisnąć w żadną z wymienionych kategorii. Za wszelką cenę chciałem nadać mojemu tekstowi tytuł interesujący, toteż wymyśliłem owego „czarnoksiężnika”, aby zachęcić Państwa do jego lektury oraz chwili zadumy, nad moimi próbami przewidzenia najbliższych wydarzeń. Zapewniam jednocześnie, że tym razem nie chodzi o październikowe wybory parlamentarne.

Październikowe wybory parlamentarne zaprzątnęły wszystkie głowy do tego stopnia, że opozycja zapomniała zaatakować ponownie kierownictwo nadwiślańskiego resortu obrony, za zakup samolotów wielozadaniowych V generacji – F-35A. Nie ukrywam, iż byłem zawiedziony takim obrotem sprawy, bo, kiedy w piątek, 27 września br., minister Błaszczak ogłaszał na antenie radiowej wiadomość, że Kongres USA zgodził się na sprzedaż Polsce 32 statków powietrznych, to spodziewałem się skomasowanego najazdu liberalnych mediów, potępiających w czambuł wszystkie aspekty naszej umowy z Amerykanami. Ponieważ stało się inaczej, toteż spróbuję przewidzieć niwy, gdzie może rozegrać się – w ciągu kliku najbliższych tygodni – ogólnopolska bitwa, której osnową będą nasze zbrojenia i związane z nimi wydatki.

Wydatki na zbrojenia są i będą astronomiczne! Uważam, że przytoczony argument będzie głównym, użytym przez polityków przeciwnych obozowi rządzącemu i nie sposób się z nim nie zgodzić. Broń jest droga w ogóle, zaś broń zaawansowana jest droga potwornie. Tyle tylko, że my nie mamy wyjścia i kupić ją musimy. Na chwilę obecną jakiekolwiek porozumienie z Rosją oraz próby rozprężenia naszych wzajemnych stosunków są wręcz niewykonalne i nie my ponosimy za ich kształt odpowiedzialność. Jeżeli Władimir Putin nie wyśle jasnego sygnału, że jest gotów rozmawiać i zmienić swoje podejście do Polski, to niestety musimy kupować uzbrojenie na potęgę i zabiegać o rozlokowanie jednostek armii amerykańskiej na terenie naszego kraju, gdyż samodzielnie nie damy rady się obronić. W tym miejscu proszę uprzejmie, aby nie dali się Państwo zwieść rzewnym opowiastkom i wyliczeniom specjalistów, opowiadającym autorytatywnie o ilości szpitali, jakie można zbudować za pieniądze przeznaczone na samoloty. Takie klechdy są już mi znane i zgrane, gdyż osobiście słuchałem, w latach 80-tych XX wieku, biadolenia, że w obozie socjalistycznym panuje nędza i mizeria, ponieważ produkujemy czołgi zamiast samochodów. Przywołany profil produkcji miał wynikać z zakusów wrażego Zachodu, pragnącego za wszelką cenę nas zaatakować. Nikt nie wyjaśnił mi niestety, dlaczego – ów, także zbrojący się na potęgę wraży Zachód – opływał w dostatki, a ja spędzałem mnóstwo czasu w kolejkach, by kupić kilka rolek papieru toaletowego. Teraz, już jako człowiek dorosły i świadomy wiem, że zamożni będziemy tylko wtedy, kiedy będziemy bezpieczni, a bezpieczni będziemy tylko wtedy, kiedy będziemy uzbrojeni po zęby, ze wsparciem kilku amerykańskich dywizji.

Amerykańskich dywizji potrzebujemy nad Wisłą i to szybko. Armia Stanów Zjednoczonych jest rdzeniem Paktu Północnoatlantyckiego, jego najsilniejszym członkiem i największą potęgą militarną świata. Dodatkowo, jestem o tym święcie przekonany, tylko na nią możemy liczyć w razie jakiekolwiek zawieruchy. Niemcy nie kiwną palcem w bucie, bo już nawet nie ukrywają swoich świetnych stosunków z rosyjskim „niedźwiedziem” i nie mają zbytnio czym działać, gdyż Bundeswehra od lat boryka się z kolosalnymi problemami. Na Francję i Anglię wolałbym spuścić wstydliwą zasłonę milczenia, przywołując wydarzenia roku 1939, a Hiszpania okryła się wieczną hańbą, „uciekając” z Iraku w 2004 r., po zamachach bombowych w Madrycie. Oczywiście, tytuły prasowe, szczególnie te związane z koncernami Ringier Axel Springer czy Bauer Media, mogą szermować argumentem, że polski podatnik utrzymuje infrastrukturę dla żołnierzy znad Potomaku, ale to można zbić ich własną, liberalną mantrą, mówiącą: „nie ma darmowych obiadów”. Jest klasyczna sprzeczność, prawda? Wszyscy ci, którzy do niedawna twierdzili, iż na wszystko trzeba zapracować i za wszystko należy wyłożyć konkretne fundusze, teraz negują płacenie za amerykańską protekcję. W tym miejscu dodam, że amerykański podatnik też musiał uiścić opłaty za wyprodukowanie czołgów stacjonujących w Polsce oraz za wyszkolenie ich załóg, bowiem „nie ma darmowych czołgów”.

Czołgów i to nowoczesnych potrzebujemy jak najbardziej i gdzieś, wśród medialnych doniesień, znalazłem nieśmiałą wypowiedź Mariusza Błaszczaka o podjętych staraniach, mających na celu pozyskanie czołgu docelowego. Tuszę, że wkrótce zostanie ogłoszony kolejny program wzmocnienia Wojska Polskiego i znów podniesie się klangor krytyków. Apogeum połajanek nastąpi najprawdopodobniej w czasie zapowiedzianej niedawno rozbudowy infrastruktury poligonu w Nowej Dębie, przeznaczonego głównie do szkolenia nowotworzonej, 18. Dywizji Zmechanizowanej. Znów popłyną głosy o zbędnych wydatkach, jednokierunkowej polityce opartej o USA czy drażnieniu Rosjan. Tak było, jest i będzie, więc nie ma się czym przejmować, a należy robić swoje. Mam nadzieję, że choć przez chwilę pomyślą Państwo nad tezami zawartymi w niniejszym tekście i uśmiechniecie się znacząco, gdy za kilka miesięcy sprawdzą się owe „przewidywania czarnoksiężnika”.

Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 30 września 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja