Kontenery na używaną odzież przynoszą znaczne dochody swoim właścicielom. Można w nich znaleźć pieniądze, biżuterię i inne cenne przedmioty. Do tego stoją, gdzie popadnie, często nielegalnie.

Inwazja kontenerów

Można na nie natknąć się dosłownie wszędzie. Kontenery na używaną odzież opanowały osiedla, chodniki, trawniki. Różnią się kolorem. Kształt i konstrukcja są zadziwiająco zawsze takie same. Okazuje się, że nie wszystkie z nich stoją legalnie. Co więcej przynoszą swoim „właścicielom” znaczne dochody.

Ile kosztuje jeden kontener? Ok. 1500 – 1800 złotych. To niedużo w porównaniu z dochodami, które generuje. Zazwyczaj już na drugi dzień po opróżnieniu są pełne. Ludzie wrzucają tam całkiem nowe ubrania, gry planszowe, biżuterię a nawet pieniądze. Te ostatnie często przez pomyłkę. Można spytać jak to? Dużo ubrań, które trafia do kontenerów to ubrania, których chcemy się pozbyć po zmarłych krewnych. Zwłaszcza osoby starsze chowają w ubraniach biżuterię i gotówkę. Sprzątając po nich często te kosztowności sami wyrzucamy.

Nie tylko PCK

Pierwsze kontenery na używaną odzież jakie pojawiły się w Polsce były wystawione przez PCK. Do tej pory jest ich optycznie największa liczba. Jednak Polski Czerwony Krzyż to organizacja o olbrzymiej tradycji, której można zaufać. Na pewno bardziej niż powstałym jak grzyby po deszczu fundacjach, stowarzyszeniach czy firmach, które  dosłownie przytuliły swoje kontenery do kontenerów PCK. Ktoś szybko zorientował się, że na szyldzie pomagania drugim szybko się zarabia. I tak ludzie bezrefleksyjnie wrzucają ubrania i kosztowności do kontenerów, które niewiele mają wspólnego z pomaganiem.

Największe firmy i fundacje mają po kilkadziesiąt a nawet kilkaset kontenerów w całej Polsce.

„Praca trwa od rana do wieczora, kontenery są pełne ubrań. Oprócz używanej odzieży zdarzają się także całkiem nowe ubrania, zabawki, gry planszowe. Często zdarza się, że ktoś wrzuci w zawiniątku pieniądze jakby specjalnie czy biżuterię. Dużo pieniędzy jest też w ubraniach.”

– Mówi jeden z pracujących przy kontenerach mężczyzn.

Część osób traktuje kontenery na ubrania jako same w sobie organizacje charytatywne. Wrzucanie ubrań i innych przedmiotów do kontenerów to dla nich forma dotacji dla potrzebujących. Szczodrych osób nie brakuje. Osoby zajmujące się wybieraniem ubrań nie nadążają z ich zbieraniem. Często wywierana jest na nich olbrzymia presja, aby zrobić jak najwięcej za jak najmniej. Sami przyznają, że właściciele kontenerów kładą duży nacisk na przeszukiwanie kieszeni przez pracowników w ubraniach zbieranych z kontenerów.

Stoją, gdzie popadnie

Kontenery na odzież używaną stoją wszędzie. Można odnieść wrażenie, że są stawiane, gdzie popadnie. Bez względu na to, kto jest właścicielem nieruchomości lub jej administratorem. Przykładem niech będą kontenery jednej z fundacji. Formalnie zarejestrowanej w województwie Lubelskim, ale posiadającej centrum logistyczne na warszawskich Bielanach. Niektóre z kontenerów fundacji chwalącej się niesieniem pomocy dzieciom, stoją w pasie drogowym na ulicy Bogusławskiego. Kontenery są rozstawione wzdłuż drogi, na pasie zieleni oddzielającym jezdnię od chodnika. Zapytaliśmy więc Zarząd Dróg Miejskich, czy fundacja ta zawarła porozumienie umożliwiające jej ustawienie kontenerów w pasie drogowym. Warszawski ZDM zajął jasne stanowisko:

„Zarząd Dróg Miejskich nie wydaje decyzji na zajęcie pasa drogowego pod kontenery na odzież używaną. Zgodnie z ustawą o drogach publicznych, kontenery nie są związane z funkcją drogi, dlatego takich decyzji nie wydajemy na drogach, które są w naszym zarządzie. Nie zawieraliśmy zatem żadnych porozumień, umów z firmami, o które Pan pyta (…) W przypadku kontroli naszych służb czy zgłoszeń mieszkańców o kontenerach na odzież używaną w naszym pasie drogowym, wszczynamy postępowanie administracyjne zmierzające do usunięcia takiego konteneru.”.

Zapytaliśmy zatem przedstawicielkę fundacji o podstawy umiejscowienia kontenerów fundacji w przestrzeni publicznej. Na serię pytań otrzymaliśmy coś na kształt oświadczenia, którego fragmenty będę przedstawiać w tekście.

„Wszystkie kontenery, które zostały ustawione przez Fundację na terenie m. st. Warszawy stoją legalnie, na podstawie odrębnych umów, zawieranych ze spółdzielniami mieszkaniowymi oraz miastem stołecznym Warszawa. Fundacja nie posiada porozumienia z administratorami dróg czy ZDM, gdyż nie ustawia kontenerów na pasach drogowych. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że zdarzały się kradzieże kontenerów i bezprawne ich przestawianie przez osoby trzecie. Każdy taki przypadek był zgłaszany przez zarząd Fundacji na policję, na co posiadamy stosowną dokumentację.”

Kontener na ulicy Bogusławskiego w Warszawie
Kontener na odzież używaną – ulica Bogusławskiego w Warszawie.

Gdy zapytaliśmy o możliwość wskazania tych konkretnych umów i porozumień jak również postępowań związane z kradzieżą i samowolnym przestawianiem kontenerów uzyskaliśmy informację, że co do zasady tak, ale to wymaga czasu. Dokumenty fundacji znajdują się poza bieżącą kontrolą jej Prezes i najlepiej abyśmy na odpowiedź poczekali do dnia 24 czerwca 2019 roku. Trzeba przyznać, że złośliwość ludzka nie zna granic, ponieważ kontenery na ulicy Bogusławskiego w Warszawie w liczbie kilku zostały „przestawione” w pas drogowym. Ktoś był na tyle pracowity i złośliwy, że kilka prawidłowo ustawionych kontenerów fundacji przestawił… no właśnie skąd…? W pas drogowy, ustawiając je w poziomie na betonowych podkładach….

Ostrzeżenia?

„Fundacja z Sercem” o której mówimy nie odpowiedziała na wszystkie postawione przez nas pytania udzielając odpowiedzi na nasze pytania w formie oświadczenia. Pytaliśmy min. o porozumienia z właścicielami i administratorami miejsc na których stoją kontenery, liczbę kontenerów jakie posiada fundacja, gdzie trafiają ubrania zebrane z kontenerów oraz jak są ewidencjonowane takie znaleziska jak pieniądze czy biżuteria. Pytaliśmy też, czy celebryci i osoby ze świata mediów, którzy wspierają „Fundację z Sercem” wiedzą, że część kontenerów stoi niezgodnie z przepisami otrzymaliśmy na koniec oświadczenia następujące ostrzeżenie:

„Bezprawne insynuacje wysuwane z Pana strony: „czy osoby publiczne tacy jak Barbara Kurdej-Szatan wiedzą, że część Państwa kontenerów jest rozstawianych nielegalnie?” rażąco naruszają dobre imię p. Barbary Kurdej-Szatan oraz Fundacji z „Sercem”. Tak jak wyżej wskazano wszystkie działania Fundacji są podejmowane w granicach prawa, zaś za naruszenia mienia Fundacji przez osoby trzecie (w postaci kradzieży kontenerów) zarząd nie może odpowiadać i ponosić z tego tytułu konsekwencji. (…) Jakiekolwiek sugestie, iż Fundacja działa niezgodnie z obowiązującymi zasadami i przepisami prawa stanowić będą naruszenia jej dóbr osobistych. Mając na uwadze powyższe zwracam się z prośbą o skonstruowanie materiału prasowego zgodnie z rzeczywistym stanem faktycznym opartym na rzetelnych Informacjach. Informuję że w przypadku naruszenia przez Pana dobrego imienia Fundacji wystąpimy na drogę sądową celem dochodzenia należnych nam praw.”.

Jednocześnie podkreślam, że Fundacja z Sercem jest opisywana w niniejszym tekście jedynie w kontekście nieprawidłowego stawiana kontenerów w pasie drogowym. Wszelkie inne uwagi nie dotyczą Fundacji z Serem.

Przyznam jednak, że praca dziennikarza nauczyła mnie wiele. I moje wątpliwości wzbudziła nie tylko treść oświadczenia, ale fakt nieudzielenia odpowiedzi na zdaje się dość podstawowe pytania. Gdy ponowiliśmy prośbę o udzielenie odpowiedzi Pani Sylwia Ostrowska skontaktowała się ze mną osobiście i poinformowała, że potrzebuje czasu na udzielenie odpowiedzi na pytania, ale może to się stać najwcześniej po. 24 czerwca 2019 roku, ponieważ nie ma przy sobie niezbędnej dokumentacji, która jest gdzieś pochowana po segregatorach. Postanowiliśmy poczekać z publikacją. Po 24 czerwca br. kilkukrotnie podejmowaliśmy próby skontaktowania się, ale bezskutecznie.  Z jednej strony otrzymujemy groźbę wszczęcia postępowania przeciwko nam w wypadku przygotowania materiału prasowego niezgodnego ze stanem faktyczny i nie opartym na rzetelnych informacjach a z drugiej strony zwleka się nam z udzieleniem tych informacji lub po prostu unika.

Na co trafiają dochody fundacji?

W google gdy wpiszemy frazę „Fundacja z Sercem” pojawi się kilkanaście wpisów o działalności fundacji. Na zdjęciach im towarzyszących widać, jak fundacja niesie pomoc dzieciom czy potrzebującym rodzinom. Często w towarzystwie osób ze świata showbiznesu.

 Jak twierdzi Prezes Fundacji – Sylwia Ostrowska:

„Wszelkie przychody Fundacji przeznaczane są w pierwszej kolejności na cele statutowe fundacji oraz na systematyczne regulowanie zobowiązań wynikających z najmu miejsc na których znajdują się posadowione kontenery na odzież używaną.”

Informację o skali działalności fundacji może dać częściowo sprawozdanie finansowe. Wynika z niego, że niemal cała część dochodów fundacji pochodziła z działalności gospodarczej fundacji tj. 36 000,00 złotych. Darowizny pieniężne to zaledwie 50 złotych, a darowizny rzeczowe to kwota 305,76 złotych… Jak możemy przeczytać w sprawozdaniu finansowym Koszty działalności statutowej nieodpłatnej w 2017 roku to 7 287,60 i kwota ta wiązała się z zużyciem materiałów i energii…

Zwróciliśmy się z pytaniami do Pani Sylwii Ostrowskiej o to jaka kwota została przeznaczona na pomoc potrzebującym w 2017 roku. Nie uzyskaliśmy informacji.

Awantura o kontenery

Okazuje się, że nie my pierwsi poruszamy sprawę czerwonych kontenerów z logo „Fundacja z Sercem”. Sprawę usunięcia takich kontenerów opisał Dziennik Wschodni [Link do artykułu znajduje się tutaj]

Co ciekawe w artykule tym czerwone kontenery z logo „Fundacja z Sercem” zostały przedstawione jako należące do firmy Redpol Recycling. Prezes tej firmy miał udzielić następującej wypowiedzi:

„Pod koniec kwietnia 12 pojemników na odzież używaną zapadło się pod ziemię. – 27 kwietnia pracownik jak zwykle przyjechał do Poniatowej, aby opróżnić pojemniki z zawartości. Niestety żadnego nie znalazł – mówi Krzysztof Kozdrój, prezes Redpol Recycling. Z ulicy zniknęły czerwone pojemniki z napisem „Fundacja z sercem”. – Zbieramy odzież używaną , przerabiamy, a uzyskane środki przeznaczmy na cele charytatywne

– dodaje Kozdrój.”

Fragment artykułu, który ukazał się na portalu Dzienniku Wschodnim o konflikcie jaki powstał wokół kontenerów z logiem Fundacji z Sercem.

Jak się okazało, kontenery zostały usunięte przez właścicieli lub administratorów nieruchomości na których stały kontenery. Kontenery na polecenie burmistrza miasta Poniatowej zostały przewiezione na plac Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Jak możemy przeczytać w przytaczanym artykule: „Władze Poniatowej nie mają sobie w tej sprawie nic do zarzucenia: – Wielokrotnie wzywaliśmy pana Kozdrója o zabranie kontenerów bezumownie ustawionych na terenie naszego miasta. Korespondencja pozostawała bez odzewu.”.

Artykuł Dziennika Wschodniego jest okraszony zdjęciem mężczyzny na tle kontenerów z logo fundacji „Fundacja z Sercem” Pomagamy Polskim Dzieciom z podpisem „Krzysztof Kozdrój deklaruje walkę o swoje do końca: w procesach cywilnych i karnych. Pojemniki Redpolu stoją od 3 miesięcy w bazie PGK w Poniatowej”.

Gdy ponownie zwróciliśmy się z pytaniami zadanymi wcześniej oraz z pytaniami o wzajemne powiązania firmy Redpol Recycling i Fundacji z Sercem. Uzyskaliśmy jedynie odpowiedź:

„Proszę o kontakt po 24 czerwca tak jak Panu powiedziałam wcześniej. Jestem poza biurem do w/w terminu”.

Podsumowanie

Dlatego gdy już zdecydujemy się pomagać, róbmy to z głową. Dowiedzmy się jak najwięcej o organizacji, której pomagamy oraz jakie są efekty jej pracy. W innym wypadku może okazać się, że pomagamy komuś kto nie do końca przedstawia wszystkie fakty na swój temat.

ZOBACZ TAKŻE

Warszawa walczy z nieprawidłowo zaparkowanymi pojazdami

Okradli schronisko dla zwierząt, szuka ich policja!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autor: Redakcja

Prawnik zakochany w dziennikarstwie