Duży może więcej…
Ano, jak to w życiu bywa.
A teraz przyznać się.
Co wam pierwsze przyszło do głowy?

Merkury…
Jego nie liczę.
Wenus.
Ziemia.
Dwie siostry.
Jak bliźniaczki.
Praktycznie tej samej wielkości.

Potem Mars.
Ale Mars jest już 2 razy mniejszy.

A potem nic…

Zaraz, chwila.
Mamy jeszcze przecież Pas Asteroid.
Wiele osób jest przekonanych, że wygląda jak ten z „Imperium Kontratakuje”.
Całe mnóstwo wielkich, kosmicznych kamieni.
Nic z tych rzeczy.
Nie jest ich aż tak dużo.
Wszystkie asteroidy razem to około 5% masy Księżyca.
Jedna asteroida tu, jedna tam.
Ten obszar jest de facto prawie pusty.
Pas asteroid to „magazyn”.
Smutny magazyn obiektów.
Które pozostały po formowaniu się Układu Słonecznego.

Ale poczekajcie…
Bo wśród tych okruchów skalnych jest kilka całkiem dużych.
A wśród nich piękna mini planeta.
Nosi imię rzymskiej bogini urodzaju.

Ceres.

Planeta karłowata.
Największy obiekt z Pasa Asteroid.
Ma około 950 kilometrów średnicy.

Ale ta Planeta – Bogini, nie miała szczęścia.
Zgasła przedwcześnie.
Pewien Intruz.
Nie dał jej szansy.
I odebrał jej młode, planetarne życie.

Jest 27 września 2007 roku.
Z Cape Canaveral.
Startuje Sonda DAWN.
Jej cel?
Oczywiście Pas Asteroid leżący poza orbitą Marsa.
Najpierw krótka wizyta u Planetoidy Westa.
A później podróż.
Na małe tête-à-tête właśnie z Ceres.

8 rok misji.
Rok 2015.
Niezwykłe odkrycie…
Sonda DAWN wykryła na Ceres.
W jej największym kraterze.
Dziwne, białe pokłady.

Sól.

Która w formie takich depozytów, mogła powstać tylko w jeden sposób.
Woda.
Płynąca woda.
Sonda DAWN znalazła więcej takich punktów na Ceres.
Praktycznie w każdym kraterze który sfotografowała.
To naprawdę niezwykłe odkrycie.
Bo Ceres jest bardzo małą planetką.
A ma budowę warstwową.
Jak Ziemia czy Wenus.
A pod powierzchnią skrywa wielki płaszcz lodowy.
Jak to jest możliwe?

Musimy się cofnąć.
Naprawdę daleko.
4,5 miliarda lat.

Dopiero co rozbłysło Słońce.
W jego pobliżu było dużo materiału budulcowego.
Spokojnie formuje się 5 planet.
Jedną z nich jest Ceres.
Pod osłoną cienkiej warstwy lodu, formuje się ocean ciekłej wody.
Ceres rosła tak Mars, Ziemia i Wenus
I była na najlepszej drodze do zostania planetą.

Właśnie wtedy pojawił się „Niszczyciel”.
Który zdusił jej młode życie w zarodku.

Jowisz.

Jowisz uformował się jako pierwsza planeta w Układzie Słonecznym.
I zgarnął większość budulca, który pozostał po formowaniu się Słońca.
Krążył wokół Słońca.
W dopiero kształtującym się Układzie Słonecznym.
I pochłaniał cały gaz i pył na swojej drodze.
Grawitacyjny taniec.
Powoli ściągał tego gazowego giganta ku Słońcu.
Efekty tej destrukcyjnej podróży widzimy do dziś.

Szybko wszedł w obszar w którym kształtowała się Ceres.
I w krótkim czasie.
„Pożarł” praktycznie cały materiał skalny z którego mogła ukształtować się ta planeta.
Dziś wiemy.
Ze było go tam tyle.
By mogła powstać planeta wielkości mniej więcej Ziemi.
Ale „przechodzący” tamtędy Jowisz zabrał prawie wszystko.

Los Ceres był przesadzony.
Po 100 milionach lat.
Wodny ocean na Ceres zamarzł całkowicie.
I został przykryty skalną skorupą z resztek materiału który tam pozostał.
Rozwój tej młodej planety.
Zakończył się zanim zdążyła osiągnąć pełną dojrzałość.

Jowisz.
Miał gigantyczny wpływ na kształt Układu Słonecznego.

Zbliżał się coraz bardziej ku Słońcu.
Aż wszedł w wewnętrzne obszar Układu Słonecznego.
I zaczął zagrażać nam.

Prawie unicestwił Marsa.
To właśnie dlatego.
Mars jest o połowę mniejszy od Ziemi i Wenus.
Jowisz zabrał mu materiał budulcowy.

Uratował nas … Władca Pierścieni.
Saturn.
Jego pojawienie się, zmieniło wszystko.
Tak jak Jowisz zaczął zmierzać ku Słońcu.
Tylko jeszcze szybciej.
W końcu wszedł z nim w rezonans orbitalny.
1 do 2.
Jedno okrążenie.
Na dwa okrążenia Jowisza.
To zatrzymało ich pochód w stronę Słońca.
I odwrócił go.
Obie planety wycofały się na rubieże Układu Słonecznego.
To właśnie Saturn sprawił że Jowisz zatrzymał się.
A potem zawrócił.
I pozostawił wystarczającą ilość materiału budulcowego.

Słów kilka o naszej odporności na choroby

A sam Jowisz?
Chyba w ramach przeprosin.
Za zadymę, którą wywołał.
Podarował nam wspaniały prezent.
Wodę.

Bo wewnętrzne obszary Układu Słonecznego były bardzo suche.
Praktycznie pozbawione wody.
Wracający na swoje miejsce Jowisz.
Ponownie przechodził przez pas asteroid.
Nadal bogaty w sporą ilość komet.
„Pchnął” je do wnętrza Układu Słonecznego.
To że na Ziemi, jest dzisiaj tyle wody.
Zawdzięczamy Jowiszowi.
Który kiedyś spacerował sobie tu i tam po Układzie Słonecznym.

A to jak przy tym narozrabiał.
Odczuł Mars.
I właśnie Ceres.
Piękna planetka, która nigdy nie urosła.

Duży może więcej.
Zboczuchy. Bo jestem pewien, że pomyśleliście o tym samym co na początku.
A Władca Pierścieni wcale nie był taki zły…

 

Post oryginalnie pojawił się na oficjalnej stronie Marcina Andryszczaka na Facebook.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *