Są wszędzie. Centrum, Ochota, Bemowo. Śniadzi przybysze z Subkontynentu Indyjskiego przemierzają niestrudzenie warszawskie ulice. Nie straszne im deszcz i wiatr. W zielonych kwadratach, które noszą na plecach rozwożą jedzenie i nie tylko! To im możemy podziękować za pojawienie się bakterii New Delhi w stolicy Polski. Liczbę Hindusów w Warszawie szacuje się od 7 do 10 tysięcy.

Mikroskopijni imigranci

Prawdą jest to co przed czym przestrzegał Jarosław Kaczyński. Światowe migracje niosą za sobą ryzyko rozprzestrzeniania się chorób, na które nie jesteśmy gotowi. Los Indian padających jak muchy na zwykłą grypę jest tego najlepszym dowodem. Problem w tym, że jest to sprawa niepoprawna politycznie. Podobnie jak to co zaraz stwierdzę. „Hindusi to w większości brudasy”. To cała kultura brudu. Nie bez powodu każdy, kto wraca z Indii mówi o wszechpanującym brudzie, lepiących się ścianach i tonach śmieci leżących na ulicy. Dość wskazać, że Hindusi potrafią krowimi odchodami rozmiękczonymi w wodzie „umyć” podłogę. Higiena w postaci mycia rąk wręcz nie istnieje. Nic więc dziwnego, że super bakteria „New Delhi” została nazwana od stolicy Indii.

Jednym z miejsc w stolicy Polski, gdzie stwierdzono występowanie tej śmiercionośnej bakterii, na którą nie ma lekarstwa, jest Szpital Bielański. Nie dalej jak kwartał temu, placówka nie przyjmowała pacjentów na II Oddział Chorób Wewnętrznych, właśnie z powodu występowania tej lekoodpornej bakterii. Władze szpitala mówiły wprost o ognisku epidemicznym. Oczywiście można twierdzić, że bakterię przywiózł do Polski jakiś turysta, a masowa obecność imigrantów z Indii to tylko przypadek. Tak to tłumaczy polskie wydanie pewnej gazety. Choroby do kraju przywożą nasi rodacy, tylko nie imigranci, dlaczego? Logicznym byłby wniosek, że groźne bakterie i wirusy przywożą wszyscy, czyli Polacy i obcokrajowcy, ale z jakiegoś powodu winni są tylko nasi rodacy.

Sprzedawali podróbki ubrań i perfum w internecie. Mogli zarobić nawet 7 milionów złotych!

New Delhi czy New Warsaw?

Szczególnie niebezpieczne jest wspomniana już bakteria New Delhi. Problem w tym, że jeżeli chociaż raz byłeś zmuszony skorzystać z publicznej toalety, mogłeś zarazić się tą śmiercionośną bakterią, odporną na jakikolwiek rodzaj antybiotyku. Dlatego lepiej unikać publicznych toalet. Bezpieczne nie są nawet miejskie baseny czy aquaparki. Ciepła woda (nawet chlorowana) jest idealnym środowiskiem do rozwoju tego paskudztwa.

New Delhi może roznosić zdrowy nosiciel. Taki nosiciel poruszający się po terenie miasta Jakim jest Warszawa, tylko jednego dnia może zarazić New Delhi kilkaset osób. Tajemnicą poliszynela jest w branży ma być zły stan higieny osób trudniących się rozwożeniem jedzenia. Wszystkich bez wyjątku. Są to często ludzie z przypadku. Ktoś kto dostarcza Ci jedzenie, mógł kilka minut temu załatwiać swoją potrzebę w krzakach. To już temat na inny wpis.

Nie tylko mikroby

Skąd plaga pluskiew, karaluchów i wszelkiej maści robactwa w Polsce. Jednym z możliwych wytłumaczeń jest właśnie imigracja z krajów, gdzie te stworzenia są powszechne. Firmy dezynsekcyjne zwłaszcza w Warszawie nie wyrabiają z zamówieniami. Niezaprzeczalnym jest fakt, że w Warszawie są już całe osiedla opanowane przez karaluchy czy pluskwy.

Głośny Wielbiciel, 10 grudnia 2019 

One Comment on “Czy imigranci z Azji przywieźli do Warszawy groźne choroby?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *