Kiedy piszę do moich Czytelników niniejsze słowa, to dusza Ghasema Solejmaniego, otoczona hurysami pląsa beztrosko po łąkach mahometowego raju, a szczątki doczesne generała spoczywają na cmentarzu w jego rodzinnej miejscowości, Kermanie. Jest już także po irańskim ataku rakietowym na irackie instalacje wojskowe, deklaracji Donalda Trumpa o zaniechaniu działań odwetowych i pierwszym szoku po zestrzeleniu ukraińskiego samolotu pasażerskiego. Co się zmieni na świecie, zapytacie Państwo? Odpowiem – nie zmieni się dosłownie nic. Nastąpi kolejny cykl działań, jakich mieliśmy możność obserwowania wiele w przeszłości. Mój kuzyn Tomek z Zubek Dużych, malowniczej miejscowości położonej w województwie łódzkim, zbędzie okazyjnie dwie jałówki, gdyż kupił najstarszemu synowi mieszkanie w Rawie Mazowieckiej i musi opłacić rejenta oraz uiścić podatek. Ciotka Hela, wdowa z trzydekadowym stażem, podrepce na cmentarz w Krzemienicy, aby po raz nastotysięczny pomodlić się za duszę swojego Stania, tego samego, co to go przygniótł, koziołkujący w przydrożnym rowie, traktor. Studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego pewnie zmniejszą intensywność włóczęgi po krakowskich knajpach i przysiądą fałdów w akademikach, ponieważ zimowa sesja zbliża się wielkimi krokami, więc w dobrym tonie byłoby uzyskać pozytywną notę do indeksu. Kohorty analityków zajmą miejsce przy biurkach i zaczną pisać sążniste epistoły, z których będzie jednoznacznie wynikało, że wszystkie wydarzenia dawno przewidzieli, dawali o nich znać w sposób zawoalowany, a jeśli ktoś ośmieli się poprosić o dowody ich twierdzeń, wtedy zostanie okrzyknięty laikiem i siewcą fermentu. Wypełzną także spod kamieni, lekko jeszcze wystraszeni, poszukiwacze dużych pieniędzy i znów rozpoczną swój zwyczajowy jazgot, gdyż trzeba spróbować nasycić przepastne konta bankowe, a wszelakiego rodzaju konflikty zbrojne poważnie zakłócają ich „łupieżczą” działalność. Niebawem znów zobaczymy ich na szklanych ekranach i usłyszymy w radiowych głośnikach, bowiem oni z tego żyją i dlatego stworzyli obecną erę pustego wrzasku.

Era pustego wrzasku rozpoczęła się w bliżej nieokreślonym momencie, kiedy ktoś zauważył, że można nieźle funkcjonować, tworząc wyłącznie ferment i zawieruchę. Masowa dostępność mediów niesamowicie ułatwiła takowe czynności, toteż raz po raz dowiadujemy się, że odziany na pomarańczowo osobnik przykuł się kajdankami do drzewa i zażądał od lokalnego sołtysa podstawienia zatankowanego tramwaju z wyszkoloną załogą, milionem dolarów w bilonie oraz dokładnymi planami Berlina Zachodniego. Dekady temu, przebrzmiały aktor pomylił dwór w Lubiczu ze stołeczną galerią, siekąc wściekle karabelą konterfekty innych komediantów, których największą przewiną było przyodziane hawajskich uniformów na czas kreowania roli filmowej. Powstał tumulcik, gdyż kamery telewizyjne skrzętnie ów akt szermierczy odnotowały i przekazały gawiedzi, która rozdziawiła gęby z podziwu. Co prawda złe języki zaczęły szeptać o skrytej, podstępnej reżyserii owego teatrum i braku w nim jakiekolwiek spontaniczności, ale zawistnicy znajdą się zawsze i wszędzie, a wystawa przeżyła swój renesans, gdyż w dobrym tonie było jej odwiedzenie, naturalnie po uprzednim uiszczeniu sowitej opłaty. Innych zszokował łysawy, podtatusiały minstrel, od lat walczący o wolny dostęp do kubizmu dla Pigmejów. Stwierdził on, że porzuca na zawsze śpiew, gdyż cierpią na tym roztocza w kołdrze sąsiadki i nie ma to najmniejszego związku z faktem, iż jego ostania płyta rozeszła się w oszałamiającej ilości egzemplarzy, szacowanej wstępnie na dwa lub nawet trzy tuziny. Wymienione osoby łączy jedno – walka o ideały do ostatniego tchu, a tylko w podstępnym mózgu autora niniejszego tekstu wykluwa się czasem wredna myśl, że dech ten ostatni wydawany jest w dniu wygaśnięcia intratnego kontraktu.

Intratne kontrakty, nawet te zawierające astronomiczne kwoty, nie skierowały do tej pory żadnych działaczy z organizacji walczących o czyste powietrze do Teheranu. Po co mieli by tam jechać? A choćby po to, aby wyrazić swój sprzeciw przed siedzibą ajatollaha Alego Chameneiego. Czy są sobie Państwo w stanie wyobrazić, ile tlenu zużyły silniki dziesiątków rakiet wystrzelonych przez Iran? Przecież to musi być katastrofa ekologiczna dla regionu! Oburzające jest, co wyrabiają wyznawcy Proroka! Lećcie tam i protestujcie wszyscy ci, którym los planety Ziemi leży na sercu! Aby zmniejszyć ślad węglowy zabierzcie ze sobą na pokład statku powietrznego wszystkich prawników Komisji Florenckiej, Genueńskiej lub jakiekolwiek innej! Niech zbadają praworządność w państwie Hasana Rouhaniego! Jestem święcie przekonany, że potomkowie Dariusza Wielkiego z szacunkiem pochylą swe głowy w kefijach przed majestatem wielkich znawców demokracji i pokornie przyjmą do realizacji ich wszystkie zalecenia, bo przecież nie ma na świecie większych autorytetów.

Cisza po burzy

Autorytety długo się tam nie pojawią. Autorytety przyczają się w czeluściach swoich gabinetów i poszukają innego, koniecznie bezpiecznego zajęcia. Po kilku tygodniach, gdy najgorsze minie, najgłupsi z nich dadzą ostrożny głos na szpaltach „Jakigośtam Timesa” i wyartykułują w kilku frazach swoje zdanie, z którego nie będzie wynikało dosłownie nic. Nie po to zarabiają krocie, aby kryć się do końca życia, jak Ahmed Salman Rushdie, autor „Szatańskich wersetów”. Nie po to mają świat u stóp, by narazić się na gniew jakiegoś fanatyka religijnego, który, na środku ulicy, w narkotycznym szale może pchnąć nożem, wzywając przy tym swego Allaha. Te autorytety są tak wyselekcjonowane, że ich sprawność kończy się w momencie, kiedy ktoś im nie zapewni transportu, ponieważ zamówienie taksówki na lotnisku jest już czynnością ich przerastającą. Autorytety owe istnieją jedynie na szpaltach tytułu prasowego, który przez lata szydził z nieporadności ludzi, którym odcięto połączenia autobusowe we wsi i nie mogli dojechać rano do roboty. Zostali nazwani nieudacznikami, otrzymali piętno ludzi niepotrafiących odnaleźć się w nowej rzeczywistości oraz skazani na zapominanie i wegetację. Ten sam tytuł prasowy wyraził oburzenie z faktu, że uciemiężony polski podatnik nie podstawił klimatyzowanych limuzyn ludziom zarabiającym sumy bajońskie. Proszę, aby uważnie obserwowali Państwo przestrzeń medialną, skrzętnie notowali wypowiedzi mędrców tego świata, a jeśli wreszcie dojdą do siebie i znów zaczną nas pouczać, to pomnijcie, że są to mędrcy ery pustego wrzasku.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 13 stycznia 2020 r.

2 Comments on “„Era pustego wrzasku””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *