Ten chłopina, który swego czasu wyskoczył z wanny i krzyczał na całe gardło „Eureka„, to był „cienki Bolek”, w porównaniu z teutońskim maestro pióra i szpalty – Christophem Hasselbachem! Zanim opowiem Czytelnikom o dokonaniach szwabskiego żurnalisty, to wprzódy zaznaczę, iż w poprzednim zdaniu nie należy doszukiwać się jakichkolwiek odniesień, do naszego rodzimego „noblysty”. Śmiało weźcie Państwo na tapetę Archimedesa i te wszystkie jego ciężary z cieczami, ale niech nikt nie tyka Pana Elektryka! Teraz, gdy już mamy pełną jasność mych intencji, możemy śmiało wrócić do wspomnianego Niemiaszka. Proszę sobie imaginować, że roztropny Pan Christoph dokonał przełomowego odkrycia socjologiczno-politologicznego, które niestety przeszło bez echa.

Zagoniona masa ludzka, jeszcze obżarta po Bożym Narodzeniu, i już szykująca się do dzikich pląsów w sylwestrową noc, nie pochyliła się nad wiekopomnym działem, owej tęgiej głowy. Hasselbach wspiął się na wyżyny intelektu, podumał i obwieścił zadziwionemu światu, że imigranci z Afryki i Azji są wielkim problemem w Europie, budzą duże społeczne niezadowolenie i przez to, sympatie wyborców przesuwają się w kierunku partii prawicowych. Rzecz tą wiekopomną, ów „kowal słowa”, wykuł w samiuśkim końcu roku 2018, a całość cymesu aż ociekała, od wielokrotnie powtarzanej frazy „prawicowi populiści”.

Prawicowi populiści – jeśli wierzyć autorowi – grasują od Andaluzji po Podlasie i przeciągają elektorat na swoją stronę. Dopowiem od siebie, że pewnie robią to, knując nienawistnie. Skąd wiem, że w takiej Sewilli knują? W życiu tam nie byłem, ale skoro mamy w Warszawie Jarosława Kaczyńskiego, który od dekad trudni się tym niecnym procederem, to niech mi ktoś wytłumaczy, czemu Hiszpanie nie mieliby robić tego samego? Powiem więcej! Kilka lat temu, dokładnie w marcu 2016 r., sam prezes PiS-u przyznał w jednym z wywiadów, że uwielbia oglądać ujeżdżanie byków. Każde dziecko zna zamiłowanie mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego do corridy, gdzie zwierzęta te również grają główną rolę, toteż chyba nie muszę już nikomu więcej udowadniać, iż nadwiślańscy prawicowi populiści, mają wiele wspólnego z tymi znad rzeki Gwadiana, prawda? Powstała wielka, międzynarodowa siatka populistyczna, bezwzględnie dążąca do upragnionego celu – przejęcia władzy. Najpierw chcą to zrobić w swoich ojczyznach, a następnie całym na Starym Kontynencie.

sebastian kurz
Sebastian Kurz

Na Starym Kontynencie, pewien bystry i bezwzględny Madziar, Viktor Orbán, już latem 2015 r., wysyłał na granicę z Serbią kohorty policjantów, z zadaniem powstrzymania azjatycko-afrykańskiej nawały. Wcześniej wypowiedział regulację dublińską, w myśl, której to właśnie jego – pozostawiony sam sobie rząd – miał rozpatrywać wnioski azylowe, każdego przybyłego cudzoziemca. Przypomnijcie sobie Państwo, jak piętnowano wówczas te poczynania! Kiedy Orbán odmówił przyjęcia z powrotem setek tysięcy ludzi, którzy przeszli przez terytorium Węgier i dostali się na Zachód, wtedy sam Sebastian Kurz, ówczesny szef resoru spraw zagranicznych Austrii, pisał ostre noty dyplomatyczne do Pétera Szijjártó, swojego budapesztańskiego odpowiednika, strasząc go na wszelkie sposoby i usiłując zmusić niewielkie Węgry, do podjęcia samotnej walki z gigantycznym problemem, jaki ściągnęła na Europę, szaleńcza polityka, prowadzona przez kanclerz Niemiec.

Kanclerz Niemiec, Angela Merkel, szybko zorientowała się, że jej posunięcia mogą doprowadzić do bankructwa całe państwo. Zaczęła usilnie naciskać na inne kraje, chcąc szczodrze dzielić się niepiśmiennymi, tłumnie przybyłymi z afgańskich gór, pasterzami kóz i wielbłądów. Gdy napotkała opór, natychmiast uruchomiła służalczych brukselskich stupajów, a ci, szermując wyświechtanym bełkotem o europejskich wartościach, zaczęli zmuszać poszczególne gabinety, by przyjmowały przybyszów. W międzyczasie, nad Wisłą doszło do elekcji parlamentarnej, sformował się rząd Beaty Szydło, i, o jakimkolwiek przyjmowaniu wyznawców Allaha, nie mogło być już mowy. Wtedy włodarzy Polski włączono natychmiast do wrażego zbioru prawicowych populistów.

Angela Merkel
Angela Merkel

Prawicowych populistów, tych warszawskich, zaczęto sekować podobnie, jak wcześniej budapesztańskich. Wrzaski unijnego aparatczyka, Fransa Timmermansa, słyszano podobno na Morzu Czukockim, ale nie jest to wiadomość do końca potwierdzona. Coś chyba szło nie po myśli Holendra, gdyż społeczne poparcie dla polityki nieprzyjmowania imigrantów, wciąż wzrastało. Wreszcie, po latach, tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE), niechętnie przyznano, że decyzje Merkel z roku 2015, były potwornym błędem. Prawie cztery lata zajęło oświeconym liberałom, dojście do tego samego wniosku, jaki premier Orbán podał im na tacy, podczas największego kryzysu migracyjnego. Zaczęły ukazywać się nieśmiałe tezy, artykułowane przez takich żurnalistów jak Christoph Hasselbach, piętnujące gromko ugrupowania nieliberalne, i, jedynie gdzieś na końcu, napomykające o niechlubnej roli kanclerz Merkel. Strach przed zmianą politycznej konfiguracji w PE, zmusił całą kontynentalną lewicę, do weryfikacji przyjętego kursu. Już wkrótce przepoczwarzy się brukselska struktura polityczna, a ja mam nadzieję, że nowy ład powstrzyma dotychczasowe szaleństwo. Niech do głosu dojdą wreszcie prawicowi populiści!

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 27 maja 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja