Niemiec z polskim nazwiskiem. Agent sowiecki. Oficer komunistycznych służb. Wyrządził duże straty Armii Krajowej. Przyczynił się do śmierci jednego z najbardziej znanego Żołnierza Wyklętego. Postać odrażająca i tajemnicza. Po latach twierdził, że jest pierwowzorem Hansa Kloss’a, lecz zanegował to jeden ze scenarzystów.
10 października 1968 TVP wyemitowała pierwszy odcinek serialu Stawka większa niż życie. Zdobył on ogromną popularność w Polsce. Kilka lat później pewien człowiek publicznie, jak twierdził, że był pierwowzorem postaci Hansa Klossa. Zaprzeczał temu jeden z autorów scenariusza serialu, uznając, że uzurpator jest zwyczajnym prowokatorem. Faktycznie był on Niemcem, sowieckim agentem i oficerem komunistycznych służb. W dodatku „zasłużył się” w walce z Polskim Państwem Podziemnym, AK i zbrojnym podziemiem niepodległościowym po 1945.
Artur Albert Ritter urodził się 12 maja 1906 roku w Jelcu (Rosja) w rodzinie niemieckich kolonistów Jana i Karoliny pochodzących z okolic Stuttgartu. Ritterowie pracowali w przędzalni. Mówili po niemiecku, rosyjsku i biegle po polsku. Po rewolucji zbiegli na ziemie polskie i zamieszkali w Łomży.
We wspomnieniach pisał: „W 1925 roku znalazłem się w szeregach Związku Młodzieży Komunistycznej, a dwa lata później zostałem przyjęty w poczet członków Komunistycznej Partii Polski”.
W tym czasie Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Armii Czerwonej (Razwiedupr, później GRU) zwerbował go jako agenta. W jednym z sowieckich ośrodków, prawdopodobnie w Bakowce koło Moskwy przeszedł szkolenie wywiadowcze i kurs dywersyjny. Następnie przerzucono Rittera na teren Polski. Jesienią 1933 r. aresztowano go za nielegalną działalność komunistyczną w Wydziale Wojskowym KC KPP. „Wojskówka” zbierała informacje o uzbrojeniu, liczebności i rozmieszczeniu jednostek Wojska Polskiego. Ritter budował siatki szpiegowskie i szerzył komunistyczną propagandę wśród żołnierzy i oficerów WP. Była to zdrada w najczystszej formie.
Jego pozycja w hierarchii sowieckiej agentury w Polce była z pewnością wysoka, gdyż po zwolnieniu z więzienia „centrala” nakazała mu natychmiastowe odejście z KPP. Ostrzeżenie przydało się. Kilkanaście miesięcy później Sowieci urządzili „czystkę” wśród działaczy „kompartii”. Wielu z nich nie już wróciło nigdy z ZSRS.
Na początku wojny Ritter wraz z żoną i dziećmi uciekł na tereny zagrabione 17 września przez Sowietów. W 1942 r. wraz z rodziną trafił do Warszawy. Zgodnie z instrukcją „centrali” dotarł do byłego oficera KOP, Horyszowskiego, który skontaktował go z członkiem AK, pracownikiem archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości. Ten wykradł dokumentu dotyczące komunistycznej przeszłości Rittera. Nie wiemy, czy ludzie, którzy pomogli mu w zacieraniu śladów działali pod przymusem, działali jako agenci sowieccy, czy też wykazali groźną w skutkach naiwność. Ritter miał już całkowicie „czyste konto”.
Sowiecki agent w niemieckim mundurze
Z woli GRU Ritter stał się reichsdeutchem, szefem firmy budowlanej. Po okupowanej Warszawie poruszał się w mundurze hitlerowskiej SA. Agent w zamieszkał w niemieckiej dzielnicy, grał w orkiestrze SA i prowadził rozległe kontakty towarzyskie kontakty z Niemcami. W stolicy mieszkało 4 tys. Rosjan, głównie b. carskich oficerów, którzy zbiegli po rewolucji bolszewickiej. Ritter zainteresował się tym silnie antykomunistycznym środowiskiem Stowarzyszenia Rosyjskich Związków Wojskowych. Część z nich współpracowała z Abwehrą. Urządzając dla nich suto zakrapiane libacje, bez trudu rozpracował grupę mieszkających jeszcze od lat 20. w Warszawie białogwardzistów. Do pracy dla sowietów zwerbował m.in. pułkownika Tumanowa z dawnej armii Wrangla. Zaplanowali nawet zamach na głównego rosyjskiego zwolennika kolaboracji z hitlerowcami, gen. A. Własowa, lecz nie doszedł on do skutku. Warto jednak dodać, że dwóch synów Tumanowa poległo podczas Powstania Warszawskiego w szeregach AK. Po wojnie Tumanow pracował w UB i został odznaczony Krzyżem Partyzanckim.
Kolejnym zadaniem Rittera było spenetrowanie i opanowanie organizacji konspiracyjnej „Miecz i Pług”. Autentyczny jej założyciel, ks. Leon Poeplau został zamordowany przez hitlerowców w Auschwitz. Po eliminacji kierownictwa na czele organizacji stanęli agenci gestapo Słowikowski i Grad. Po ich likwidacji we wrześniu 1943 r. Ritter i współpracujący z nim agent sowiecki agent, Bogusław Hrynkiewicz „Boguś” przejęli kontrolę nad „Mieczem i Pługiem”. Historycy przypuszczają, że jeszcze w 1942 r. Ritter kontaktował się z Marcelim Nowotką, I sekretarzem PPR, zamordowanym na skutek wewnątrz partyjnych porachunków. Z całą pewnością miał dobre relacje z gestapowcami, co chętnie wykorzystywał w działalności szpiegowskiej. Niewykluczone, że współpracując jednocześnie z Gwardią Ludową, „zbrojnym ramieniem PPR”, brał aktywny udział w haniebnej akcji denuncjowania żołnierzy AK i osób związanych z Polskim Państwem Podziemnym gestapowcom. W ten sposób w latach 1942-44 komuniści próbowali wyeliminować aktywnych konspiratorów obozu niepodległościowego oraz działaczy Delegatury Rządu na Kraj zwanej w kręgach PPR „sikorszczakami”, „reakcją” lub wręcz „faszystami”. W donosach określano ich mianem „komunistów”, choć faktycznie z komunizmem nie mieli nic wspólnego. Gestapowcy aresztowali także osoby nie związane z konspiracją.
Przejęcie archiwum Delegatury
W 1943 r. Delgatura Rządu i AK prowadziły zbierały dane dotyczące zarówno kolaborantów i agentów gestapo, jak i osób związanych z PPR oraz podejrzewanych o współpracę z sowieckimi służbami. Archiwum mieściło się w mieszkaniu przy ul Hożej 37 w Warszawie. Kierował nim Wacław Kupecki „Kruk”. „Boguś” poznał „Kruka” i zdobył jego zaufanie, do tego stopnia, że zatrudniono go do przepisywania dokumentów. Na rozkaz moskiewskiej centrali Ritter i Hrynkiewicz opracowali plan zdobycia archiwum. „Boguś” alias „Aleksander” znał SS-Hauptsturmführera Wolfganga Birknera z referatu IV warszawskiego Gestapo. Do archiwum mieli wkroczyć gestapowcy i zabrać część dotyczącą własnych konfidentów. Plan zakładał również udział nieświadomych mistyfikacji ludzi z „Miecza i Pługa” oraz znającej faktyczny cel ataku kilkuosobowej bojówki Armii Ludowej, która miała przejąć dokumenty dotyczące komunistycznej agentury. Akcji „patronował” szef wywiadu AL, Marian Spychalski „Marek”, późniejszy marszałek PRL.
17 lutego 1944 r. Hrynkiewicz , Wincenty Romanowski „Roman” i Stefan Wiechocki „Stefan” z AL, kilka osób w Miecza i Pługa oraz gestapowcy Birknera wkraczali kolejno do mieszkania, siedziby archiwum. Po kilku godzinach zagarnięto archiwum, i podzielono je zgodnie z planem. Z mieszkania uprowadzono Kupeckiego, łączniczkę i kilka innych zatrzymanych tam przypadkowo osób. Prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia zamordowano ich jako niewygodnych świadków w lesie bielańskim lub innym nieznanym miejscu. W trakcie akcji nastąpił klasyczny, bandycki podział łupów. „Boguś” przekazał „Markowi” materiały o komunistach, zaś ten wywiózł je do Moskwy. Po wojnie dokumentacja zdobyta przy Poznańskiej 37 trafiła do Archiwum KC PZPR i Archiwum MSW. Fakt współdziałania z Gestapo był kompromitujący dla Spychalskiego i kierownictwa PPR. Podwładni Birknera wynieśli część dokumentów zawierającą dane rozpracowanych przez AK agentów gestapo i kolaborantów. Przejęcie archiwów AK i Delegatury było jedną z najbardziej haniebnych akcji komunistycznych bojówek PPR.
Polskie nazwisko i nowa tożsamość
Latem 1944 r. sowieci zbliżali się już do Warszawy. Wówczas wyrobił sobie dokumenty na nazwisko Artur Jastrzębski, którego używał już w PRL.
Można spotkać także wersję „Ritter-Jastrzębski”, lecz nigdy jednocześnie nie używał on obydwu nazwisk. W sierpniu 1944 r. szpieg porzucił niemiecki mundur i wraz z rodziną przedarł się do jednej z podwarszawskich miejscowości. Po aresztowaniu przez kontrwywiad wojskowy Smiersz, Jastrzębski trafił do Moskwy. Tam zdał szczegółowy raport z działalności swojej siatki w okupowanej Polsce. W sierpniu 1945 r. Jastrzębski rozpoczął pracę w KC PPR Dwa miesiące później został p.o. dyrektora I Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w stopniu majora. Później pracował w WUBP w Gdańsku. We wrześniu 1948 r. przeniesiono go na Lubelszczyznę. Nowy przydział był, obok dymisji z kierowniczego stanowiska, karą za „brak czujności wobec wrogiego środowiska”. Podpułkownik Jastrzębski został skierowany do walk z „bandami”. Tak bowiem ubecy nazywali oddziały zbrojnego podziemia niepodległościowego. W raportach, meldunkach i propagandzie Żołnierzy Wyklętych często nazywano „bandytami”, co było całkowicie zbieżne z określeniami, jakie podczas wojny stosowali esesmani i Niemcy wobec żołnierzy AK.
Schwytać „Uskoka”
Niemiec, sowiecki agent w polskim mundurze pacyfikował wsie, które wspierały „Wyklętych”. Musiał wykazać się brutalnością i bezwzględnością nie tylko wobec uzbrojonych żołnierzy, lecz także wobec bezbronnych cywili. Na podległe mu grupy operacyjne tropiły m.in. oddział Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość dowodzony przez legendarnego kapitana Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Walczył on w wojnie obronnej 1939 r. Podczas niemieckiej okupacji
był oficerem Obwodu AK Lubartów i 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.
W kwietniu 1945 roku grupa operacyjna UB i KBW spaliła gospodarstwo rodziców. Po aresztowaniu jego ojca, „Uskok” rozpoczął swoją wojnę przeciw członkom PPR i ubekom. Ukrywał się w bunkrze pod stodołą we wsi Dąbrówka (dziś Nowogród) koło Łęcznej.
20 maja 1949 roku UB aresztowało ppor. Zygmunta Liberę „Babinicza” z oddziału „Uskoka”. Wiele lat po wydarzeniach Jastrzębski tak opisał: „Zastępca «Uskoka» został zatrzymany przypadkowo, po czym przewieziono go do mnie. Wystarczyło kilka godzin rozmowy przy herbacie i papierosach, by ten młody chłopak podszedł do mapy i ujawnił swój bunkier. Znamienne jest to, że on dopiero w rozmowie ze mną, w gabinecie szefa WUBP dowiedział się o tym, że władza ludowa działa w interesie chłopa i robotnika, a nawet o tym, że jego ojciec od tejże władzy ludowej otrzymał na własność ziemię z reformy rolnej. Po prostu on siedział w lesie i o tym wszystkim nie wiedział”. Pułkownik bezpieki kłamał niemal w każdym słowie wspomnień. „Herbatką” nazywał nieludzkie tortury, jakim podwładni Jastrzębskiego poddali „Babinicza”. Według relacji naocznego świadka był bardzo opuchnięty.
Ponad wszelką wątpliwość „Babinicz” został zatrzymany na skutek donosu Franciszka Kasperka ps. „Hardy”, byłego podkomendnego „Uskoka” i agenta UB, nie zaś „przypadkowo”, jak wspominał w 1979 r. emerytowany już Jastrzębski. Dziś wiemy także, że podczas aresztowania walczył i zranił jednego z ubeków..
Katowano go przez kilka dni. Wydał lokalizację bunkra swojego dowódcy
Jastrzębski dowodził liczącą ok. 150 funkcjonariuszy UB, KBW i milicji grupą operacyjną, która okrążyła schron „Uskoka”. Jednej z kobiet nakazano zanieść mu kawę z silnym środkiem nasennym. Broński jednak nie przyjął napoju. W nocy ubecy próbowali kilofami rozbić klepisko stodoły. Za wszelką cenę chcieli ująć go żywego i przesłuchać. 21 maja 1949 r. powietrze nad Dąbrówką przeszył huk eksplozji. Kpt. Zdzisław Broński rozerwał się granatem. Jastrzębski nakazał, by ciało „Uskoka” załadowano na ciężarówkę. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane do dziś.
Attaché z dyrekcji PGR
Niecały rok po nieudanej próbie zakończył służbę w UB. Do 1956 r. pracował jako inspektor w dyrekcji Państwowych Gospodarstw Rolnych. Był także dyrektorem w kinematografii.. Według kilku niezależnych relacji były oficer UB twierdził, że stał się na początku lat 50 „ofiarą stalinowskich represji”, co nie pokrywa się z udokumentowanymi faktami. Chyba, że „represją” nazwiemy przejście z bezpieki do zarządu PGR lub dobrze płatne, kierownicze stanowisko w zarządzie kin! Po dojściu do władzy Gomułki, Jastrzębski został zastępcą dowódcy ds. politycznych Warszawskiego Okręgu Wojskowego.
1 lutego 1964 r. awansowany do stopnia generała brygady Artur Jastrzębski został wojskowym, morskim i lotniczym attaché w ambasadzie PRL w Rzymie. Na stanowisku pozostał do 14 października 1968 r. Włochy, jako kraj należący do NATO pozostawały w sferze zainteresowań komunistycznych służb wywiadowczych. Korzystając z immunitetu dyplomatycznego en. Jastrzębski wykonywał tam liczne zadania wywiadowcze. Pod koniec lat 60. mianowano go zastępcą głównego inspektora Obrony Terytorialnej. Dobra passa zakończyła się w 1972 roku, gdy jego syn „wybrał wolność” i na stałe osiadł w jednym z krajów skandynawskich, ubiegając się o azyl polityczny. Po tej kompromitacji generał trafił na „boczny tor”.
Niemiecki uzurpator
W maju 1975 r. emerytowany już Jastrzębski udzielił dziennikarce tygodnika „Stolica” wywiadu pod znamiennym tytułem „Kloss mieszka w Warszawie”. TVP emitowała już po raz kolejny niezwykle popularną „Stawkę większą niż życie”. Według licznych relacji generał wręcz nachalnie starał się przekonać rozmówców, że jest pierwowzorem Hansa Klossa. Podczas jednej z uroczystości zetknął się ze Zbigniewem Safjanem, współscenarzystą niezwykle popularnego serialu. Wydawał się wyjątkowo dumny z tego faktu. Mówił, że podczas wojny był radzieckim agentem w Warszawie i, jak Kloss, chodził po mieście w niemieckim mundurze. Śmiałe, jak na emerytowanego oficera wywiadu wyznanie nie trafiło jednak do przekonania scenarzyście, który w obawie przed prowokacją szybko zakończył konwersację z Jastrzębskim. Po latach wspominał, że Jastrzębski nie wydał się mu „zbyt interesujący”. Chyba nikt nie uwierzył w wersję „to ja byłem Klossem”, choć po latach uwierzyło w nią kilku uznanych historyków i dziennikarzy. Gdy w połowie lat 60. powstawał scenariusz przedstawienia Teatru Telewizji, a później serialu „Stawka większa niż życie” Jastrzębski rezydował w Rzymie jako nadal czynny funkcjonariusz wywiadu PRL. Jako czynny agent, nie mógł więc scenarzystom opowiadać o swojej misji dla GRU w okupowanej Warszawie. Jego przeszłość, zarówno ta wojenna, jak i z okresu PRL była utajniona i skutecznie „zalegendowana”. Życiorysy Jastrzębskiego i jemu podobnych bez wątpienia stanowią znakomity temat na film sensacyjny, lecz nie udostępnia się ich jeszcze wiele lat po zakończeniu czynnej służby. Jego słowa, że był pierwowzorem Klossa można oceniać jedynie w kategoriach fantazji, pychy lub megalomanii.
Jest jeszcze jeden poważny argument, który neguje twierdzenia niemieckiego uzurpatora. Artur Ritter, od 1944 r. występujący jako Jastrzębski był rodowity, stuprocentowym Niemcem mieszkającym w Polsce i posługującym się biegle językiem polskim. Według scenariusza Safjana i Szypulskiego, ukrywających się pod pseudonimem Andrzej Zbych, serialowy bohater był Polakiem urodzonym i wychowanym na Pomorzu.
Gen. bryg. Artur Jastrzębski zmarł w maju 1981 r. w Warszawie. Do ostatniej chwili opowiadał znajomym i nieznajomym, że to właśnie one jest pierwowzorem Hansa Klossa.

1 komentarz
Nie ważne kim był pierwowzór Hansa Klossa ,
Najwazniejsze ze wyszedł super serial
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.