O tym nie wiedzieliście…
GRANITOWI LUDZIE.
Wiecie może jak się mierzy poziom odwagi?
Ludzkiej odwagi?
Kto jest najodważniejszy?
Najdzielniejszy?
Gdyby ktoś Wam zadał takie pytanie.
Co byście odpowiedzieli?
Niektórzy by pewnie dopytali, ale w jakim sensie odważny?
To może inaczej.
Kim są ludzie.
Którzy bez chwili wahania.
Zaryzykują wszystko.
Dosłownie wszystko.
Ot tak.
Tylko po to by komuś … pomóc?
Lato 2013 roku.
Arizona.
Bardzo upalne lato.
Temperatura momentami sięga 40°C.
Absurdalna susza.
Małe górnicze miasteczko Yarnell.
Wokół piękne wzgórza.
I piękne widoki.
Właśnie te piękne wzgórza.
W pewno piątkowe popołudnie.
Oraz jeden drobny przypadek … skończyły się katastrofą.
Wzgórza były pokryte dużą ilością roślin.
Drzew, ale głównie krzewów.
Krzewów, które upał i susza zamieniły w nieprzebrane ilości wyschniętego paliwa, które tylko czekało.
Na jeden impuls.
Starożytny, Indiański Bóg Piorunów czekał cierpliwie.
W tej okolicy nie było pożaru od 45 lat.
Piątek 28 czerwca.
17:40.
Niewielka, letnia burza.
Piorun uderza w jedno ze wzgórz.
Wysłano samolot obserwacyjny.
Trochę dymu.
Tli się raptem kilkaset metrów kwadratowych.
Teren … trudno dostępny.
W pobliżu nie ma żadnych zabudowań.
Jest decyzja oficjeli:
Pożar raczej się nie rozwinie.
Nie działamy teraz.
Szykujemy zasoby na następny dzień.
Jedna decyzja.
Jedna katastrofalna decyzja…
Rano zdziwienie.
Bo płonie już hektar terenu.
Ognisty demon rozpędza się.
Po kilku godzinach, nienasycony, pochłonął 40 hektarów.
A ma co pożerać.
Sucho jak pieprz.
Walka z ogniem już na poważnie.
Samoloty gaśnicze
Do walki ruszają kolejne zespoły.
Coś co wydawało się niemożliwe…
Yarnell jest zagrożone.
Samoloty zrzucają wodę z środkami inhibicyjnymi.
By odgrodzić ogień od miasta.
Wygląda to nieźle.
Uda się.
Nic z tego.
O 16:00 wiatr przybrał na sile.
Ogień zrobił głęboki wdech.
I ruszył na stanowiska obrony strażaków.
Przeskoczył wszystkie linie obrony.
Gwałtownie podpalał kolejne obszary.
Kilka godzin później.
Nad ranem 30 czerwca.
Pochłonął 200 hektarów.
Był bezlitosny.
Na polu bitwy pojawiają się Granite Mountain Hot Shots.
Hot Shotsi to nie są zwyczajni strażacy jakich znamy.
Nie wchodzą do budynków.
Nie wspinają się po drabinach.
Nie gaszą wodą.
Oni walczą z ogniem w lesie i na otwartej przestrzeni.
Jak pod Yarnell.
Dźwigają 20-25 kg sprzętu.
Siekiery, piły, specjalne motyki i wypalarki.
Piłami łańcuchowymi wycinają to co ogień może spalić.
A resztę sami podpalają.
Tworzą granice dla ognia.
Po to by go na nich zatrzymać.
Tworzą pas gołej ziemi na drodze ognia.
Wymaga to … niezłej odwagi.
Ale natura jest bezlitosna.
Dochodzi 16:00.
Nadciągnęła silna burza.
Porywisty wiatr.
Dźgnięty tlenową ostrogą ogień runął na miasto.
Wszystkie ekipy skierowano do jego ratowania.
Zespół Granite Mountain został na swojej pozycji.
Przeciągnęli pas bezpieczeństwa od zachodu.
Ale ogień obszedł ich pozycję.
Musieli uciekać.
Eric Marsh, szef teamu, zameldował:
„Schodzimy ścieżką ewakuacyjną do strefy bezpiecznej”.
Dotarli do skraju małego wąwozu.
Zobaczyli skrót prowadzący do rancza (będącego tą bezpieczną strefą, otoczoną oczyszczoną z roślin ziemią).
I wtedy od północy nadeszła kolejna burza.
Podmuchy wiatru – 80 km/h.
Szalejący, ogień dostał potężny zastrzyk tlenowej adrenaliny.
Wysokość płomieni podwoiła się.
Ogień gwałtownie przyspieszył.
Ominął zabezpieczone ranczo i ruszył na nich.
Ludzie Marsha zrozumieli, że są w pułapce.
Po chwili zza północnego zbocza wąwozu wyłoniła się ściana ognia, podpalając wszystko na swej drodze.
Huragan ognia gnał w ich stronę z niewiarygodną prędkością.
Marsh wydał rozkaz rozłożenia osłon przeciwogniowych.
O 16.40 nadał komunikat:
„Arizona 16, tu Granite Mountain Hotshots, nasza ścieżka ewakuacyjna została odcięta.
Rozkładamy osłony.
Wypalamy wszystko wkoło nas.
Dam znać, gdy będziemy pod osłonami”.
Gdy to mówił, w tle słychać było pracujące pilarki.
Mieli raptem kilkanaście sekund.
Po chwili odrzucili jak najdalej:
– plecaki,
– piły,
– zbiorniki z paliwem.
Wszystko, co mogło się zapalić od ogromnego żaru.
Kolumna dymu miała kilometr wysokości.
Wyciągnęli płachty ognioodporne.
Wtedy dopadł ich ogień.
Ognista ściana miała 15 metrów wysokości.
I temperaturę 1000°C
Strażacy trzymali się razem.
Rozkładali osłony.
Ostatnią deskę ratunku.
Schowali się pod nimi.
Nie udało się zrzucić wody na ich pozycję z samolotów.
Dym był zbyt gęsty.
Nie wiadomo, gdzie dokładnie byli.
Gdy ogień pognał dalej, wtedy poleciał śmigłowiec.
Całkowicie wypalony wąwóz.
Stopiony i spalony sprzęt.
I … zniszczone wszystkie osłony przeciwogniowe.
Są skuteczne … przez kilkanaście sekund.
Ochronią jeśli ogień szybko przejdzie nad tobą.
Rozszalały ognisty demon nie dał im szansy.
Był zbyt potężny.
Zbyt gorący.
Osłony nie wytrzymały ogniowej nawałnicy.
Zginęli wszyscy.
Cały oddział.
19 strażaków…
Ocalał jeden z nich, był na wzgórzu. Na czujce, uratował go inny oddział.
Pożar udało się pokonać dopiero 10 lipca.
Pochłonął 200 domów.
3.400 hektarów lasów.
Elitarna Ekipa Granite Mountain.
Wsławili się wieloma brawurowymi akcjami.
Uratowali wielu ludzi.
Byli wyjątkowi.
Brawurowo odważni.
Trzeba takim być by wykonywać tą robotę.
Po co to wszystko piszę?
Właśnie obchodziliśmy ich święto.
Najodważniejszych ludzi na świecie.
Strażaków.
Walka z ogniem ma drugi front.
Na którym „walczą” inżynierowie i naukowcy.
Człowiekiem, który zrewolucjonizował pożarnictwo był…
Antoni Szczerbowski.
Genialny polski strażak i inżynier.
Konstruktor uniwersalnej rozkładanej drabiny pożarniczej.
Używanej przez blisko 100 lat.
Na całym świecie.
Rok temu.
Krakowscy inżynierowie pracujący na zlecenie Motoroli.
Opracowali rewolucyjny system rozszerzonej rzeczywistości.
Motorola Firefighters Mixed Reality.
Dzięki ich pracy można będzie na zupełnie innym poziomie zarządzać zespołami strażaków.
Na bieżąco monitorując ich parametry życiowe.
I czynniki zewnętrzne.
Czyniąc gaszenie pożarów, sieciocentrycznym, wirtualnym polem walki.
Strażacy.
Oraz wspierający ich naukowi geniusze.
Najwięksi Herosi na Ziemi.
Granitowi Ludzie…
Zdjęcia: Geoglobo, Radio Olsztyn, OSP Kęty, VRScout

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja