Było o krok od tragedii. W sierpniu ubr. myśliwy strzelił w okno mieszkanki Ciekoty (świętokrzyskie). Kula wbiła się w mebel. W październiku ruszył proces, ale na razie nie zapadł żaden wyrok.
Mamy kanapę pod tym oknem. Jakby on siedział, to by mu głowę rozwaliło. I rano bym trupa zobaczyła
Prokuratura chce umorzyć sprawę
Prokuratura wnioskowała o warunkowe umorzenie sprawy. Na to nie zgodzili się poszkodowani.
Byłoby niesprawiedliwe z powodu tego, jaki skutek tak naprawdę to zdarzenie miało zarówno na moją klientkę, jak również jej rodzinę, której plany życiowe się zmieniły
– powiedziała Paulina Ciesielska, adwokat, pełnomocniczka poszkodowanej.
Z zeznań myśliwego wynika, że faktycznie feralnego dnia strzelał z ambony do lisa. Gdy w sierpniu ubiegłego roku z mediów dowiedział się, że kula trafiła w dom, skontaktował się z łowczym, który powiadomił o sprawie policję i przekazał numer Józefa K. Jak zeznał, był przekonany, że jego kula nie mogła dolecieć.
Nie przyznaję się. Pocisk zrykoszetował, w życiu bym nie pomyślał, że pocisk dojdzie, i to przez las
– podkreślał Józef K., oskarżony myśliwy.
Przekonały go dopiero wyniki badań balistycznych. Po niemal roku próbował się dogadać z właścicielką domu.
Syn właściciela mógł zginąć
Gdybym wtedy siedział w pokoju, trajektoria pocisku, który uderzył w szybę, prawdopodobnie trafiłaby w moją głowę. Wszyscy uświadomili sobie, że mogło mnie już nie być
– relacjonował Krzysztof, syn właścicieli domu.
W chwili zdarzenia mężczyzna przebywał u narzeczonej. Jak zeznał, ostrzelanie domu wpłynęło na jego dalsze plany życiowe.
Mieliśmy plan, żeby po ślubie z narzeczoną wybudować dom na działce naprzeciwko rodzinnego domu. Teraz po prostu boimy się tam mieszkać. Ten strzał w okno był gwoździem do trumny
– podkreślił.
Oskarżony myśliwy Józef K. nie przyznaje się do winy. Na wcześniejszej rozprawie twierdził, że strzelał do lisa i był przekonany, że kula nie mogła dolecieć do zabudowań.
Strzelał z tłumikiem?
Podczas poniedziałkowej (15.12) rozprawy, ujawniono nowe okoliczności – feralnego dnia oskarżony miał strzelać z broni wyposażonej w tłumik.
Zdaniem oskarżonego, w sytuacji gdy strzela z broni wyposażonej w tłumik, nie ma możliwości, aby strzał z odległości około 700 metrów był słyszalny.
Niewątpliwie kula utkwiła w szafie, natomiast oskarżony twierdzi, że pokrzywdzeni mijają się z prawdą, sugerując strzały z bliskiej odległości i jego poruszanie się po łące
– zaznaczył mecenas Kluźniak, obrońca oskarżonego
Poszkodowani uważają zaś, że strzał mógł paść nawet z odległości ok. 300 metrów.
Jak w magicznej sztuczce, adwokat oskarżonego wyciągnął tłumik, jak królik z kapelusza.
Po raz pierwszy w postępowaniu pojawia się wątek tłumika. Wcześniej w aktach sprawy nie było żadnej wzmianki na ten temat. To powinna być część materiału dowodowego przy zabezpieczonej broni
– oceniła adwokat Paulina Ciesielska, pełnomocniczka poszkodowanych.
Strony wnoszą o wizję lokalną
Zarówno obrona, jak i pełnomocniczka pokrzywdzonych zgodnie wnieśli o przeprowadzenie wizji lokalnej. Sąd nie przychylił się do poprzedniego takiego wniosku.
Wizja powinna zostać przeprowadzona w sytuacji, gdy ambona znajdowała się w pierwotnym położeniu, bo wiadomo, że później została przestawiona
– argumentowała Paulina Ciesielska.
Sąd nie wyznaczył terminu kolejnej rozprawy.
źródło: kielce.tvp.pl
zob. https://www.youtube.com/shorts/IF85sTtMTWQ
Kancelaria prawna: https://www.adwokatpciesielska.pl/

Po raz pierwszy w postępowaniu pojawia się wątek tłumika. Wcześniej w aktach sprawy nie było żadnej wzmianki na ten temat. To powinna być część materiału dowodowego przy zabezpieczonej broni