Nie ma na świecie bardziej przyjaznego zwierzątka, niż polityk przed wyborami. Byt takowy łasi się do obywatela niczym ratlerek do pańskiej nogi. Gotów jest powiedzieć i obiecać wszystko, nie bacząc na logikę i prawdziwość artykułowanych fraz. Słowa: „demokracja”, „wolność” czy „praworządność” odmieniane są tak intensywnie, że językoznawcy powinni mocno zastanowić się nad okresowym zwiększeniem liczby przypadków w deklinacji, aby mowy te były bardziej soczyste i bujne. Przed elekcją polityk odkrywa często ze zdumieniem, że w jego macierzystym kraju istnieje coś takiego jak podatki i składki na system ubezpieczeń społecznych oraz, iż daniny owe są horrendalnie wysokie. Dysząc z oburzenia i zaciskając pięści, z wściekłością wrzeszczy na wiecu, że to skandal niebywały, zaś urzędników, którzy owe należności ściągają należy wysłać do odśnieżania Jakucka, aby skruszeli. Gawiedź słucha wybrańca z rozdziawionymi gębami, wybałusza ślepia z podziwu, wciąga w plebejskie nozdrza nieznaną dotąd woń drogich perfum lub ekskluzywnej wody kolońskiej i już wie, że po tych wyborach zamieszka w krainie wiecznej szczęśliwości, gdzie automaty do lodu będą serwować diamenty wielkości Koh-i-noora, zaś kupka złomu leżąca od lat w pokrzywach okaże się kompilacją stopu białego złota z platyną. Warunek jest tylko jeden – należy wrzucić do urny tę właściwą i niepowtarzalną kartę wyborczą.

Karta wyborcza wrzucona do urny, po raz pierwszy lub kolejny wynosi polityka na piedestał. Wówczas okazuje się, że podatki są niezbędne, a ich wysokość mieści się jednak w granicach normy, bo choćby w takiej Górnej Wolcie są one jeszcze wyższe. Ba, często wychodzi na jaw, że tak naprawdę należałoby je jeszcze podnieść, gdyż ambitny plan rozbudowy regionu, opracowany przez ekspertów zatrudnionych w ugrupowaniu naszego bohatera, wymaga finansowania, a dotychczasowe wpływy tego, niestety, nie zapewniają. Kiedy ktoś nierozważny stwierdzi ze zdumieniem, że nigdzie nie może odnaleźć obiecanych kamieni szlachetnych i drogiego kruszcu, wtedy dowiaduje się, iż realizacja obietnicy musi poczekać, gdyż blokuje ją wraża opozycja, ziejąca nienawiścią i pałająca żądzą zemsty za porażkę. Niekiedy tylko przez głowę wyborcy przemknie myśl, że dał się nabrać na gładkie obietnice, po czym zaklnie on szpetnie pod nosem i pójdzie do swoich zajęć, bo przecież zbliża się termin spłaty kolejnej raty kredytu i trzeba na nią zarobić. Nieborak musi pogodzić się z faktami i bardzo rzadko marzy o czynie rewolucyjnym, mającym na celu pozaprawne odebranie władzy tym, których wyłonił plebiscyt wyborczy.

Plebiscyt wybroczy dał w niemieckiej Turyngii zwycięstwo tamtejszej Lewicy. Rzecz cała miała miejsce 27 października 2019 roku, a największe zainteresowanie komentatorów wzbudził fakt, że antyimigranckie, nacjonalistyczne ugrupowanie – Alternatywa dla Niemiec (AfD) – zajęło drugie miejsce. Jakby nieszczęść było mało, partia podwoiła dotychczasowy wynik i stała się poważnym graczem erfurckiej sceny politycznej. Zaodrzańscy politycy i żurnaliści skupili się na trudnościach, jakie czekają kraj związkowy ze sformowaniem rządu, nawet nie przebąkując, że AfD może być do władzy dopuszczona. Nikt nie chciał się pochylić nad źródłem porażki chadeków z CDU i socjaldemokratów z SPD, ale wszyscy rzucili się do ostrzegania przed „pełzającym nazizmem nacjonalistów”. Na wzajemnych przepychankach mijały tygodnie, a Bodo Ramelow, lider zwycięskiego ugrupowania, nie był w stanie utworzyć stabilnego rządu. Wreszcie, dzięki bardzo egzotycznemu kompromisowi zawartemu pomiędzy Wolną Partią Demokratyczną (FDP), AfD i… CDU premierem landu wybrano polityka FPD, Thomasa Kemmericha.

Thomas Kemmerich cieszył się swoim premierostwem jedną dobę. Wrzask, jaki podniesiono nad Sprewą spowodował, że dobrowolnie zrzekł się urzędu. Owo zrzeczenie przypominało nieco podpisanie weksla in blanco z lufą pistoletu przystawioną do skroni, ale 6 lutego, 24 godziny po jego wyborze, było po wszystkim. Pragnę zwrócić uwagę Czytelników na jeszcze jeden aspekt – wypracowanie konsensusu międzypartyjnego trwało w Turyngii ponad kwartał. Jeśli ktoś sądzi, że to długo, muszę przypomnieć, iż utworzenie czwartego gabinetu kanclerz Angeli Merkel zajęło nieomal pół roku. Nie, Drodzy Państwo, rzecz nie dzieje się w Afryce, gdzieś pomiędzy Kampalą, a Gitegą. Rzecz dzieje się w państwie aspirującym do roli wiodącej siły Unii Europejskiej. Dla porównania, w kraju rządzonym ponoć przez dyktatora Kaczyńskiego Jarosława, Beata Szydło utworzyła swoją radę ministrów w trzy tygodnie od elekcji, a drugi gabinet Mateusza Morawickiego został skomponowany w miesiąc. Należy koniecznie zadać sobie pytanie – gdzie w tym wszystkim jest wola niemieckich wyborców? Jak to się stało, że ich decyzja została całkowicie zdeprecjonowana przez naciski partyjno-administracyjne? Czy taka będzie cała europejska demokracja? Nie jestem miłośnikiem niemieckich nacjonalistów, ale zdecydowanie jestem demokratą. Skoro żaden sąd czy trybunał nie podważył prawa AfD do funkcjonowania, to znaczy, że partia ma legitymację do sprawowania władzy. Jeśli zaś reprezentuje poglądy niezgodne z niemieckim prawem, to trzeba ją zdelegalizować, ale także w duchu prawnym. Sytuacja jest zawiła i mam nadzieję, że nasze MSZ ją monitoruje, a my wszyscy zadamy sobie trud myślenia nad faktyczną mocą karty wyborczej.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 10 lutego 2020 r.

One Comment on “Karta Wyborcza”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *