Nowotwory? Niepłodność? Choroby nerek i mózgu? A może zaburzenia snu, depresja, agresja, pogorszenie pamięci, bóle i zawroty głowy? Może też zaburzenia odporności, uszkodzenia genetyczne, przewlekłe zmęczenie, a nawet objawy grypopodobne? Czy to spis treści podręcznika medycyny? Nie. To tylko wyliczanka chorób i ich objawów, które być może wkrótce staną się naszą codziennością. Bez wyjątku. O ile damy się złapać w sieć technologii 5G (a jak już się w nią wejdzie, to nikt od niej nie ucieknie). A także jeśli potwierdzą się te wyniki badań naukowych, które sugerują, że może być ona dla zdrowia szkodliwa.

Wszyscy trafimy do mikrofalówki?

ANTENA 5GCo prawda nie ma jeszcze co do tego powszechnej zgody i zdania uczonych. Ale to dziś decyduje się przyszłość, więc warto 5G wziąć pod lupę. I tak niektórzy badacze wskazują, że technologia ta, a dokładniej związane z nią pole elektromagnetyczne wysokiej częstotliwości radiowej (RF-EMF), wywołuje w organizmach żywych konkretne efekty biologiczne. Np. podwyższa temperaturę tkanek, może wpływać na ekspresję genów. Może stymulować namnażanie się komórek i syntezę białek związanych z tzw. stresem oksydacyjnym, procesami zapalnymi i zaburzeniami metabolicznymi. Inni twierdzą, że efekty te, na tym etapie badań, nie są wystarczające  do stwierdzenia, że RF-EMF wywołuje choroby. Ale też ostrożnie podkreślają, że dokładne zbadanie tego wymaga po prostu czasu.

Ale świat czekać nie chce. Nie chcą czekać ci, którzy na technologii 5G spodziewają się zarobić krocie, ani ci, którym jest ona z „różnych powodów” potrzebna. Nie chcą czekać i realizują międzynarodowy plan rozwoju sieci 5G tak intensywnie, że aż się gotuje. Pomiędzy Chinami, USA i Europą oczywiście.

My natomiast możemy się ugotować w 5G. I nie musi to być tylko metafora.

5G, czyli co i jak?

Technologia 5G stanowi niewątpliwie rewolucję cyfrową. Bardzo szybki przesył dużych ilości danych przy minimalnych opóźnieniach. Internet Rzeczy, inteligentne systemy i wiele innych zastosowań, których teraz nawet sobie nie wyobrażamy, także w medycynie. Ale w przyrodzie nie ma nic za darmo. Bo 5G to technologia, która wykorzystuje fale wysokiej częstotliwości dające pole elektromagnetyczne częstotliwości radiowych, tzw. RF-EMF. I to one rzucają cień wątpliwości, czy korzyści cyfrowe przeważą nad stratami zdrowotnymi.

A wątpliwości te nie są bezpodstawne. RF-EMF może np. indukować niekorzystne zmiany w komórkach nerwowych ośrodkowego układu nerwowego, w tym apoptozę (czyli samobójczą śmierć) komórek nerwowych, uszkadzać osłonki mielinowe nerwów, zaburzać przewodnictwo nerwowo-mięśniowe, co może dawać różne objawy neurologiczne. Ale to nie wszystko. Niektórzy badacze wskazują na związek RF-EMF z nowotworami i w 2011 r. działająca w ramach WHO Międzynarodowa Agencja Badań Nad Rakiem zaliczyła ten rodzaj pola do grupy 2B czynników, czyli „możliwie rakotwórczych dla ludzi”.

Co to oznacza? Tylko i aż to, że na podstawie wyników badań naukowych nie można obecnie wykluczyć wpływu pola elektromagnetycznego na powstanie i rozwój raka, ale też dowody na taki związek są niejednoznaczne. Jednym słowem na dwoje babka wróżyła, choć bardziej na tak. Bardziej na tak, była też w 2011 r. Rada Europy, która przyjęła dość mocną w wymowie Rezolucję 1815 i wskazała, że:

Należy podjąć uzasadnione kroki w celu zmniejszenia ekspozycji na pole elektromagnetyczne, głównie częstotliwości radiowe emitowane przez telefony komórkowe, szczególnie w przypadku dzieci i młodych ludzi, najbardziej narażonych na zachorowania na nowotwory mózgu ”.

Coraz więcej wątpliwości

O tym, że być może coś jest na rzeczy, może świadczyć też specjalny list wystosowany w 2015 r. przez ponad 230 naukowców do przedstawicieli ONZ. W którym ostrzegali przed skutkami szkodliwego promieniowania pola elektromagnetycznego. Rok później Europejska Akademia EUROPAEM stwierdziła, że istnieją silne dowody na to, że długoterminowa ekspozycja na pole elektromagnetyczne może spowodować wzrost zachorowań na nowotworowy. Dalej jest: Alzheimer i bezpłodność. Z drugiej jednak strony pojawiają się też raporty różnych, i to poważnych organizacji, instytucji i komitetów naukowych. Te podkreślają brak wiarygodnych dowodów na związek RF-EMF z nowotworami i innymi chorobami. 

A jednak 13 września 2017 r. ponad 180 naukowców i lekarzy z 36 krajów świata podpisało apel, domagając się zawieszenia wdrażania technologii 5G w Europie.  Jak stwierdzili, upowszechnienie 5G zwiększy istotnie narażenie na RF-EMF. Do tego stopnia, że niemożliwym będzie uniknięcie ekspozycji na to promieniowanie i wynikające z tego skutki. Zwrócili też uwagę, że wdrożenie technologii 5G w sytuacji uzasadnionych wątpliwości, co do jej bezpieczeństwa, ignoruje przyjętą w 2005 r. przez Unię Europejską zasadę ostrożności. A ta wyraźnie mówi, że:

„Jeśli istnieje ryzyko, nawet słabo rozpoznane przez naukowców, że działalność człowieka mogłaby doprowadzić do nieakceptowalnej szkody, to należy podjąć wszelkie działania mające na celu niedopuszczenie lub minimalizację skutków tej szkody”.

Świat jednak na 5G się uparł. Mimo tego, iż Europejska Agencja Ochrony Środowiska zwróciła uwagę na negatywne skutki, jakie może nieść odejście od zasady ostrożności:

„Istnieje wiele przykładów na to, jak w przeszłości, po zignorowaniu zasady ostrożności, mieliśmy do czynienia z poważnymi i często nieodwracalnymi szkodami wyrządzonymi zdrowiu i środowisku”.

I dodała, iż trzeba pamiętać, że ekspozycja na czynnik szkodliwy może trwać wiele lat, zanim jego szkodliwość zostanie dowiedziona.

Polska w 5G, czyli nadajnik co 75 metrów i zwiększone normy

REKINY WOJNY
ZOBACZ TAKŻE: WYWIAD Z DAVIDEM PACKOUZEM – BYŁYM MIĘDZYNARODOWYM HANDLARZEM BRONIĄ

Na początku ubiegłego roku Ministerstwo Cyfryzacji ogłosiło „Strategię 5G dla Polski” (obecnie „Plan dla 5G w Polsce”). Założono w niej wdrożenie technologii 5G najpóźniej do 2025 r. W styczniu tego roku rząd przyjął projekt zmian przepisów, mających ułatwić i przyśpieszyć budowę sieci 5G. Na początek w 20 największych i najważniejszych miastach. Obecnie 5G jest w kilku miastach testowane. Są to Gliwice (Orange), Warszawa (Orange, Exatel i T-Mobile), Kraków (Ericsson), Spot (Nokia i Urząd Komunikacji Elektronicznej. W kilku innych, np. w Łodzi na Politechnice Łódzkiej, testuje się tylko wybrane częstotliwości.

Starania Ministerstwa Cyfryzacji, by szybko wdrożyć 5G w Polsce, zostały dostrzeżone za granicą i nagrodzone. Nawet przez Komisję Europejską nagrodą European Broadband Awards. Jak pochwaliła się na jednej z konferencji wiceminister Wanda Buk, pokonaliśmy m.in. Niemcy, Danię, Francję. – Oni są krok za nami – podkreśliła Buk.

