O tym nie wiedzieliście…
MIEĆ TAAAAAKIEGO PECHA.

Japonia to fenomenalny kraj.
Piękny.
Inspirujący.
W marcu 1916 roku, Nagasaki wyglądało urokliwie.
Wspaniałe portowe miasto.
Na świat przychodzi mały Tsutomu.
Państwo Yamaguchi są bardzo dumni z syna.

Młody Tsutomu Yamaguchi postanawia pójść w ślady swojego dziadka i rozpoczyna pracę w przemyśle stoczniowym.
Bycie inżynierem.
I kontynuowanie rodzinnej tradycji, jest dla niego bardzo ważne.
Jego ród jest powszechnie szanowany.
Zamożny.
I może się poszczycić długą historią.
Tata kieruje dużym przedsiębiorstwem energetycznym.
Dziadek był znanym armatorem morskim.

W 1930 roku, gdy ma zaledwie 14 lat, ściąga go do siebie Mitsubishi Heavy Industries.
Mozolnie zdobywa wykształcenie.
Tsutomu zostaje, a jakże inżynierem.
Specjalistą od statków.
Projektuje tankowce.

W kraju, powoli rosną nastroje pro-wojenne.
Japonia atakuje Pearl Harbor.
Wybucha wojna.

Tsutomu, jest przerażony.
Często powtarzał, że nigdy by się nie spodziewał, że jego kraj rozpocznie wojnę ze Stanami.
Dalej pracuje w Mitsubishi.
Ale wojna powoli rujnuje japoński przemysł.

Lato 1945 roku.
Tsutomu Yamaguchi opuszcza rodzinne Nagasaki.
Wyjeżdża na 3-miesięczną delegację.
Jedzie do innego wielkiego miasta portowego.
Hiroszimy.

Jest 6 sierpnia.
Wojna w zasadzie się skończyła.
Tsutomu wraca do domu.
Jest już spakowany.
Razem z nim jedzie jego dwóch przyjaciół.
Zasiadają do śniadania.
I ruszają na dworzec.
Zorientował się, że zapomniał swojego Hanko.
Małej pieczątki.
Japończycy używali jej jako podpisu.
Wraca do biura.
Koledzy zostają na dworcu.

Jest 8:16.
Tsutomu idzie wzdłuż doków.

2 sekundy później.
Niecałe 3 kilometry od niego.
580 metrów nad ziemią.
Rozdzierają się bramy piekieł.

W ciągu kilku sekund ginie 78 tysięcy ludzi.
Nuklearna eksplozja niszczy miasto.
Częściowo osłoniła go gruba ściana w porcie.
Wybuch wygenerował niebywały huk.
248 decybeli.
Tsutomu ma uszkodzony słuch.
Błysk go oślepił, gdy się odwrócił.
Ma poparzoną górną część ciała.

Wczołgał się do schronu i zemdlał.

Gdy odzyskał przytomność i nieco wypoczął, miał opatrzone rany przez pielęgniarkę.
Czuł się na tyle dobrze, że mógł poszukać przyjaciół.
Przeżyli.
Obaj.
Jakimś cudem.
Dzień później postanowili, tak jak planowali, wrócić do domu.

8 sierpnia są na miejscu.
W Nagasaki, w szpitalu dostał doskonałą opiekę.
Cały w bandażach, stawił się następnego dnia w biurze.
Ech, ci Japończycy.

Chyba się domyślacie co zaraz napiszę?
Nie, to po prostu niemożliwe.
A jednak…

9 sierpnia.
Godzina 11:00.
Rozmawia ze swoim szefem.
Ten słucha go z rosnącym niedowierzaniem.
Tsutomu opisuje mu przeżycia z Hiroszimy.
Gdy ponownie próbuje dopaść go przeznaczenie…

2 minuty później.
Nad Nagasaki wybucha nuklearne inferno.

I tak jak w Hiroszimie.
W kilka chwil, ginie blisko 80 tysięcy ludzi.

Jakieś obłędne Déjà vu.
Bo Tsutomu jest dokładnie 3 kilometry od centrum eksplozji.
Tak samo jak w Hiroszimie.
Abstrakcja.

Powiedzcie.
Czy można mieć większego pecha?

Przeżył.
Niebywałe.
Tsutomu Yamaguchi.
To człowiek, który przeżył dwie eksplozje jądrowe.
W odstępie raptem 3 dni.
Fizycznych obrażeń praktycznie tym razem nie miał.
Ale pochłonął olbrzymią dawkę promieniowania.
Przez kilka tygodni wymiotował.
Był w strasznym stanie.
Ale mimo to przeżył ten koszmar.
Przeżył dwie eksplozje nuklearne.

To się Bogom chyba nawet nie przyśniło.

Później pracował jako tłumacz w okupowanej Japonii.
I wrócił do projektowania statków.

Stał się, co w jego wypadku raczej nie dziwi, wielkim orędownikiem atomowego rozbrojenia.
Brał udział jako gość specjalny w wielu spotkaniach.
Świadek nuklearnego szaleństwa.

Długo oszukiwał przeznaczenie.
Odnalazło go w 2009 roku.
Nowotwór.
Ten niezwykły inżynier, odszedł mając 93 lata.

Gdy kiedyś złapiecie gumę w samochodzie.
I powiecie na głos.
No rzesz…. ale pech.
Przypomnijcie sobie tego niezwykłego człowieka.
Tsutomu Yamaguchi.
On to dopiero miał pecha.
A może właśnie szczęście…

Materiał ukazał się na oficjalnym profilu Facebook Marcina Andryszczaka. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja