Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W Warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin. – informuje portal Zero.pl. A inni pacjenci musieli czekać po 4-5 godzin na przyjęcie.
Koalicja Obywatelska próbuje ograniczyć wizerunkowe straty spowodowane aferą Kacprzyka. Okazuje się jednak, że sprawa nadmiernego wynagrodzenia czy wątpliwych godzin dyżurów to tylko wierzchołek afery i patologicznych relacji w Szpitalu Południowym.
Szpital Południowy
Warszawski Szpital Południowy to placówka miejska. Dyrektorem szpitala jest Anna Łukasik, wiceminister zdrowia w 2015 r. w rządzie PO-PSL. W radzie nadzorczej zasiadają m.in. Aldona Machnowska-Góra, wiceprezydent Warszawy, a także Robert Kempa, burmistrz Ursynowa, samorządowiec Koalicji Obywatelskiej. 100 proc. udziałów ma miasto stołeczne Warszawa. I w tej placówce na szpitalnym oddziale ratunkowym, zarządzanym faktycznie przez Dawida Kacprzyka, byłego szefa młodzieżówki KO, stworzono specjalną ścieżkę przyjęć dla działaczy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin.
Badania po kilkunastu minutach
10 września 2025 r. O godz. 7:16 na SOR Szpitala Południowego przyjeżdża wpływowa polityk Koalicji Obywatelskiej, jedna z najważniejszych osób w warszawskich strukturach partii. Co ciekawe, wybiera Szpital Południowy, choć pomiędzy jej mieszkaniem a tą placówką są trzy inne szpitale. Lekarz dokonuje rozpoznania: „złe samopoczucie, zmęczenie”. Już o godz. 7:30 pacjentce wykonywane są badania. Łącznie kilkadziesiąt.
Zajmowaliśmy się w trybie pilnym znajomą Dawida Kacprzyka, zamiast pacjentami naprawdę potrzebującymi pomocy. Jej przypadek w ogóle nie wymagał interwencji szpitalnej. W ostateczności powinna być przyjęta w ostatniej kolejności, a nie pierwszej
– mówi portalowi zero.pl medyk ze Szpitala Południowego. Zwykła osoba z takimi objawami musiałaby czekać na SOR-ze Szpitala Południowego ponad cztery godziny.
13 października, po niewiele ponad miesiącu, melduje się ona ponownie na SOR-ze Szpitala Południowego. O 11:16 przyjęcie, kilka minut później zlecone badania. Rozpoznanie to samo: „złe samopoczucie, zmęczenie”. I znów zamiast kilkugodzinnego oczekiwania jest błyskawiczne działanie. Po 12:30 jest już komplet wyników, równo o godz. 13 polityczka Koalicji Obywatelskiej otrzymuje kartę informacyjną leczenia szpitalnego. We wskazaniach skierowanie do dalszego leczenia w lecznictwie ambulatoryjnym. Krótko mówiąc: kolejne wizyty już powinny być w przychodni, a nie w szpitalu.
Inny przypadek: polityk Koalicji Obywatelskiej, obecnie ważny funkcjonariusz państwowy. Między swoim miejscem zamieszkania a Szpitalem Południowym ma on dwa inne szpitale. Mimo to 14 lutego 2026 r. wybiera właśnie SOR zarządzany przez partyjnego kolegę, Dawida Kacprzyka.
Rozpoznanie to uszkodzenie kolana. Medycy w publicznym szpitalu wykonują więc w ciągu godziny i siedmiu minut wszelkie potrzebne badania, by postawić diagnozę (na tyle, na ile to było możliwe – mężczyzna został skierowany do dalszego leczenia specjalistycznego). Koszt tych badań w prywatnej placówce wyniósłby od 600 do 800 zł.
Kolejny przypadek to posłanka Koalicji Obywatelskiej (mało znana publicznie). Jesienią 2025 r. trafia na szpitalny SOR z gorączką, bólem głowy i ogólnym złym samopoczuciem. Od pojawienia się w szpitalu do zlecenia badań mija 16 minut.
Prywatna przychodnia w szpitalu
Szpital Południowy pomagał też rodzinom polityków. Bliska osoba jednego z najbardziej znanych polityków Koalicji Obywatelskiej w grudniu 2025 r. przyjechała do szpitala, aby skontrolować sytuację po szeregu wcześniejszych dolegliwości związanych z przewodem pokarmowym oraz w związku z występującą właśnie biegunką. Szpital podchodzi do sprawy poważnie: wykonane zostają kolonoskopia, gastroskopia oraz TK jamy brzusznej. Badania nie wykazały niczego niepokojącego. Pacjent, po niespełna czterech godzinach od przyjęcia i po wykonaniu szeregu badań, zostaje odesłany do domu.
Zwykły pacjent, u którego nie ma bezpośredniego zagrożenia, obecnie musi na kolonoskopię i gastroskopię czekać kilka tygodni, a w niektórych przypadkach nawet kilka miesięcy.
Konkret Tuska
Koalicja Obywatelska obiecywała w ramach 100-konkretów całkowite zniesienie limitów NFZ w lecznictwie szpitalnym, co miało skrócić kolejki do lekarzy.’ I trzeba przyznać, że postulat ten jak widać na przykładzie Warszawskiego Szpitala Południowego zrealizowała. Limity nie obowiązują polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. I tylko o to chodziło, przecież nie o zwykłego szarego obywatela, ten ostatni niech czeka godzinami, tygodniami, miesiącami a nawet i latami …