Ale na tej drodze do dalszych sukcesów jest też przeszkoda. Mianowicie Polska ma jedne z najbardziej  rygorystycznych w Europie normy promieniowania elektromagnetycznego, ustalone jeszcze w PRL-u, w latach 80. XX w. By sieć 5G stała się dostępna, należy zmienić normy, podwyższając znacznie dopuszczalne wartości promieniowania elektromagnetycznego. Co to da?

Dwie rzeczy. Dobrą i złą. Dobra jest taka, że zmiana norm spowoduje, że liczba stacji bazowych nie wzrośnie tak bardzo, jak musiałaby, gdyby normy zachować. A zła? Że i tak wzrośnie, co wynika z samej istoty technologii 5G. Większa częstotliwość fal, to ich krótszy zasięg, co wymusza gęstsze rozmieszczenie nadajników. Nawet co 75 metrów (sic!), a tym samym większe narażenie na RF-EMF. A przecież wspominana Rezolucja 1815 RE wezwała państwa do zupełnie przeciwnych działań.

Zdrowie, zdrowiu nie równe…

No cóż. Z jednej strony, jak widać, Rada Europy wzywa, by dbać o zdrowie publiczne. Z drugiej Komisja Europejska stawia cel, by już w 2020 r. 5G było dostępne w co najmniej jednym głównym mieście w każdym z państw członkowskich, a do 2025 r. we wszystkich obszarach miejskich i na głównych szlakach komunikacyjnych.

Rząd Polski poparł tę inicjatywę i teraz ją realizuje. A jeśli się powiedziało A to trzeba też powiedzieć G i to na piątkę, więc i normy zostaną w Polsce zliberalizowane. Choć z tym akurat może być pewien problem. A nawet dwa. Opór materii i opór społeczny. Pierwszy wynika z tego, że ustalenie norm dopuszczalnego narażenia na promieniowanie pola jest trudne. Dla różnych częstotliwości trzeba je powiązać z efektami zdrowotnymi. Jak się nie da, to ze skutkami biologicznymi, jakie pole wywołuje, i ustalić na takim poziomie, by były bezpieczne. Długa to jest i kręta droga.

Drugi, opór społeczny, będzie wynikać z faktu, że jeszcze wiele o skutkach wpływu pola wysokich częstotliwości radiowych na zdrowie nie wiemy. A to, co już wiemy, może budzić obawy. I jak je rozwiać wśród zwykłych ludzi, skoro nawet uczeni i lekarze je wyrażają i piszą petycje, by jednak zaczekać? Ale świat czekać nie chce i prze naprzód.

Ugotowani?

Mimo wielu wątpliwości co do negatywnego wpływu RF-EMF na zdrowie, konsensus jest w jednej sprawie. Jednoznacznie potwierdzonym efektem działania RF-EMF na organizmy żywe jest podniesienie pod ich wpływem temperatury tkanek. W badaniach wyszło, że podczas jednorazowej ekspozycji wzrost temperatury skóry i tkanki podskórnej może wynieść nawet 2-3 stopnie Celsjusza. A to jest już dużo, np. gdy chodzi gonady męskie. Mówiąc prościej, jadra nie lubią przegrzania i produkują mniej plemników, co może prowadzić do niepłodności.

Co prawda eksperci zaznaczają, że z faktu nagrzewania się tkanek pod wpływem RF-EMF nie należy jeszcze wyciągać wniosku, iż prowadzi to ostatecznie do chorób, ale…No właśnie, ale diabeł tkwi w szczegółach. Tym szczegółem jest m.in. to, że gdy wejdzie 5G, ekspozycja na RF-EMF będzie miała charakter ciągły. Będziemy w tym polu zanurzeni, niczym w kotle.

I tu pojawia się pytanie, kto pod nim pali?

 

Polecamy także blog autorki!

bmiroslawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja