Kilka dni temu świat obiegła wieść, że Turcja poprze wdrożenie nowych planów obrony wschodniej flanki Paktu Północnoatlantyckiego, pod warunkiem uznania przez NATO kurdyjskich partyzantów z Powszechnych Jednostek Obrony (YPG) za terrorystów. Nie ukrywam, że po odczytaniu niniejszego doniesienia agencyjnego zdziwienie moje sięgnęło zenitu. Dla pełnej klarowności sytuacji muszę dodać, że nie tyle zaskoczyła mnie bezczelność i ekspansywność Recepa Tayyipa Erdoğana, co nieudacznictwo ministerstw spraw zagranicznych wszystkich państw członkowskich Sojuszu. Zastanawiam się, z jakiego tytułu pobiegają gażę ludzie odpowiedzialni za prowadzanie polityki zagranicznej, biernie patrzący na wielomiesięczne zaloty turecko–rosyjskie, kontemplujący zdjęcia, obrazujące przerzut z Moskwy do Ankary zestawów przeciwlotniczych S-400 i pasywnie przyglądający się kolejnym spotkaniom „Sułtana” z „Carem”? Co robili w tym czasie ambasadorzy w Turcji, gdzie byli szefowie wywiadów, jakie kwoty przeznaczono na utrzymanie kohort donosicieli, agentów i szpicli? Te wszystkie kwestie powinny być wyjaśnione dogłębnie, gdyż niedopuszczalne jest, aby jeden przebiegły Turek, na kilka dni przed szczytem największego porozumienia wojskowego na świecie, dał głowom innych państw dwa wyjścia z patowej sytuacji: złe i bardzo złe. Teraz decyzję muszą wypracować i podjąć zaszachowani – nastał dla nich czas działania.

Czas działania musi być owocny, gdyż zwycięstwo Erdoğana spowoduje eskalację jego dalszych żądań. Sztandarowym przykładem spustoszenia, jakie sieje polityka ustępstw wobec satrapy znad Bosforu, może być zajście sprzed kilku lat, kiedy przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk, wyrzekł pamiętne słowa o zakazie pouczania Turcji przez kogokolwiek. Następnie Unia przekazała okrągłą sumkę miliarda Euro, przeznaczoną na poprawę warunków bytowych w obozach dla syryjskich uchodźców. Jestem ciekaw, czy kiedykolwiek ruszyła do Turcji jakakolwiek brukselska komisja, mająca za zadanie sprawdzenie, jak te środki zostały wydatkowane i czy rozdysponowano je na właściwe cele? Muszę tutaj zaznaczyć, że przy całej mojej bardzo surowej ocenie działań D. Tuska, absolutnie nie obwiniam go o spolegliwość wobec „Sułtana”. Podczas tamtej mowy, wygłoszonej 23 kwietnia 2016 r. w Gaziantep, pan Donald był jedynie swoistego rodzaju „magnetofonem”, na który nagrano ścieżkę dźwiękową, a on ją bezbłędnie odtworzył. Idiotyczna teza, optymistycznie zakładająca zapłatę jednorazowego haraczu szantażyście, powstała najprawdopodobniej w głowie kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, a to oznacza, że Frau Bundeskanzlerin nie śledzi i nie analizuje historii najnowszej.

Historia najnowsza, ta sprzed półtorej dekady, uczy, że potomkowie Osmanów potrafią powiedzieć zwięzłe „nie” największym potęgom świata. Tak stało się w roku 2003, kiedy Waszyngton zwrócił się do Ankary o pozwolenie przemarszu wojsk na Bagdad przez jej terytorium i otrzymał odpowiedź odmowną. Znów trzeba było zaatakować Irak z kierunku południowego, co powielało plany sztabu generała Herberta Normana Schwarzkopfa z 1991 r., a takie rozwiązanie całkowicie niwelowało efekt zaskoczenia. Na szczęście dla koalicjantów, armia Saddama Husajna była zdegenerowana, źle uzbrojona i dowodzona, co zminimalizowało straty po stronie sojuszniczej. Obawiam się, że tym razem Pakt również usłyszy twarde warunki negocjacyjne, a wypracowanie kompromisu może być niezwykle trudne. Nie należy też ukrywać, że stanowisko Turcji poważnie zmienia także nasze bezpieczeństwo.

Cisza i spokój

Nasze bezpieczeństwo teraz jeszcze bardziej zależy od nas samych i Stanów Zjednoczonych. Z premedytacją wskazałem jedynie USA, a nie całe NATO, gdyż jasne już jest, że europejscy członkowie Paktu mogą nie mieć czym i jak nam pomóc lub zwyczajnie tej pomocy odmówić. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że w razie starcia z Rosją odpada południowy kierunek działań. Główną zasadą planowania taktycznego, operacyjnego i strategicznego jest przyjmowanie wariantów najgorszych, a nie najbardziej optymistycznych. Zgodnie z takowym założeniem musimy wziąć pod uwagę nieudostępnienie przez Turcję jej terytorium jako bazy wypadowej dla amerykańskich statków powietrznych czy rejonów składowania środków walki i materiałów wojennych. Otwartym pozostaje pytanie, gdzie zlokalizować te elementy? Naturalnym miejscem, wskazywanym przez wszystkich analityków jest Grecja, ale ja dostrzegam tutaj bardzo poważne wątpliwości. Czy Merkel, najbliższa europejska kooperantka Putina, pozwoli zadłużonemu w niemieckich bankach państwu, na przyjęcie wojsk amerykańskich? Osobiście uważam, że taka możliwość istnieje, ale sfinalizowanie przedsięwzięcia może być niesłychanie kosztowne. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższych dniach na szczycie NATO.

Szczyt NATO rozpocznie się 3 grudnia. Mam nadzieję, że nasza delegacja jest przygotowana do rozmów w sposób należyty i zarówno MSZ jak i KPRP mają przedyskutowane poszczególne etapy pertraktacji. Sytuacja staje się niekorzystna i tylko od naszej mądrości zależy, czy uda się to zmienić. Ja jestem optymistą i wierzę mimo wszystko, że Polacy staną na wysokości zadania. Skończył się już czas planowania, a nadszedł czas działania.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 02 grudnia 2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *