Site icon ZycieStolicy.com.pl

Maciej Dobrowolski, współautor książki „Uwolnić Maćka” w rozmowie z Wojciechem Wybranowskim.

maciek dobrowolski

Maciej Dobrowolski, bez wyroku spędził ponad trzy lata w areszcie śledczym wyłącznie na podstawie zeznań „skruszonego dilera narkotyków”. Za 40 miesięcy pozbawienia wolności otrzymał… 7,5 tys zł. odszkodowania. Od dziewięciu lat walczy, by udowodnić swoją niewinność.

 

Pyt. Policja zapukała do twoich drzwi w 2012 roku

Maciej Dobrowolski:  To był rok znamienny dla każdego kibica piłki nożnej rok, w którym Polska wespół z Ukrainą organizowały Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. Mam wrażenie, że to wydarzenie nie było bez znaczenia na to co dotknęło…

Pyt. Rok, w którym zaczęła się wielka, medialnie nagłośniona wojna ówczesnego premiera Donalda Tuska z kibicami piłkarskimi w Polsce, rok zamykanych stadionów i represji za skandowanie na meczach haseł w rodzaju: „Donald ma Tolę twój rząd obalą kibole”

Odp. Tak, choć w zasadzie można powiedzieć, że kiedy policjanci przyszli po mnie ta wojna już trwała. Na stadionach np. na warszawskiej Legii pojawiało się hasło, o którym mówisz, w Poznaniu kibice rozwiesili transparenty: „Miały być drogi, jest drogi cukier”, kibice zorganizowali „Tuskobus”, który jeździł po Polsce i wyśmiewał rządowe działania. To był czas, gdy populistyczna akcja premiera Tuska i jego zaplecza wymierzona w środowisko kibicowskie niespodziewanie dla polityków spotkało się z kontrakcją tegoż środowiska, co skutkowało zatrzymaniami kibiców, aresztami – jak w Białymstoku czy Płocku, gdzie szykany dotknęły kibiców za transparent: „Tola ma Donalda Donald ma Tole”. Atmosfera była napięta; kibice wytykali rządowi, że brak autostrad, brak lotnisk, niedotrzymanie obietnic w zakresie modernizacji infrastruktury kolejowej przesłaniane jest wojną z jednym ze środowisk, że walka z kibicami stała się zasłoną dymną mającą ukryć, że rząd Tuska nie radzi sobie z problemami społecznymi i gospodarczymi.

Pyt. To był też czas, gdy na jednym z nieoficjalnych „śniadań” w MSZ ówczesny szef resortu spraw zagranicznych powiedział wicenaczelnemu jednej z najwiekszych polskich gazet codziennych, że z Euro ma „iść pozytywny wizerunek Polski”         

Odp. Docierały do nas słuchy, krążyły wtedy w świecie kibicowskim słuchy, że władza obawia się, że możemy w jakiś sposób zepsuć rządowi „radosne święto piłkarskie”, że w danym klubie zatrzymano kogoś, w innym jeszcze kogoś, że wyławiani są liderzy środowiskowi. Nawet rozmawialiśmy na jednym ze spotkań naszego legijnego stowarzyszenia, że teraz pewnie i za Legię się wezmą.

Pyt. Trzeba jednak powiedzieć, że środowiska kibicowskie od lat osiemdziesiątych cieszyły się, często zasłużenie złą opinią. Obok akcji patriotycznych, które powstały w ostatnich latach rozpoznawalni kibice stanowili i stanowią część z grup przestępczych

Odp. Jak w każdym środowisku ludzie są różni. Mam wrażenie jednak, że cała akcja wymierzona w 2012 roku w kibiców nie miała wiele wspólnego ze zwalczaniem przestępczości stadionowej czy gangów, a po prostu była wymierzona w osoby, które animowały i rozkręcały kibicowskie akcje, opowiadały o nich w mediach, próbowały organizować kibiców w stowarzyszenia. No iw ten sposób też trafiono do mnie. Kazano mi otworzyć drzwi, rzucono na ziemię, skuto ręce i zawieziono do prokuratury.

Pyt. Dostałeś zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się rzekomo handlem narkotykami

Odp. Tak. Tyle, że mam wrażenie, że policjanci, którzy po mnie przyszli na polecenie prokuratury sami nie bardzo wiedzieli dlaczego i czego mają szukać. Rozmawialiśmy w furgonetce, poruszali tematy piłkarskie, wszystko co mówili, próby podpytywania się mnie dotyczyły Legii i kibiców Legii. A, że byłem w zarządzie stowarzyszenia kibiców Legii to byłem przekonany,  że to zatrzymanie w ramach jakiejś akcji „Widelec” czy pokłosie walki kibiców z rządem. Wtedy takie zatrzymania, na przykład za to, że ktoś odpalił racę, były częste stąd byłem przekonany, że podobnego zdarzenia może dotyczyć moja sprawa. No i gwałtownie zostałem sprowadzony na ziemię; w papierach jakie przedstawił mi prokurator przeczytałem, że jestem członkiem grupy przestępczej, że mój pseudonim w niej – z którym zetknąłem się pierwszy raz w życiu – to jest „Tłumacz”, i że działając w zorganizowanej grupie przestępczej brałem udział w przemycie z Holandii do Polski znacznej ilości narkotyków.  Prokurator twierdził, że przewiozłem do Polski 650  kg marihuany.

Pyt. W Twoich aktach, z którymi kilka lat temu, gdy przebywałeś w areszcie śledczym, miałem okazję się zapoznać, tylko jedna z osób mówi o Twoim rzekomym udziale w takim gangu. To Marek H ps. „Hanior”, także kibic Legii Warszawa i stołeczny diler narkotyków. Nie widziałem wówczas w materiałach śledztwa żadnych dowodów materialnych, które mogłyby wskazywać, że brałeś udział w przemycie.

Odp. Cały akt oskarżenia wobec mnie oparto za zeznaniach świadka koronnego, wspomnianego przez ciebie  Marka H.  czyli „Haniora” . W mojej sprawie do tej pory nie pojawił się żaden świadek, który potwierdziłby jego słowa. Nie znaleziono śladów narkotyków w moim mieszkaniu, samochodzie, w domu, w firmie, w której pracowałem. Policjanci, którzy weszli do mojego mieszkania chyba nie bardzo wiedzieli czego w ogóle mają szukać, zabezpieczali przede wszystkim materiały kibicowskie, zdjęcia, szaliki. Kiedyś pracowałem w magazynie „Nasza Legia”, miałem sporo zdjęć z trybun i policjanci kilka zdjęć zabezpieczyli. Miałem telefon normalnie na abonament, można było sprawdzić billingi, żaden tajny numer na kartę, prowadziłem z moją ówczesną narzeczoną knajpę, pisywałem do kilku gazet. A żeby było śmieszniej – później się okazało, że zarzuty, które mi postawiono dotyczyły okresu czasu – w którym to miałem jeździć kilka razy w tygodniu do Holandii i przewozić narkotyki – a tak naprawdę pracowałem w dużej firmie developerskiej, przychodziłem na ósmą rano do pracy i wychodziłem o siedemnastej, można było sprawdzić w firmie, że byłem tam codziennie obecny.  Nie mam daru bilokacji, nie mogłem być jednocześnie w firmie i zarazem w Holandii.

            Na wszystkich rozprawach jakie do tej pory się odbyły nie zostałem przez nikogo rozpoznany, oskarżony, mało tego – tak zwana „sześćdziesiątka” czyli „mały świadek koronny”, który w zamian za współpracę z prokuraturą może liczyć na łagodniejszy wyrok powiedziała w sądzie, że nigdy się ze mną nie spotkała, nie znała i nie spotkała. Czyli osoba, która była zainteresowana żeby zeznawać przeciwko mnie powiedziała, że nie wie kim jestem.

                                                                                   

Pyt. Nie bez powodu pytałem cię o świadka koronnego – Marka H ps. „Hanior”. Był on jedynym świadkiem oskarżenia przeciwko innemu kibicowi Legii – Piotrowi Staruchowiczowi ps. „Staruch”, również oskarżonemu o handel narkotykami. Staruchowicz spędził rok w więzieniu po czym został prawomocnie uniewinniony. Sąd uznał, że zeznania świadka są całkowicie niewiarygodne, zdruzgotał wręcz pracę prokuratury mówiąc o naciąganych zarzutach.

Odp. Podobnie wygląda w mojej sprawie. Zostałem dla prokuratora i jego jedynego świadka „Tłumaczem” tylko dlatego, że znam angielski, byłem kilka razy w Holandii, znam się dobrze z kibicami z Hagi, którzy przyjaźnią się z kibicami Legii. Ja się tego nigdy nie wypierałem, moje rozmowy czy esemesy z kibicami z Hagii są w telefonie, byłem tam kilka razy na meczach, ale wszyscy ludzie, z którymi tam się spotykałem to normalni ludzie, pracują, mają swoje firmy, żaden z nich nie jest skazany czy oskarżany o przestępstwa.  Samego „Haniora”, który mnie pomówił spotkałem może raz w życiu na wigilii kibicowskiej, on mógł o mnie więcej wiedzieć, bo redagowałem wtedy magazyn „Nasza Legia”. Mam wrażenie, że padło na mnie, bo z racji zaangażowania, pewnej medialnej rozpoznawalności byłem dla prokuratora łatwym i zarazem ciekawym celem.

Pyt. Jeden świadek oskarżenia, brak dowodów materialnych na popełnienie przestępstwa i areszt…

Odp. To może jest temat na inną rozmowę, ale uważam, że nigdy nie będzie w polskim sądownictwie dobrze jeśli tyle do powiedzenia będą miały tzw „sześćdziesiątki” czyli przestępcy, którym daje się szanse na mniejszą karę lub nawet wolność jeśli będą współpracować z prokuraturą. Prowadzi to zbyt często do sytuacji, w której taka „sześćdziesiątka” papla co mu ślina na język przyniesie byle tylko zadowolić i spełnić oczekiwania prokuratora, uzupełnić mu to co on uważa, a na co nie ma materialnych materiałów dowodowych.  W środowisku kibicowskim głośno jest o sprawie kibiców dwóch klubów piłkarskich, w których gronie „sześćdziesiątki” zaczęły kłócić się

 między sobą kto pierwszy będzie kogo obciążał w zamian za wolność. A przecież to zwykli przestępcy, którzy złamali prawo, a tak się boją odpowiedzialności, że są gotowi obciążać innych, byle samemu nie iść do więzienia. Ich słowa powinny być szczególnie dokładnie weryfikowane, a tak się nie dzieje, są przyjmowane jak wyrocznia.  I później są takie sprawy jak moja; prowadzisz normalne życie, nie łamiesz prawa, masz swoje plany i z dnia na dzień dowiadujesz się, że należałeś do grupy przestępczej i handlowałeś narkotykami. Jak się masz przed tym bronić, gdy prokuratura i sądy traktują taką „sześćdziesiątkę” jak wiarygodne źródło?

Pyt. Prokurator wnioskował o areszt, sąd się przychylił. Jak to zwykle bywa, gdy pada zwrot „zorganizowana grupa przestępcza”

Odp. A ja nigdy nie byłem przecież za nic skazany, przed moim zatrzymaniem miałem dobrą, ciekawą pracę, miałem narzeczoną, z która planowaliśmy wziąć ślub, miałem pewne plany zawodowe na przyszłość. Może ktoś liczył, że jak mnie zamknie i postraszy, że będę długo siedział w więzieniu to  podpisze im każdy papierek. A dla mnie honor rzecz święta, nie mogę się przyznać do czegoś czego nigdy nie zrobiłem.

Pyt. Siedziałeś w areszcie czterdzieści miesięcy. Ponad trzy lata.

Odp. Tak, cyklicznie pani sędzia Aleksandra Kussyk cyklicznie odrzucała moje wnioski o zwolnienie przekonując, że rzekomo mogę uciec z kraju, mataczyć w śledztwie, naciskać na świadków. Kiedy moim aresztem zainteresowali się dziennikarze: Wiadomości, Polsatu, pisało „Do Rzeczy”, kiedy kibice w całej Polsce zorganizowali społeczną akcję #UwolnićMaćka, wreszcie kiedy w sprawie interweniowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka i jej ówczesny szef Adam Bodnar, pani sędzia znalazła kolejny pretekst. Ogłosiła, że medialne zainteresowanie sprawą to forma nacisku na sąd i utrudnia jej prowadzenie postępowania. Była oburzona, że jak to ktoś śmiał w mediach w ogóle pisać, że młody facet bez wyroku siedzi w więzieniu trzy lata czy podważać standardy jej pracy.

Pyt. Pani sędzia dziś też jest oburzona, że ktoś chce oceniać i rozliczać sędziów, aktywnie opowiadała się przeciw reformie wymiaru sprawiedliwości.

Odp. A wtedy też Naczelna Rada Adwokacka wystawiła bardzo krytyczną opinie na temat działań sędzi Kussyk w mojej sprawie. Mnie zastanawia dlaczego pani sędzia tak bardzo obawiała się nadzoru, pewnej kontroli dziennikarzy nad jej pracą w mojej sprawie, nigdy nie zgadzała się na filmowanie i nagrywanie rozpraw… A ja cały czas mówię, jeśli ktokolwiek potrafi udowodnić, że zrobiłem coś złego to nie mam problemu z tym żebym poniósł odpowiedzialność. Ale niech to będzie mi udowodnione rzetelnie, uczciwie, na podstawie konkretnych dowodów, a nie jakimś półjawnym procesie, na podstawie pomówień byłego gangusa, który spełnia oczekiwania prokuratury. A ja czterdzieści miesięcy byłem przetrzymywany w areszcie bez dowodu. Wszystkie nasze wnioski, wszystkie prośby były przez panią sędzię Kussyk z automatu odrzucane, utrudniana była jakakolwiek korespondencja z bliskimi. Przez te czterdzieści miesięcy siedziałem w czterech aresztach i cały czas miałem widzenia tylko przez plastikową szybę oddzielającą mnie od rodziny.

Pyt. W tym czasie kibice, najpierw Legii, a później niemal wszystkich klubów w całej Polsce zorganizowali akcję „#Uwolnić Maćka”

Odp. Pewnego razu, jeden z policjantów prowadzących mnie z transportu na salę sądową powiedział do mnie:” Słuchaj Maciek”- ten policjant zupełnie mi nieznany mówi – „Będzie mecz dla ciebie”. Tak na niego popatrzyłem, myślę sobie „coś mu się popieprzyło, policjant mi tu o meczu mówi”, a on dodaje: „kibice organizują mecz dla ciebie, rozpoczęła się akcja #UwolnićMacka. Mają być kartki pocztowe wysyłane do aresztu, mają być koszulki, transparenty na meczach”. Myślę sobie, co on tam wie, pewnie jakaś prowokacja policyjna. A później patrzę w celi w telewizor i jest program na mój temat, ktoś mi podrzucił gazetę, bo był wywiad z moim tatą,kandydujący na prezydenta Andrzej Duda się wypowiedział i tak moja sprawa stała się głośna.  Ktoś mi może powiedzieć: „a tam pieprzysz człowieku, więzienia są pełne takich co to mówią, że są niewinni”. Ja wiem, że jestem niewinny, ale ok, tylko proszę powiedzieć jak można trzymać człowieka czterdzieści miesięcy w więzieniu nie przedstawiając mu żadnych dowodów winy.

Pyt. Wspomniałeś o swoim tacie. Wiem, że w pewnym momencie poszedł do ówczesnego ministra sprawiedliwości Borysa Budki prosząc, by ten z racji pełnionego stanowiska przyjrzał się działaniom prokuratury i sądu.

Odp. Mój tata stwierdził, że trzeba o mnie walczyć, to już były trzecie święta Bożego Narodzenia, które spędzałem w areszcie, w tym czasie umarła moja babcia, rozstałem się z narzeczoną, moje życie bardzo mocno się zmieniło. Ja też napisałem list do ministra Budki. Mój tata spotkał się w pewnym momencie z panem Borysem Budką, rozmowa trwała może z pięć minut, ale minister sprawiedliwości rozłożył ręce i powiedział, że nic nie zrobi, bo „sądy są niezawisłe”, i że skoro jest jak jest to znaczy, że tak musi być.

Pyt. Zostałeś zwolniony za kaucją – 50 tys zł – pod koniec września 2015 roku. Od tego czasu minęło już ponad pięć lat. Nie uciekłeś z Polski mimo że jeździsz do Holandii, nie mataczysz w śledztwie. Mimo to, mimo licznych wniosków, pieniędzy ci nie zwrócono.

Odp. To prawda. Raz sąd zgodził się na oddanie 10 tys zł z tej puli, ale kiedy pojechałem do sądu odebrać pieniądze to pani w pokoiku powiedziała, że „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Trochę to trwało, ale po nagłośnieniu sprawy przez media interweniowała pani poseł prof. Krystyna Pawłowicz i ostatecznie te 10 tys zł oddano. Z pozostałych pieniędzy- ani grosza.  Ale wiesz co mnie jeszcze uderzyło? Dwa miesiące po moim wyjściu na wolność prokuratura uchyliła mi zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Uznała, że nie ma na to dowodów. Czyli, gdyby ten zarzut spadł wcześniej zapewne dużo wcześniej wyszedłbym na wolność.  Prokuratura podtrzymywała go bez dowodów tylko po to,,by mieć czym uzasadniać kolejne wnioski o  przedłużenie aresztu.   

Pyt. Sędzia Kussyk, która zastosowała w twoje sprawie areszt, w mojej ocenie  można go nazwać wydobywczym, już jej nie prowadzi. Zastąpił ją inny, znany dziś sędzia Piotr Gąciarek.

Odp. Po moim wyjściu na wolność odbyło się kilka wokand na których oczywiście byłem, adwokaci już zaczęli mówić, że niebawem, że może jeszcze rok i w  mojej sprawie zostanie wydany wyrok, po czym dotarła do mnie informacja, że pani sędzia Aleksandra Kussyk rzuca sprawę. A to oznacza, że całe postępowanie musi być prowadzona od nowa, włącznie z analizą materiałów dowodowych, ponownym przesłuchaniem świadków, odczytywaniem zeznań etc. Czyli wydłuża się postępowanie o kilka lat. Czy państwo polskie zdaje sobie sprawę, że my cały ten czas płacimy za adwokatów? 

Ale uwaga, zgodnie z przepisami powinien ją zastąpić wylosowany sędzia. Kogo przypadkiem z grupy sędziów wylosowano? Otóż sędziego Piotra Gąciarka, który przychodził na moją sprawę w charakterze obserwatora, o obserwatora, o którego sami prosiliśmy wcześniej, bo wiele z działań sędzi Kussyk budziło nasze zastrzeżenia, i który nigdy nieprawidłowości się nie dopatrzył i który zarzucał, że to my utrudniamy prowadzenie sprawy. Akurat ten sędzia w wyniku losowania nam się trafił. Prawda, że ciekawy przypadek?      

Pyt. Składałeś skargę na przewlekłość postępowania?

Odp. Wielokrotnie, na ten temat wypowiadał się też Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Ale skargi odrzucano. Dopiero skarga na przewlekły areszt do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu zaowocowało tym, że państwo polskie za 40 miesięcy pozbawienia wolności zaoferowało wypłacenie mi odszkodowania za czas niesłusznie spędzony w areszcie  w wysokości… 7,5 tys zł. Dzień mojego pobytu w więzieniu wyceniono na 5 zł.    A przez ten czas kiedy siedziałem w areszcie straciłem narzeczoną, wielu moich kolegów zdążyło założyć rodzin, postarać się o dzieci, rozwinąć swoje firmy, zmieniać pracę, pokupować mieszkania, prowadzić normalne życie. Aja przez cztery lata zmieniałem tylko areszty. Gdy wyszedłem mocno pomogli mi koledzy, również klub Legia, któremu kibicuję od dziecka, wyciągnął pomocną dłoń i zaproponował pracę. Natomiast wszystko dookoła się zmieniło.

Pyt. Rusza dziewiąty rok od zatrzymania…

Odp. Są przesłuchiwani świadkowie, ci sami, którzy byli już przesłuchiwani, czekają nas wyjaśnienia. Sprawa trwa.   Ale w moim życiu nic już nie jest takie samo. Wszystko się zmieniło. To były cztery lata zmarnowane, wyrwane z życiorysu, ukradzione mi. Ktoś kiedyś zapytał – na ile bym wycenił swój pobyt w więzieniu.  Nie potrafiłbym tak. Wolności nie da się wycenić. 

Bo jak wycenić to, że nie mogłem być na pogrzebie swojej babci, że nie mogłem z rodzicami spędzić świąt Bożego Narodzenia, a z kolegami pojechać na fetę mistrzowską po zdobyciu przez Legię tytułu Mistrza Polski? Tego nie da się przełożyć na pieniądze, to są sprawy niepoliczalne i niematerialne. Dla mnie bezcenne.   

Pyt. Jesteś też współautorem książki „Uwolnić Maćka” , którą jakiś czas temu napisałeś z Łukaszem Kowalskim, po wyjściu z aresztu na wolność, a którą dzisiaj można kupić na przykład na Allegro.

Odp. Tak napisałem ją by pokazać jak działa system. Jak łatwo stracić wolność, bez cienia dowodu, bez jakichkolwiek materiałów obciążających, a tylko na podstawie zeznań bandyty, który tak się boi więzienia, że idzie na współpracę z prokuraturą i obciążą, często bezpodstawnie, wskazane osoby. Nie opisałem w niej wszystkiego, bo nie chciałem denerwować moich rodziców, czy robić z siebie jakiegoś bohatera, którym przecież nie jestem. Nigdy nie byłem żadnym celebrytą, dlatego też książka nigdy nie była reklamowana, nagłaśniana. Pomagali mi kibice i ludzie, którzy znali temat.  

Kiedy pracowałem na Legii miałem normalne życie, teraz przyszedł koronawirus i pracę straciłem, a książki stały się moim kołem ratunkowym, bo ja niczego nie chcę od nikogo za darmo.  Więc jakby ktoś chciał przeczytać o całej historii to może skontaktować się ze mną na Twitterze czy Instagramie albo znaleźć książkę na Allegro.

            I nie myśl, że ja ci się tu żalę, wypłakuję, bo przecież jest bardzo wielu ludzi, którzy mają znacznie poważniejsze problemy niż ja. I chciałbym to bardzo mocno podkreślić. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się w naszym gronie legijnym, że pan Zdzisław z Żyrardowa, starszy mężczyzna lat 70, kibic Legii stracił w pożarze mieszkanie i dobytek całego swojego życia. Przed świętami Bożego Narodzenia samotny starszy człowiek został bez środków do życia.

            To są prawdziwe dramaty. Robimy z kibicami zbiórkę dla niego. U mnie, dziękować Bogu zdrowie jest i to jest najważniejsze, ale z czego trzeba żyć, więc napisałem książkę.   

Pyt. Kiedy zaczęła się twoja sprawa to kibice byli na wojnie z władzą, dziś z rządem – innym- walczą sędziowie.

 

Odp. Ja bym bardzo chciał żeby moja sprawa była prowadzona obiektywnie i apolitycznie, żeby nie patrzeć na nią przez pryzmat polityki chociaż zaczęła się w pewien sposób od polityki. Chciałbym mieć możliwość sprawiedliwego procesu i obrony.  Nie chcę walczyć teraz z całym systemem, opowiadam o tym co mnie spotkało, jak  człowieka może zniszczyć świadek koronny czy mały świadek koronny i nadgorliwy prokurator czy sędzia. I tu chciałbym wszystkim, zwłaszcza kibicom, którzy siedzą dziś po zeznaniach „sześćdziesiątek” życzyć wytrwałości, wiary w to, że ich sprawa zostanie szybko, rzetelnie i sprawiedliwie zbadana.

Wojciech Wybranowski                                    

Śmierć w sądzie. 78-latka zmarła na rozprawie